Money for nothing and chicks for free


2013.06.12

opublikował:

Money for nothing and chicks for free

Cryouts, jak sami o sobie mówią, to oparty na klasycznym czteroosobowym składzie i gitarowym szkielecie „Hard Rockin` Band”, któremu zależy na kultywowaniu tego, co najlepsze w rocku minionej epoki – siły współbrzmienia gitar i charyzmatycznego wokalu. Muzyka Cryouts to przede wszystkim melodyjne hardrockowe riffy i ukryte w nich emocje, które chcą odkurzyć brzmienie i ścieżkę wytyczoną przez największych szarpidrutów XX w.

Rozmawia Patrycja Wilk

Panowie, czy któryś z Was jeździ na motocyklu?

Cryouts: Motorower się nie liczy?? Otóż, nie za bardzo. Nie dorobiliśmy się jeszcze własnych harley’ów, nikt nie ma nawet motorynki, ale na pewno każdemu marzy się taki sprzęt i związana z nim niezależność, o której przekonujemy się m.in., stojąc w kilkugodzinnym korasie zaparowanych automobili i odprowadzając wzrokiem mijających nas dostojnie motocyklistów.

Skąd zatem pomysł na singiel dedykowany w mocny sposób fanom dwóch kółek?

Cryouts: Pomysł na numer o gościu, który wsiada na motor, zostawia w pyle rzeczywistość i wali w jedynym słusznym kierunku – przed siebie – powstał już parę lat temu i jak się potem okazało czekał na jedno wydarzenie. Podczas kręcenia klipu do „Calling Your Name” prowadzący ten projekt Sebastian Korczak wspomniał o znajomym, który przemierzył z grupą ludzi słynną „Route 66”. Obejrzeliśmy filmiki z tej niesamowitej wyprawy, zrozumieliśmy co ciągnie tych wszystkich ludzi do przemierzania bezdroży i uznaliśmy, że przyszedł czas na „Driving Nowhere”. Motory i rockowy pazur idą w parze nie od dziś, dlatego Cryouts wrzucił coś do tej magicznej symbiozy od siebie. Liczymy na to, że numer dotrze do jak największej liczby motorowych fanów.

Od wydania Waszej płyty „Sleepless Nights” minie wkrótce rok – czy nadal zamierzacie promować ten krążek i czy zastanawiacie się nad nowym wydawnictwem?

Cryouts: Dokładnie. W październiku tego roku „Sleepless Nights” będzie miała rok. Ze względu, na to, że jest to nasz pierwszy „promo” album, któremu poświęciliśmy sporo czasu i zawiera aż 14 utworów o różnym charakterze, zarówno mocniejszych (np. „King of No Tomorrow”) jak i bardziej subtelnych akustycznych (np. „Pulling the Strings”), na pewno pociągniemy jeszcze przez jakiś czas temat jego promocji. Nasz koncertowy set oparty jest aktualnie na szkielecie z tej płyty, jednakże zaczęliśmy już przeplatać go nowym materiałem, który zostanie zarejestrowany, miejmy nadzieje, w drugiej połowie tego roku. Na koncertach nasze bratnie dusze mogą usłyszeć oba utwory z marcowego singla czyli „Tell Me Why” oraz wspomniany „Driving Nowhere”.

Czy na dzisiejszym, zdominowanym przez hip-hop rynku jest jeszcze miejsce na takie kapele, jak Wasza?

Cryouts: Jeśli nie, to zrobimy to miejsce (śmiech). Jesteśmy przekonani, że wśród współczesnych nam odbiorców jest przestrzeń, w której mogą rozbrzmiewać takie nuty, jak nasz i jest oczekiwanie na taką muzykę, mimo silnych niekoniecznie rockowych trendów. W końcu nasza muzyka wyrosła na największych rockowych wzorcach XX w., wśród których każdy z nas wzrastał i która nie hołduje żadnej modzie czy aktualnemu rynkowemu zapotrzebowaniu, tylko płynie z pierwotnej chęci tworzenia czegoś, co nakręca nas do życia i jest nam najbliższe. Co prawda nie jest lekko. Problemem jest ograniczony dostęp do potencjalnych fanów, którzy gdzieś tam wiodą spokojne życie nieświadomi, że w równoległym świecie tworzy ekipa, na której punkcie by oszaleli (śmiech).

Używamy ogólnodostępnych internetowych narzędzi do prezentowania twórczości i nasz funclub powolutku rośnie, ale bez możliwości przedstawienia muzyki szerszemu gronu odbiorców, np. za pośrednictwem fal eteru, info w prasie czy innych ogólno dostępnych mediach nie jesteśmy w stanie poszerzyć znacząco grupy fanów oraz w pełni przekonać się jak odbierany jest nasz projekt. Poza tym, przy obecnym zabieganiu, wszelakich uciechach życia codziennego i bombardujących nas zewsząd newsach o różnych imprezach koncerty kapel, których numery nie są ogólnodostępne, pozostają jednak trochę w cieniu, co też z kolei ma swoje konsekwencje pod względem zdobywania funclubu. Tak czy inaczej, będziemy robić, co w naszej mocy, mimo braku obsługi menadżerskiej, żeby było jednak o Cryouts głośno!

Co ciekawe jednak, talent shows w rodzaju Msut Be The Music – póki co – nie dają hip-hopowcom większych szans, za to rockowe kapele poczynają tam sobie całkiem nieźle. Co myślicie o tego typu programach? Macie albo chcielibyście mieć z nimi jakieś doświadczenia?

Cryouts: Dzięki za to pytanie. Nie da się o tym nie myśleć, w sytuacji w której wysyłanie materiałów „promo” i pukanie do drzwi różnych wydawnictw nie przynosi efektów. Faktem jest, że zaistnienie w ogólnopolskim programie tv daje szanse pokazania się i nawiązania cennych kontaktów. Może to stanowić jakąś wejściówkę do świata wydawnictw, menadżerów etc. Z drugiej jednak strony, kiedyś nie było tego typu programów i ekipom udawało się przebijać ze swoim muzycznym przesłaniem do ludzi za pośrednictwem mniejszych czy większych wytwórni. Mamy nadzieje, że wciąż jest to możliwe bez wchodzenia w formułę takich programów, gdzie los mniej lub bardziej utalentowanych młodych ludzi leży w rękach trzyosobowej wyroczni. Jako ludzie pokolenia z lat 80tych, przez których przemawia tzw. „old-schoolowość”, chcemy w pierwszej kolejności spróbować szczęścia normalną ścieżką licząc na to, że komuś przesłuchującemu naszą płytę zatli się pomysł dania nam szansy. Czy rozważamy wystąpienie w czymś takim? W jakimś stopniu tak – o ile wszystkie inne mechanizmy przedostania się na pierwsze strony muzycznych magazynów zawiodą.

Jakie zespoły rockowe według Was nadają dziś kierunek temu gatunkowi na całym świecie i czy uważacie, że jest to kierunek właściwy?

Cryouts: Dla nas przede wszystkim liczą się ekipy i nazwiska, które nadawały, nadają i będą swoimi nagraniami nadawać kierunek temu gatunkowi muzycznemu. Każdy z nas ma w głowie swój zestaw, to co wspólne to na pewno: Iron Maiden, Metallica, Dire Straits, The Police. Przyznamy, że nie śledzimy aż tak szczegółowo tego, co dzieje się w rockowym „New age”. Oblicze tej muzyki na pewno uległo zmianie, czy jest to słuszny kierunek, zawsze to kwestia subiektywnych odczuć. Osobiście brakuje nam trochę konkretnego rockowego brzmienia, które kojarzyłoby nam się z naszymi idolami.

Mogę się mylić, ale póki co, jesteście chyba najbardziej znani słuchaczom z Warszawy. Sporo tu koncertujecie. Zastanawiacie się nad podbojem Polski?

Cryouts: Wszystko się zgadza. Do tej pory jako warszawska ekipa skupialiśmy się na rodzimym mieście, jednakże chcemy w tym sezonie zintensyfikować granie poza Warszawą. Pojawia się tu problem finansowo-logistyczny, bo jak dobrze wszyscy wiemy, nie za często jest się w stanie znaleźć miejscówkę do grania, która chociaż zwraca koszty przejazdu, ale nie zniechęcamy się tym i w miarę naszych zespołowych możliwości ruszymy w Polskę. Wychodzimy z założenia, że poświęcenie i wysiłek zawsze się wcześniej czy później zwraca. W jednej z piosenek Chris Rea miał fajny tekst: „What you give out… is what you get back”. W pełni si ęz tym zgadzamy.

Jak wyglądają plany Cryouts na sezon letni?

Cryouts: Gryll, klapki, kocyk (śmiech) ale przede wszystkim granie i jeszcze raz granie. Mamy nadzieje, że uda nam się zaklepać trochę terminów, w których w nowych miejscach pokażemy, na czym polega Cryouts. W międzyczasie pracujemy wciąż nad nowym materiałem, który miejmy nadzieje uda się nam zarejestrować do końca tego roku.

Panowie, ostatnie słowo należy do Was!

Cryouts: Money for nothing and chicks for free no i oczywiście rock forever!!! Podziękowania dla wszystkich, którzy od początku trzymają za nas kciukasy, motywują nas do dalszego grania i walczenia o to co dzięki muzyce chcemy powiedzieć. Dziękujemy za rozmowę.

Polecane

Share This