Prezenty od raperów – nie tylko na Święta


2013.12.27

opublikował:

Prezenty od raperów – nie tylko na Święta

Jak wiadomo, jednym z kulturowych wymiarów Świąt są prezenty. A skoro prezenty, to też płyty. Nic dziwnego, że przedświąteczny czas to okres, gdy nie tylko w Polsce, ale w ogóle artyści szturmem publikują swoje wydawnictwa, byle tylko wstrzelić się w listę życzeń odbiorców.

Ale ten tekst nie będzie o tym. Nie będzie też o okolicznościowych produkcjach, które – jak co roku – rozbrzmiewały w wielu studiach nagraniowych. Ani o płytach, które najfajniej byłoby znaleźć pod choinką.

Będzie natomiast o tym, że nasi ulubieńcy – mimo że mogliby wszystko wydawać w świątecznym sezonie i zbijać na tym dużo więcej pieniędzy – potrafią na co dzień przemówić ludzkim głosem i podarować nam, zwykłym zjadaczom chleba, coś ot tak, po prostu. To przede wszystkim płyty, które ukazują się każdego roku i za które, niezależnie od kłótni i sporów o nie, powinniśmy właśnie teraz podziękować – życząc przy okazji kolejnych wspaniałych albumów w nadchodzących dwunastu miesiącach.

Ale jeszcze lepiej jest, gdy nasi ulubieńcy nie tylko wypuszczają płyty, ale też obdarowują nas dodatkowymi prezentami.

I to właśnie o tym będzie ten krótki, trochę dziwaczny tekst. Formą podziękowania za wszystkie bonusy i zachętą do dalszych inicjatyw. W końcu tak to już z nami, słuchaczami, jest – dostaniemy palca, a chcemy całą rękę.

***

Chciałbym w tym miejscu przypomnieć kilka oryginalnych pomysłów na prezenty dołączane do płyt hip-hopowych. Dlaczego właśnie do nich? Nie będę ukrywał, że penetrowanie innych gatunków byłoby nieuczciwe – znać muzykę to jedno, ale śledzić wydania (nierzadko kolekcjonerskie) to już wyższy stopień wtajemniczenia.

Są wytwórnie i raperzy, którzy lubią wzbogacać swoje premiery o limitowane koszulki, albumy z dodatkowymi krążkami (które często podnoszą, a przynajmniej do niedawna podnosiły im sprzedaż), wlepki itp. Doceniamy, ale to trochę jak pieniądze na urodziny – fajnie, ale jednak świadczy o braku szczególnej więzi z odbiorcą.

Dlatego – mimo że sam nie palę – doceniam pomysł Kaliego, by do albumu „Wiesz, co się kruszy” dołączyć nasiona marihuany (swoją drogą to dosłownie prezent: krążek ma premierę 24 grudnia). Raz że ten – nazwijmy to oficjalnie – „gadżet” dobrze koresponduje z tytułem (i pewnie zawartością) płyty, a dwa że w takim geście znalazła się jakaś nić porozumienia ze słuchaczami. Ktoś mógłby powiedzieć, że bardzo ogólna to nić. W porządku, ale czy nie wygląda to ładnie, jeśli w trójkąt artysta – dzieło – słuchacz wpiszemy element, który będzie całość spajał. Nawet jeśli to jest tylko trawa.

{reklama-hh}

Kali, zaznaczmy, nie był z tym pomysłem do końca oryginalny, nawet na gruncie polskim. Pamiętam, że prawie siedem lat temu Eldo (na zdjęciu) poszedł w podobną stronę, gdy wydawał „27”. Wówczas w pudełku – swoją drogą, jedno z najpiękniejszych wydań, jakie widziałem (MyMusic!) – znalazły się ustniki z logiem albumu. I znów można by się zapytać: co w tym niezwykłego? A jednak taki element był w pewien sposób symboliczny. Eldo, który przez lata deklarował jeśli nie delikatną niechęć, to przynajmniej obojętność względem marihuany, a zamiast niej preferował kawę, papierosy (i zapach cynamonu w powietrzu, rzecz jasna) – teraz olał panadol, palił splifa i dniu powiedział dobranoc. Zresztą, po górnolotnym, ambitnym i, zdaniem niektórych, zanadto poetyckim „Człowieku, który chciał ukraść alfabet”, „27” otworzył też, jak sądzę, kolejny etap w karierze warszawskiego MC – etap, którego trzyma się do dzisiaj. W takiej sytuacji te ustniki nabierały trochę innego sensu.

Skoro jesteśmy przy używkach, koniecznie należy wspomnieć o znakomitym pomyśle Łony i Webbera. Duet ten, zdaniem wielu dokumentujący na bieżąco współczesne paradoksy Polski wyjęte rodem z Barei, postanowił złożyć hołd naszemu „szóstemu zmysłowi” – wódce. Do EP-ki „Insert”, wydanej w 2007 roku, dołączony został… kieliszek z logo zespołu. Zastanawiam się, u ilu nabywców prezent ten zaginął w akcji. Jeśli o mnie chodzi, do dziś nie wiem, co się z moim egzemplarzem stało.

Jeśli już w jakiś sposób kategoryzować te prezenty, to bodaj ostatnim dodatkiem, identyfikującym autora i odbiorców, był ten dołączony do „Lepszych żbików” Mesa. Krążek, w zamyśle prezentujący możliwości artystów ze środowiska Alkopoligamii (coś jak „Dynastia” Jaya Z sprzed trzynastu lat), można było nabyć z metalowym, grawerowanym znaczkiem Lepszego Żbika. Prosta rzecz, a na pewno ucieszyła wielu fanów Mesa, mających skłonności do bezwarunkowego naśladowania swojego idola. Chociaż sam Typ na pewno nie chciałby, aby tak właśnie odbierano ten prezent.

Osobnym typem prezentów są te, które w jakiś sposób korespondują z treścią płyt. Weźmy takie komiksy. Nie było ich w Polsce zbyt wiele, ale jeśli już się trafiały, to wypadały naprawdę dobrze. Oczywiście by stworzyć komiks, należy mieć pomysł na album – może więc stąd taki niedobór tego typu projektów; w końcu jeśli chodzi o koncepty, raperzy kończą na ogół na deklaracjach. Na szczęście O.S.T.R., gdy nagrywał „Tylko dla dorosłych”, taki pomysł miał. Sesja nagraniowa przyniosła najlepszy, najbardziej zwarty i konsekwentny album w dyskografii rapera; praca Forina – komiks, który świetnie wygląda w zestawieniu z muzyką. No i ta dodatkowa płyta – rzecz pionierska, być może nie tylko na skalę polską, ale i światową.

Podobnym tropem poszli wykonawcy, którzy zdecydowali się połączyć muzykę z innymi dziedzinami sztuki. Pamiętam, że bodaj do „Zapisków” Eldo miało być dołączone opowiadanie rapera. Ostatecznie nic z tego nie wyszło. Może uda się przy okazji kolejnego albumu? Swój pomysł zrealizował za to Rover, który wydając „Odźwiernego” w Step Records, postawił na edycję książkową, gdzie obok płyty znalazło się kilkudziesięciostronicowe opowiadanie, będące integralną częścią całego projektu. Swoje wiersze przy okazji premier krążków publikowali też Cira i Bisz.

Co do Forina, bardzo ciekawym pomysłem były też pocztówki dołączone do „Nowej ziemi” Weny. Niejeden wykorzystał je pewnie na inny użytek, ale Aptaun Records zachęcało, by nadsyłać je z własnymi przemyśleniami dotyczącymi krążka – a wszystko to na potrzeby klipu do jednego z utworów z płyty.

A Wy – jaki najlepszy prezent dostaliście od rapera?

Polecane

Share This