Spinache: „Nowy album powstawał w lesie”


2016.08.05

opublikował:

Spinache: „Nowy album powstawał w lesie”

foto: OsiemDziewięć

W maju tego roku minęły dwa lata od wydania ostatniego, imiennego albumu Spinache’a. Obecnie trwają zaawansowane prace nad kolejnym krążkiem artysty. „Poprzednią płytę traktowałem jako zamknięcie pewnego etapu i otwarcie kolejnego. To był ciekawy kolaż, szczególnie dla mnie ważny od strony producenckiej”, wspomina „Spinache” autor. Jak przekonuje, nadchodzące dzieło nie będzie już niczego zamykało, a jedynie rozwijało to, co rozpoczął poprzednik: „Tym razem szukałem jeszcze bardziej autonomicznych środków wyrazu. I wokalnych, i muzycznych. Jest bardziej autentycznie”.

 

„Autonomia” okazuje się słowem-kluczem w naszej rozmowie ze Spinache’em. Artysta używa go naprzemiennie z innym – „niezależność”. Co istotne, zależy mu przede wszystkim na niezależności artystycznej. Gdy pytamy, czy nowy album ukaże się własnym nakładem, brakuje jednoznacznej odpowiedzi. „To otwarta sprawa”, przyznaje Spinache. „Cenię sobie samodzielność, ale z drugiej strony lubię pracować z profesjonalistami. Wiem, jak energo- i czasochłonne jest wydanie własnym sumptem. Tymczasem ja nie po to jestem, by zajmować się takimi rzeczami”.

 

Podobny ton świadczący o niezależności pobrzmiewa w pierwszym singlu zwiastującym album – „Goldie”. „Mocny zgryz, robię to solo, by sporo gryźć”, rymuje w nagraniu autor. To utwór-deklaracja, w którym Spinache ustawia się wobec sceny. „Jest to bardzo reprezentatywny singiel, który niewiele mówi o płycie”, śmieje się artysta. „Przede wszystkim wskazuje na te aspekty nowego albumu, których nie było na poprzedniej płycie”.

 

O jakie aspekty chodzi? „Goldie” buduje szeroką przestrzeń, pozwala wybrzmieć wszystkim pogłosom. Jak się okazuje, za takim brzmieniem stoi proces nagrywania płyty. „Wyprowadziłem się z centrum Warszawy do lasu i przez osiem miesięcy tam siedziałem, tworząc fundament tego materiału”, ujawnia Spinache. „To płyta zupełnie odcięta od miejskich impulsów. Odkryłem w sobie wiele nieznanego wcześniej potencjału”.

 

Wyprowadzka ze stolica była decyzją znamienną. Spinache, choć ma wielu znajomych w branży, których ceni i prywatnie, i artystycznie, nie czuje się postacią z głównego nurtu. „Sprawy sceny rapowej nigdy specjalnie mnie nie dotyczyły, a teraz są już zupełnie marginalne. Jestem w zupełnie innej sytuacji życiowej niż wielu raperów”, opowiada. Swoją sytuację życiową nieustannie wzmacnia pragnieniem twórczej samodzielności. Dlatego na nowym albumie – w przeciwieństwie do poprzednika, na którym mogliśmy usłyszeć m.in. Proceente i Ortegę Cartel – nie usłyszymy żadnych gości, poza basem Stana Michalaka.

Data premiery? „Jeszcze jesteśmy w trakcie ustalania. Są dwie możliwości, ale rozmawiamy o jesieni”.

 

Polecane

Share This