Titus o śmierci Lemmy`ego: „Czuję się jak katolik po śmierci Wojtyły”


2016.01.02

opublikował:

Titus o śmierci Lemmy`ego: „Czuję się jak katolik po śmierci Wojtyły”

Cholernie nie lubię takich dni, zwłaszcza odkąd spełniam swoje marzenia i pracuję w mediach muzycznych. Odchodzi ktoś ważny, ktoś wielki i wszyscy się trzęsą. Do moich zadań też oczywiście to należy. Trzeba opisać, zaznaczyć, przypomnieć. Pokazać. Spróbować oszacować straty i podać choćby w przybliżeniu powierzchnię powstałej wyrwy. Zastanowić się nad zmianami w konstelacjach gwiazdozbiorów. Tego akurat nie lubię. Ale rozumiem.

Pamiętam, jak po śmierci Jacksona pierwszy raz przechodziłem przez coś takiego. Chwilę później odkryłem coś, co na własny użytek nazwałem nekrodziennikarstwem. I nigdy, przenigdy, do nikogo nie zadzwoniłem z prośbą o jakąś wypowiedź w związku z czyimś odejściem. Aż do dziś. Przekręciłem do Titusa z Acid Drinkers. Wybór oczywisty, poza tym bardzo lubię i szanuję człowieka. Zapytałem, tak po prostu, jak mu z tym, że nie ma już Lemmy`ego? Odpowiedź właściwie wyczerpała wszystkie inne pytania.

– Strasznie. Czuję się jak katolik po śmierci Wojtyły.

 – Czujesz się sierotą?

– Wszyscy trochę czujemy się sierotami.

W jaki sposób basista występujący wielokrotnie w koszulkach z napisem „Motörhead” zapamięta twórcę i lidera tej formacji?

– Ja go osobiście niestety nie poznałem, raz chyba graliśmy razem. To był czysty surrealizm stać te osiem metrów przed sceną, w fosie dla fotoreporterów. Do dziś w to nie wierzę. Według mnie to był człowiek z innego wymiaru. Zapamiętam go jako typa, który z bezwzględną konsekwencją szedł w obranym przez siebie kierunku. To mnie utwierdzało w przekonaniu, że jest niezniszczalnym gościem – odparł Titus.

Przypomniałem słowa, jakie dziś rano napisał Flea (RHCP, też basista) wspominając Lemmy`ego. Mówił on o pewnym sekrecie, jaki posiadł lider Motörhead, o swoistej tajemnicy rocka. Czy Titus domyśla się, jaki sekret mógł mieć na myśli jego kolega po fachu?

– Jeśli to był w ogóle sekret – zauważył Titus. – Ja bym to nazwał inaczej. To było raczej absolutnie proste, rock`n`rollowe podejście do dźwięków. Sekretem mogło być co najwyżej brzmienie Lemmy`ego. Zupełnie nie do skopiowania, a paru próbowało… I nikt nigdy nie zabrzmiał tak, jak on. Bo sama muzyka była dość prosta. Grałem wiele rzeczy Motörhead, mniej lub bardziej oficjalnie i tam jakiejś specjalnej tajemnicy nie ma. Albo inaczej, tajemnica leży zawsze w prostocie. To może być tą tajemnicą, że tam nie było nic wydumanego. Jakbym powiedział, że ta muzyka wypływała prosto z serca, to byłoby za mało i za dużo. Kwintesencją Lemmy`ego była zupełna prostota i konsekwencja – podsumował basista Acidów.

– Dziękuję. Puśćmy sobie coś głośno.

– Tak jest. Puśćmy sobie coś głośno i się napijmy.

{facebook

Polecane