Tłusty Czwartek: zjedz hip-hop


2014.02.28

opublikował:

Tłusty Czwartek: zjedz hip-hop

Żaden raper nie lubi, gdy zagląda mu się w gary. Czasami jednak słuchaczy chciałby podpatrzeć ten warsztat od kuchni, gdy widzi, jakie posiłki serwuje mu się na talerzu. A nuż okazałoby się, że dostajemy ochłapy, a wszystko, co najlepsze, ląduje w brzuchach kucharzy? To by się zgadzało ze znanymi zapewnieniami w rodzaju: „łap to gówno”… Bo trzeba przyznać, że to, co jedzą raperzy, jest nie do końca jasne. Oczywiście, co drugi MC powie Ci, że „wpierdala wacków”, ale czy takim leszczem naje się ktoś inny niż gimbus? Trochę brakuje czasów, gdy wystarczył rzut oka na grrrubasa i było wiadomo, że do McDonald’s to on nie chodzi na sałatki. Albo nagrań, po których łapało się gastrofazę, jeszcze zanim jakikolwiek skręt (i mikrofon) spłonął.

O co chodzi? Ano o to, że jakoś tego jedzenia mało w polskim hip-hopie. Wiecie, takiego z prawdziwego zdarzenia. Nie żadnego lukru – tego akurat mamy pod dostatkiem, i to często od rosłych facetów, których nie podejrzewałbyś o to, że w wolnych chwilach pieką ciasteczka. Gdybyśmy jednak chcieli zrobić takie słodkie zestawienie – a można by, bo w końcu mamy Tłusty Czwartek – prędzej dostalibyście mdłości od tych numerów, niż zdecydowali się posłuchać ich z pączkiem przed monitorem.

Może więc zamiast rapu prosto z cukierni warto w ten dzień przypomnieć kilka sycących numerów, po których nikogo nie zaboli brzuch? Oto kilka kawałków z jedzeniem w tle:

Numer Raz (na zdjęciu) / Numer Zero (DJ Zero) – „Muzyka, blunty i słodycze”

Tak, wiem, najpierw tyle marudzę na ten słodki rap, by za chwilę zaproponować kawałek ze „słodyczami” w tle. Tyle że wystarczy posłuchać tego legendarnego utworu ze składanki „Smak B.E.A.T. Records”, by przekonać się, że nagranie Numera nieprzypadkowo trafiło na płytę o takim tytule. Te słodycze smakują tak, jak smakuje lód albo zimny browar w upalny dzień. Dorzuć do tego trawę, po której przełknąć można wszystko, od kiepskiego masteringu po kilkukrotne problemy z okiełznaniem podkładu (i tak wygląda to nieźle jak na ’97 rok). I wreszcie śliczną muzykę Volta… Jakby to powiedział Jimson: „Kwiatki, łączki, miłość”.

Dinal – “Bułki z szynką” feat. DJ BRK

Od Numera prowadzi prosta droga do Dinali – oczywiście tak prosta, jak to tylko możliwe na trasie Warszawa–Opole. Wankz i spółka mają nie tylko ten luz, którym od zawsze imponował członek WFD, ale też kilka ładnych wersów, które równie dobrze mogłyby się znaleźć w tamtym utworze. „Muzyka, blunty i słodycze do oporu / I tak oto życie toczy się po Opolu” – ten zgrabny follow-up był co prawda w innym nagraniu ze „Stref jarania i rymowania”, natomiast w „Bułkach z szynką” Wankej próbuje wszystkich przekonać, że jego oczy są zielone, bo je dużo warzyw. Kto wie, może rzeczywiście tak jest, skoro chwilę wcześniej składa taką oto deklarację zdrowego życia (i technicznego kunsztu): „Kiedy diabeł pije benzynę i je smar / Ja jem prowitaminę i piję tran”, a zaraz później oświadcza: „Nigdy nie jem na szybko żarcia / Nie jestem żaden alterglobus z naszywką ganja”. „Bułki z szynką” to opowieść o zdrowym odżywianiu. Zupełne przeciwieństwo napastliwego tonu amerykańskich dokumentów.

{reklama-hh}

WN Drutz (Jot) – “Funk o jedzeniu”

„W tym odcinku będzie o jedzeniu, chodzeniu, jedzeniu, chodzeniu, i to w dużych ilościach” – ogłasza Jot na początku swojego solowego utworu (wydanego jednak pod szyldem WN Drutz) i już wiadomo, że tym razem zdrowo nie będzie. Bo i jak ma być, skoro „ciężkie jest życie głodnego przechodnia”, który nie dość że najczęściej trafia do bud z jedzeniem ostrym i ciężkostrawnym, to jeszcze doskwiera mu niewygoda, sos kapie, serwetek brakuje i zaraz wszystko wyląduje na bluzie. Ten słoneczny, bujający numer ma w sobie coś z letniego włóczenia się po mieście, z którego równie klimatyczną relację zdał w ubiegłym roku Pro8l3m w „Letnim przesileniu” .

Afront – „Dwa razy szama”

Dwie opowieści, w których używki i jedzenie wchodzą ze sobą w ścisły splot, tak ścisły, że aż trudno sobie wyobrazić je oddzielnie. Osiedle, lodówka, impreza, kibel, lodówka – gdzie jest początek w tym ciągu to pytanie z rodzaju: co było pierwsze, kura czy jajko? Niby Kasina bliżej jest jedzenia (do momentu, aż odkrywa brak sera), a Janek stanu nietrzeźwości, ale zakończenie z pięknym wnioskiem „życie jest piękne, bo rano też sobie coś zjem” pokazuje, że całą tę historię można by przetasować i ułożyć od nowa. Zresztą, jedzenie jedzeniem, ale ten numer, mimo że liczy już sobie kilka ładnych lat, pokazuje, jak dobranym i błyskotliwym duetem był Afront. A przecież „A miało być tak pięknie…” to zaledwie wstęp do perfekcyjnego „Coraz gorzej” (2006), wobec którego nawet ubiegłoroczne Polskie Karate wypada blado.

Siny – „Kuchnia dla konesera”

Gdy Blend Records wydawało takich wykonawców jak Fenomen, Eldo czy Wzgórze Ya-Pa 3, nic dziwnego, że część wykonawców, promowanych przez tę wytwórnię, musiało przepaść. Nie dziwi to tym bardziej, że chodzi o artystów alternatywnych, rozsadzających schematy i w wielu momentach prekursorskich. Afro Kolektyw, Sfond Sqnksa… i Siny właśnie. Wyprodukowany w części przez Magierę album „W siną dal” pod względem muzycznym może nie budzi większego zdziwienia, ale gdy przed mikrofonem staje gospodarz, zaczyna robić się dziwnie. Niby był to 2002 rok, słuchacze powinni się już przyzwyczaić do offbeatu i wysokiego głosu (patrz: Fisz), a mimo to można odnieść wrażenie, że Siny idzie o krok dalej i jeszcze bardziej dokręca śrubę. Chociaż piekielnie charyzmatyczny, z takim głosem nie mógł wtedy za wiele zwojować. Teksty też nie przemawiały na jego korzyść. „Kuchnia dla konesera” obiera temat żywności za punkt wyjściowy – cały numer jest, ogólnie rzecz biorąc, kontestacją zachodniego, konsumpcyjnego stylu życia. „Siny się nie zagłębia, lecz bierze go na mdłości / Gdy randka w McDonaldzie jest zwiastunem miłości / Odlewam się na gości, teoretyków wolności / O godności równej amerykańskiemu snu o gównie” – te wersy to tylko przedsmak tego, co można znaleźć w tym wariackim, a dla wielu pewnie po prostu histerycznym rapie.

Polecane


Share This