Właściciel agencji obsługującej Cleo, Mroza i Mesajah komentuje hejt ze strony branży


2020.11.18

opublikował:

Właściciel agencji obsługującej Cleo, Mroza i Mesajah komentuje hejt ze strony branży

zdjęcie pochodzi z FB Mariusza Owczarka

Marcin Owczarek, właściciel Momusic, postanowił wyjaśnić w poście na Facebooku, jak wyglądają realia prowadzenia agencji koncertowej w czasach pandemii. Menadżer odniósł się też, to aferty, która wybuchła po przyznaniu przez ministra kultury środków na ratowanie firm z branży artystycznej.

ufff… ale emocji… ale komentarzy… miałem to przemilczeć, ale jak dotarła do mnie informacja, że wsparcie z Funduszu Wsparcia Kultury jest zagrożone i to MOCNO – to milczeć nie mogę.
Dziwi mnie fakt, że ta gówno burza została wzniecona przede wszystkim przez kolegów z branży… pozwolę sobie to przemilczeć…
…ale nie pozwolę sobie przemilczeć tego, że ktoś mi wypomina, iż na dotacji zarobię ponad pół miliona.

Drodzy. Działam na rynku od 16 lat. Od 2012 roku prowadzę swoją działalność. Obserwując moje działania wiecie – że od ZAWSZE działam dla dobra Artysty i jego ekip – często ryzykując i inwestując swój kapitał.

Ten rok jest cholernie trudnym rokiem. Zmuszony byłem odwołać ponad 200 (!!) koncertów. NIE Z MOJEJ WINY…

Poczuwając się w obowiązku, czując odpowiedzialność za osoby z którymi współpracuję – a jest to 56 osób, stwierdziłem, iż mimo wszystko podejmę się organizacji letnich oraz jesiennych koncertów.
Pomimo panujących obostrzeń (50% i 25% sali) – podjąłem się organizacji koncertów.

Wydałem na to SWOJE pieniądze. Wydałem na reklamę (plakaty, prasę, spoty radiowe, ulotki, social media itd), zaliczki na sale/hale/amfiteatry, hotele, catering, logistykę, technikę, ochronę… duża część z tej kasy przepadła – bo musiałem ODWOŁAĆ TE KONCERTY, często w tym samym dniu – bo np. Inspektor Sanitarny zabronił nam realizacji imprezy.
Do tego dochodzą prowizje za ZWROTY BILETÓW za koncerty, które się nie odbyły … tak tak, wyobraźcie sobie, że jest coś takiego.
Ok, pomijając to… Gdy zdarzyło się, że dopisało nam szczęście i już doszło do realizacji jakiegoś koncertu, efektem był wynik finansowy na granicy opłacalności…lub dużo poniżej. Niestety przedsięwzięcie koncertowe niesie za sobą masę kosztów… i wolałem dołożyć coś ze swojej „skarbonki”, aby ludzie mieli pracę, mieli kasę na życie i kredyty… Robiłem to Z DOBREJ WOLI i Z PRZEKONANIEM O WYŻSZEJ KONIECZNOŚCI.

Dlatego nie rozumiem teraz HEJTU – że mam dostać dotację! Dołożyłem… mogłem to olać i wyjechać na rok z kraju – ale walczę o przetrwanie – jak każdy przedsiębiorca z branży rozrywkowej pracujący w tym kraju.

Fundusz Wsparcia Kultury przydziela środki wg algorytmu… ok. Ale przydziela środki – które muszę później rozliczyć. Wykazać każdy grosik. Nie mogę za nie kupić biletu i wyjechać na Majorkę.
Składając wniosek musiałem wpisać konkretne liczby. OLBRZYMIE LICZBY…i konkretny PLAN.

Proszę więc – wyhamujcie. Pochylcie się nad tymi liczbami… i zastanówcie się, czy przy skali o której mówimy – ponad 200 koncertów, ponad 50 osób, leasingi na sprzęt, poczynione inwestycje, podatki i inne wielkie koszty – te ponad pół miliona to tak dużo?

TAK TO OLBRZYMIA KWOTA – ale szczerze, to nawet nie jest połowa kosztów, które poniosłem w tym roku…

Kwota którą mam nadzieję otrzymam i tak nie trafi do mnie – a w dużej większości do podmiotów z którymi współpracuję – bo tak ten projekt jest skonstruowany. Ja co najwyżej mogę liczyć na zwrot kosztów…
I TAK – KOSZTY PONIOSŁEM JA, a nie muzyk, Artysta czy ktoś zupełnie inny.

Trzymajcie kciuki za to, oby ta sprawa miała pozytywne zakończenie…

ufff… ale emocji… ale komentarzy… miałem to przemilczeć, ale jak dotarła do mnie informacja, że wsparcie z…

Opublikowany przez Marcina Owczarka Środa, 18 listopada 2020

Polecane


Share This