DONATAN – „Równonoc”

"Płyta ze znakiem jakości"

2012.10.31

opublikował:


DONATAN – „Równonoc”

„Przecież mam gościnną, słowiańską duszę” nawijał Sokół, jeszcze w czasach, gdy Jędker trzymał od fleszy dystans. Nie wiemy, czy Donatan jest równie serdeczny co Wojtek, ale wiadomo że kultura wschodu powitała go z otwartymi ramionami.

Pomysł był genialny w swojej prostocie. Aż dziw bierze, że nikt wcześniej na niego nie wpadł. Połączenie rapu z brzmieniem orientalnym to jeden z lepszych pomysłów na płytę producencką o jakim słyszałem. Ślinka ciekła już na samą myśl o takim albumie, a wrażenie to tylko potęgowała pewność, że samemu Donatanowi uda się udźwignąć ciężką sztangę oczekiwań słuchaczy.

No i rzeczywiście, dał radę w stu procentach. Produkt jaki oddaje nam w ręce Witek to rzecz dopracowana, stworzona z sercem i ogromną dawką umiejętności. Tutaj tłem i miłym dodatkiem wcale nie są instrumentale. Wręcz przeciwnie- sami raperzy, którzy powinni być wdzięczni krakowianinowi za to, że w ogóle wpuścił ich na tak wyśmienite bity.

Jeśli podczas odsłuchu poczujesz jakiekolwiek znudzenie, to znaczy że dobrą muzyką jest dla ciebie tylko techno o szybkości 500 BPM. Gdy natomiast nie zaliczasz się do oddanych fanów The Sickest Squadu, będziesz wniebowzięty już od mistrzowskiego wstępu w wykonaniu Tomasza Knapika.

Podkłady są bowiem wzorowo przeplatane i urozmaicane. Raz mamy sowity benger („Nie Lubimy Robić”), raz mocno dudniący bas („Słowianin”), a raz po prostu świetne użycie żywego instrumentu („Z Samym Sobą”). I w każdym z nich bez trudu wyczujesz najprawdziwsze brzmienia orientalne. Charakterystyczne bębny i piskliwe dźwięki egzotycznych instrumentów, sprawiają że albumu nie da się pomylić z żadnym innym. Kunszt godny pochwały. Przyczepiłbym się tylko do faktu, że „Jestem Stąd Jestem Sobą’” rozpoczyna się tak samo, jak poprzednie na liście „Słowiańskie Korzenie”. Również przechodzenie z jednego utworu w drugi można było zrobić ciekawiej. Mimo to słowa uznania za sam pomysł i jego konsekwentną realizację.

Na osobny akapit zasługują chórki zespołu Percival. Bez nich cała płyta bardzo straciłaby na wartości. Są one nienachalnym dopełnieniem wschodnioeuropejskiego klimatu, a zdecydowana większość przyprawia skórę o ciarki. Trudno to opisać słowami, polecam samemu nastawić głośniki na full i wsłuchać się w ich niemożebnie klimatyczne partie.

Występy rodzimych raperów są sprawą drugorzędną. Poprawne to maksimum, co można o nich powiedzieć. Odgórnie narzucony temat Słowian można było rozwiązać w sposób naprawdę nieszablonowy, poprzez choćby gęste nawiązania do ówczesnych wierzeń, przyrody, czy czego tam dusza zapragnie. Niestety ale tak się nie stało.

Lwia część artystów wzięła sobie za punkt honoru nawijanie, jak u naszych przodków lubiło się pochlać. Sztampa to mało powiedziane, odnoszę wrażenie że niezbyt się naszym rodzimym grajkom chciało wysilać i dali zwroty spisane na kolanie podczas porannej przerwy na kawę. Są od tego obrazu wyjątki (Nullo, VNM, Mes, Hukos) ale.. no właśnie- to tylko wyjątki. Szkoda. W tym przypadku potencjał został koncertowo spartolony (Jarecki to już apogeum).

Macie przed sobą recenzję płyty, która niemal w pełni spełniła pokładane w niej nadzieje. Ciekawy koncept idzie w parze z dobrym wykonaniem, spoglądając z góry na inne producenckie w tym roku. Polecam. Gdyby funkcjonowało u mnie takie coś jak znak jakości, to przyznałbym go bez większego namysłu.

Autor: Artur Adamek

Polecane

Share This