Edyta Bartosiewicz – „Ten moment” (recenzja)

Powrót nieoczywisty.

2020.05.10

opublikował:


Edyta Bartosiewicz – „Ten moment” (recenzja)

fot. mat. pras.

Edyta znów wraca i znów w nieco innym stylu, niż zrobiła to na płycie „Renovatio” z 2013 roku. To chyba znak, że chyba powoli musimy zacząć się przyzwyczajać do tego, że każdy swój kolejny materiał nagrywa ona długo, nieśpiesznie. Mam jednak wrażenie, że wiernym fanom jednej z najbardziej charakterystycznych rodzimych wokalistek „Ten moment” spodoba się niemal tak samo, jak jej wcześniejsze albumy. Najlepszym tego dowodem świetny singlowy „Lovesong” i równie udany „Cichy zabójca”. Ale są też niespodzianki!

Takie płyty zawsze obciążone są (zbyt) dużymi oczekiwaniami fanów. No bo jak to możliwe, żeby artystka kazała nam na siebie czekać najpierw długie 14 (okres między premierami płyt „Dziś są moje urodziny”, a „Renovatio”), a teraz „zaledwie” kolejne 7 lat. Skoro więc wystawiła nas, fanów na tak wielką próbę (cierpliwości), to powinna nagrać taki album, który zamknie usta wszystkim krytykom. A tak się chyba nie da. A przynajmniej bardzo rzadko się zdarza, żeby artysta uszczęśliwił zarówno wiernych fanów, jak i tych bardziej wybrednych słuchaczy. W przypadkach takich „powrotów” istotne wydaje się raczej pytanie, czy twórca pozostał sobie wierny i nie „obniżył lotów”? Na szczęście w przypadku Edyty zawartość jej ósmego wydawnictwa nie może budzić żadnych wątpliwości, że wokalistka oddała swoim nowym piosenkom całe serce.

Te dziewięć premierowych kompozycji to – zdaniem samej artystki – bardzo ważny moment w jej życiu, który sama nazywa „nowym otwarciem”. Bartosiewicz to taka Zosia-Samosia naszej sceny, więc nic dziwnego, że „Ten moment” w całości wypełniły jej autorskie kompozycje i teksty. Do studia zaprosiła jednak tandem producencki w składzie: Bodek Pezda i Sławomir „Dżabi” Leniart. A wszystko po to, żeby „złapać świeżość”, bo – jak mówi wokalistka – po odsłuchaniu demo z tym materiałem dotarło do niej, że zaczyna zżerać własny ogon, dlatego potrzebowała kogoś, kto doda coś od siebie, nową jakość, dorzuci swój smak do tego kotła. I właśnie zasługą Bodka i Dżabiego jest brzmienie albumu, na którym pop-rock łączy się z transową, spokojną elektroniką. Ale są też niespodzianki stylistyczne, w postaci szczypty hałasu („Widzimy się i tak”), czy poszarpanego, artystowskiego rocka z elementami kabaretu („cYRK”). Jak sugeruje wydawca albumu, jest to nawiązanie do samych początków działalności wokalistki, chociażby z zespołem Holloee Poloy.

Głównym nośnikiem emocji na tym krążku są jednak klimatyczne, spokojne utwory, najczęściej w klimacie ballady, w których Edyta zawsze czuła się najlepiej. I ta „chemia” nadal działa. Stare piłkarskie porzekadło mówi, że nie zmienia się zwycięskiego składu. I dobrze, że Bartosiewicz sięgnęła po te same patenty, za które pokochaliśmy ją z czasów solowego debiutu „Love” (1992), „Snu” (1994), czy „Szok’n’Show” (1995). Oprócz wspomnianych już utworów „Lovesong” i „Cichego zabójcy” w tym samym, nastrojowym klimacie utrzymane zostały również: „Monstrum”, „Brawo, Syzyf!” i tytułowe nagranie, a wszystkie one razem tworzą przyjemnie pulsujący finał albumu.

Warto jednak wspomnieć o stylistycznych wycieczkach trio Bartosiewicz-Pezda-Leniart, którzy utworem „Kpt. L.J.” wyprawiają się w kosmos. Skojarzenia ze „Space Oddity” Dawida Bowie czy „Pocztówki z kosmosu” Korteza są jak najbardziej na miejscu, ale to zupełnie inna historia, którą warto posłuchać również z powodu tekstu. A skoro o warstwie lirycznej mowa, to – jak to u Edyty – dominują osobiste, emocjonalne opowieści oraz obserwacje ludzi, obyczajów i świata, w którym żyjemy. Najczęściej na stałym, wysokim poziomie. Z małymi wyjątkami w postaci kilku niefortunnych wersów, których wolałbym nie usłyszeć („Stawiać dla nowych fundamentów szalunki”, „Prężne moduły drżą”, „Świat nie bierze dziś jeńców”). Ot, taka licentia poetica, ale nie bądźmy małostkowi.

Artur Szklarczyk

Ocena: 3,5/5

Traklista:

1. Lovesong
2. Widzimy się i tak
3. Małgosia i Pogromcy Mitów
4. Kpt. L.J.
5. Cichy zabójca
6. cYRK
7. Monstrum
8. Brawo, Syzyf!
9. Ten Moment

Polecane


Share This