>

Julia Marcell – „Skull Echo” (recenzja)

Elektro-popowy seans muzyczno-filmowy.

2020.01.24

opublikował:


Julia Marcell – „Skull Echo” (recenzja)

fot. mat. pras.

Nowa, piąta już studyjna płyta Julii nie jest łatwa, ani też w tani, banalny sposób przebojowa. Dlatego potrzeba czasu, żeby weszła do głowy i skradła serce. Ale tak już bywa z tzw. płytami konceptualnymi, które za każdym kolejnym przesłuchaniem smakują coraz bardziej. Choć przecież na tym bardzo „filmowym” albumie nie brak porywających piosenek, takich jak singlowe „Moment i wieczność” i „Prawdopodobieństwo”.

Obserwuję muzyczną drogę Julii Marcell niemal od jej debiutu i jestem pełen podziwu dla jej konsekwencji – niewielu naszych wykonawców w tak świadomy, przemyślany sposób buduje swoją karierę. Co więcej – słuchając uważnie krążków Julii nie sposób nie zauważyć, że jedna z naszych najbardziej europejskich artystek (mieszkała przez wiele lat w Berlinie) z każdą kolejnych płytą rozkwita i dojrzewa – jako wokalistka, autorka tekstów i kompozytorka. A wydany właśnie „Skull Echo” to jej najlepszy album. I nie tylko dlatego, że powstawał długo, bo niemal 4 lata (poprzednie jej wydawnictwo – „Proxy” – ukazało się w 2016 roku). Bo jak mówi sama Julia: „Skull Echo” to przemyślany, dokładnie wymyślony i zaplanowany projekt muzyczno-filmowy. To płyta i film – tematycznie połączone, ale niezależne od siebie”.

Album powstał w Berlinie we współpracy z producentem muzycznym Michaelem Havesem. Na płytę składa się jedenaście utworów, które przynoszą kolejną estetyczną zmianę w muzyce 37-letniej dziś artystki. Znajdziemy tu przede wszystkim elektro-popowe kompozycje o bardzo przestrzennym, szerokim brzmieniu, które wykorzystuje przede wszystkim „syntetyczne” instrumentarium. Dodajmy do tego ambitne, w jakiś też sposób podniosłe i natchnione melodie i futurystyczną produkcje oraz bardzo emocjonalne, czasem również poetyckie, niemal „kosmiczne” teksty, a otrzymamy pełen obraz „Skull Echo” – albumu, którego rozwinięciem będzie pierwszy film wokalistki. Tematy podejmowane na płycie zainspirowały Julię do stworzenia scenariusza pełnometrażowej opowieści o tym samym tytule. Swój debiut fabularny wokalistka rozwija wspólnie z producentką filmową Natalią Grzegorzek z firmy Koskino, w której powstały takie tytuły, jak „Kamper” czy „Córka trenera”. Ale zanim doczekamy się premiery tego obrazu, wróćmy do muzyki…

„To opowieść o czasie, percepcji i samotności. O głowach, w których jesteśmy uwięzieni, budując poprzez zmysły swój obraz świata – pełen niepewnych informacji, wybiórczo pamiętanych i dowolnie przekształcanych. To opowieść o pragnieniu porozumienia, o tęsknocie za drugim człowiekiem” – mówi Julia o tekstowej warstwie nowej płyty. Warto zauważyć, że niemal cały album (nie licząc „Life Is on Television”) zaśpiewała znów po polsku – tak samo było na poprzednim „Proxy”. To świetny wybór, bo dzięki temu mamy okazję, by wgłębić się w swoisty i bardzo osobisty świat bohaterki, która potrafi filozoficznie zastanawiać się nad upływem czasu (świetny, chyba najbardziej popowy „Moment i wieczność”), ale też napisać osobisty list do mamy (zimnofalowy, niemal robotyczny „Mamo”). Julia bywa na piątym swoim wydawnictwie również delikatna, subtelna („Prawdopodobieństwo”).

Jednak ja chyba najbardziej lubię otwierającą całość „Ekstazę intelektualną”, która mimo nieco pretensjonalnego tytułu daje niemal dosłownie to, co obiecuje Julia swoimi opowieściami o artystycznym koncepcie całego „Skull Echo”. Oszczędny, motoryczny i transowy bit „Ekstazy…” jak żywo przypomina bowiem muzykę z czołówek do takich kultowych seriali, jak „Stranger Thing” czy „Dark”. I właśnie takiej niepokojącej i tajemniczej Julli Marcell chciałbym słuchać jak najwięcej!

Artur Szklarczyk

Ocena: 4/5

Tracklista:

1. Ekstaza intelektualna
2. Moment i wieczność
3. Czas
4. Nostalgia
5. Prawdopodobieństwo
6. Którędy do teraz?
7. Domy ze szkła
8. Otwórz głowę
9. Mamo
10. Life Is on Television
11. Echo w głowie

Polecane