Zamilska – „Uncovered”

Transowo, ale z duszą.

2019.05.17

opublikował:


Zamilska – „Uncovered”

fot. mat pras

Pokochaliście Zamilską za jej industrialne techno i tektoniczne bity z rewelacyjnego debiutu „Untune”, a dwa lata późniejszy mini-album „Undone” tylko utwierdził was w przekonaniu, że Natalia to artystka osobna i wyjątkowa? W takim razie posłuchajcie jej najnowszego materiału „Uncovered”, którym utalentowana producentka rozprawia się ze swoimi demonami, a przy okazji serwuje nam kawał inteligentnej i bezkompromisowej elektroniki.

Po trzech latach od premiery świetnego „Undone” Zamilska wraca w mocnym, basowym, chyba jeszcze bardziej intensywnym i niepokojącym wydaniu. Oczywiście rytm na „Uncovered” gra najważniejszą rolę, ale wiele ciekawego dzieje się również w sferze brzmienia. Jest różnorodnie, jest ciekawie, jest inaczej! Największa w tym zasługa – wykorzystanych po raz pierwszy przez artystkę – tekstów i głosów, które nadają całości niezwykły, niepokojący klimat.

Ale zanim o wokalach, nieco więcej o dźwiękach – bo to właśnie dzięki nim „Uncovered” dudni, huczy i brzęczy. To nie są łatwe utwory, które – niczym konfekcyjna twórczość artystów utożsamianych z nurtem EDM – pozwoli zrelaksować się amatorom chilloutu, czy bywalcom modnych barów i restauracji z ilustracyjną muzyką elektroniczną. Nic z tych rzeczy! Zamilska znów intryguje i hipnotyzuje. A jej muzyka nadal nie pasuje między „wódkę a zakąskę”, między rozmowy o kursie franka czy wyższości falafli nad tofu.

Jej dźwięki nie są dla mięczaków – sezonowych fascynatów modnego dziś (a jutro już niekoniecznie), grime’u czy deep house’u. Nowe, plemienne, pełne orientalizmów techno 30-latki ze Śląska wbija w fotel lub – jeśli ktoś lubi i woli – zaprasza do natchnionego tańca. Jeśli istnieje coś takiego, jak „inteligentne elektro”, to bez wątpienia określenie to idealnie pasuje do jej twórczości. Bo Natalia wydaje się być artystką absolutnie osobną, wręcz nie mającą dziś konkurencji na naszej scenie muzyki elektronicznej. Dość powiedzieć, że kiedy myślę o Zamilskiej, to widzę w niej najbardziej „punkową” artystkę takich właśnie brzmień – zbuntowaną, odważną, mającą swój styl – niespecjalnie modny, ale za to nietuzinkowy, osobny, po prostu inny.

„Ta muzyka zrodziła się z moich problemów emocjonalnych, jest efektem detoksu od używek, zapisem walki z samą sobą. A także muzyczną terapią dla perfekcjonistki, która po kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy poprawia lub nagrywa od nowa” – mówi Natalia dziś w wywiadach. Efektem tego kolejnego, nowego otwarcia – zarówno jeśli chodzi o karierę producentki, jak i jej emocjonalne obnażenie przed odbiorcami – jest 13 nowych utworów. Aż sześć zawiera teksty – śpiewane, recytowane lub podane w postaci wokaliz. W pięciu z nich śpiewa – na co dzień grająca na wiolonczeli – Karolina Rec, znana jako Resina. W jednej kompozycji („Hollow”) słyszymy głos aktorki Justyny Wasilewskiej, ale na albumie pojawiają się również melorecytacje samej Zamilskiej.

I chyba właśnie wspomniany, bardzo pulsujący i wręcz taneczny „Hollow” wydaje się być najbardziej porywającym numerem z premierowego krążka. Choć, paradoksalnie, to właśnie ten „popowy” – jak mówi sama Natalia – utwór najwyraźniej „odstaje” od zawartości „Uncovered” – płyty bardzo mrocznej, nieoczywistej i pociągającej swoim tajemniczym klimatem. Tworzą go przede wszystkim wolne i nieśpieszne kompozycje, w których pojawiają się echa dubu, „dronów” i firmowe orientalizmy Zamilskiej („Message”, „Still”). Ale jeśli od klimatów spod znaku Andy’ego Stotta czy Scuby wolicie „brejki”, to sięgnijcie po „Priosoner” lub – jakby stworzony w sam raz na parkiet – tytułowy utwór.

Oto znakomita płyta, która najlepiej wybrzmi w nocy.

Artur Szklarczyk

Ocena: 4/5

Tracklista:

1. Message
2. Dolls
3. Hospital
4. Still
5. Hollow
6. Gape
7. Alive
8. Delusion
9. Prisoner
10. Blind
11. Back
12. Front
13. Done

Polecane