Opał: Gdyby za bardzo mi odje**ło, to przypier**lcie mi zwyczajnie (Flintesencja)


2019.12.16

opublikował:

Opał: Gdyby za bardzo mi odje**ło, to przypier**lcie mi zwyczajnie (Flintesencja)

Foto: P. Tarasewicz / CGM.PL

Marcin Flint: Cześć. Flintesencja. Tym razem Młody Wilk Popkillera, członek Brain Dead Familia- Opał.

Opał: Siemano. Witam serdecznie.

M.F: Bardzo nam miło. Od ciebie się zaczęła ta edycja. Poszedłeś na pierwszy ogień, ale jakoś nie wydałeś się tym faktem ani trochę zestresowany.

O: Zestresowany faktem, że poszedłem na pierwszy ogień? No nie. Nawet się cieszyłem, że to ode mnie się zaczyna i to ja będę tą „niespodzianką”. Zawsze zostają najlepiej zapamiętani ci co są na początku albo na końcu. Wstrzeliłem się w ten próg.

M.F: Tak i jak słuchałem wywiadu towarzyszącego to brzmiałeś tak, jakbyś już te pytania dawno temu słyszał i miał okazję je przemyśleć. Spokojnie, dojrzale. Trzeba było na to pracować, czy po prostu masz taki late back i pewną dorosłość w charakterze. Jak myślisz?

O: Jesteś pierwszą osobą, która zwróciła mi na to uwagę. Nigdy wcześniej takich wniosków nie wyciągnąłem. Bardzo miłe jest to co mówisz. Nie wiem. Staram się zwracać uwagę na to, co mówię, jak mówię. Czy to jest muzyka, czy to jest rozmowa. Tak chyba po prostu jest. Nie zastanawiałem się nad tym. Tak jest zwyczajnie. Tak rozmawiam. Taki jestem.

M.F: Co zadecydowało, że mając do wyboru dwa kawałki, z których tylko jeden mógł pójść do edycji, wybrałeś ten osobisty i emocjonalny, a nie ten przebojowy.

O: Edycja Młodych Wilków i w ogóle bycie Młodym Wilkiem, branie udziału w tek akcji, jest możliwością dla mnie, pokazania się szerzej. Postawiłem sobie pytanie: jak chce się pokazać? Czy od tej bangerowej strony, agresywnej, czy refleksyjnej, spokojnej? I wydaje mi się, że tym nowym słuchaczom, którzy mam nadzieję że przybędą, bądź już przybyli, chce się pokazać od tej strony refleksyjnej. Dlatego postawiłem na „Balkonmind” przy Młodych Wilkach.

M.F: To jest chyba taka sytuacja, że tej refleksyjnej strony – w rozwoju twojej kariery – jest coraz więcej, kosztem tej takiej obrazoburczej, agresywnej?

O: Tak, dokładnie tak jest. Taka przemiana właśnie ma miejsce.

M.F: Co było punktem zwrotnym, jeżeli chodzi o tę przemianę? Myślisz, że „Motyl”, czy?

O: Myślę, że życie. Nie było punktu na pewno. To nie jest element, nie jest sytuacja w życiu, że: o od teraz kurwa będę tak nawijał. To, że dorastam, dojrzewam, mam świadomość tego, że coraz więcej osób mnie słucha. Są to ludzie młodzi, a ja i chce im coś przekazać i mam coś do przekazania. I coś więcej, niż tylko te obrazoburcze – jak to nazwałeś – wersy. I to chyba o to chodzi, on to przekonanie, że mam coś do powiedzenia i chcę to powiedzieć i chcę, żeby to się niosło i jakąś wartość przestawić przede wszystkim.

M.F: Kiedy to było, kiedy zwerbował cię Słoń. Który to był rok?

O: To było pięć lat temu.

M.F: Myślisz, że rozmawiam z zupełnie innym Opałem, niż rozmawiałbym wtedy?

O: Na pewno, rozmawiałbyś wtedy z małolatem, który jeszcze mało wie o świecie i…

M.F: Ale dużo o jointach.

O: Ale dużo o jointach… Tak… No… Więc na pewno… Ale, wiesz kogokolwiek byś nie postawił, to pięć lat temu rozmawiałbyś z zupełnie inną osobą. Tak mi się wydaje. Cały czas się uczymy, dojrzewamy, każdy dzień nas uczy, każdy dzień coś nam przynosi.

M.F: Większość z nas dojrzewa, niestety nie wszyscy, ale tak, myślę że rzeczywiście…

O: To nawet dobrze, co?

M.F: Wiesz co, to zależy jaki jest koszt. Dojrzewanie zawsze jest czymś dobrym, ale o ile nie jest przy okazji wypalaniem się. Czasem gdzieś tam jednak z pewną niepoważnością idzie w parze: większy entuzjazm, większa energia, mniejsze gryzienie się w język.

O: No to ja, widzisz, gdybym miał w dalszym ciągu zostać w tym takim nurcie mocno agresywnym, horrorcorowym nazwijmy to po imieniu, to myślę że bym się właśnie wypalił w tym. Przyszedł do mnie taki moment, w którym mam wrażenie, że nawinąłem już wszystko co mogę w takim nurcie. Zabiłem już każdego. Każdemu komu chciałem zrobiłem krzywdę i zwyczajnie przestało mnie kręcić. Tak jak wcześniej.

M.F: To trzeba nie lada MC, żeby na którejś płycie móc cały czas w tej estetyce tkwić. I cały czas mieć nowe metafory i sprzedawać je z dawną pasją.

O: Dokładnie. A poza tym to zamyka w ramy, zwyczajnie. Jesteś zamknięty w czymś i ludzie czegoś od ciebie oczekują. Przez to, że masz tę pierdoloną naklejkę. W ogóle można przeklinać?

M.F: Tak.

O: Przez to, że masz tę pierdoloną naklejkę, to ludzie czegoś od ciebie oczekują. A ja bym chciał tak budować swoją muzykę i do tego przyzwyczaić słuchaczy, żeby się nie spodziewali niczego po następnych projektach.

M.F: Czyli gdzieś tam te oczekiwania ci ciążyły i te etykietki cię uwierały?

O: Cholernie. Naprawdę cholernie.

M.F: No bo też nie prosto je zerwać.

O: Tak. Wiedziałem, że nie mogę zrobić tego od razu. Dlatego ta zmiana jest, nie tylko muzyczna ale też życiowa, jest taka delikatna, płynna bardzo.

M.F: Właśnie tak, chciałem pytać, czy to przeobrażenie artystyczne jest to wynik jakiś założeń, poczynionych z góry? Czy, jest to rzecz wtórna względem twojego rozwoju osobistego?

O: To się działo powoli zarówno we mnie jak i w mojej muzyce. Nigdy się nie dzieje tak, że wstajesz z łóżka i myślisz: zmieniam swoje życie. Od teraz będzie tak i tak i tak. To są jakieś cele, do których się dąży. I to się dzieje powoli.

M.F: Na pewno gdzieś tam ważną postacią, czego nie omieszkasz podkreślić przy każdej możliwej okazji, takim nadzorcą tej rewolucji był Słoń. To chyba więcej niż tylko wydawca, trochę mentor, nie wiem czy przyjaciel ale… To ty musisz mi powiedzieć jak ta relacja wygląda.

O: Myślę, że gdybyśmy mieszkali bliżej siebie – ponieważ ja jestem ze Śląska Wojtek z Poznania- to na pewno byłaby to przyjaźń, a może coś więcej. Ale nie mamy aż takiego kontaktu ze sobą przez to, że odległości są zabójcze, więc nie widujemy się zbyt często. Częściej to są kontakty telefoniczny. Ale tak, jeśli chodzi o jakieś mentorstwo, to jak najbardziej Wojtek jest tą osobą. Jakikolwiek by nie był problem, z czymkolwiek bym się nie zmagał, wiem że mogę do niego zadzwonić, wiem że mi pomoże, podpowie. Wiesz, masz szesnastolatka, który nie wie nic o branży muzycznej, nie wie jak się w niej odnaleźć. Cieszę się, że miałem taką osobę obok siebie, która mnie poprowadziła. Wyciągnęła tą rękę i poprowadziła. Przy czym wiem jak działają niektóre wytwórnie w Polsce i jestem strasznie z tego dumny i strasznie wdzięczny za to, że nigdy mi nie było powiedziane co mam robić dokładnie. W sensie nie została mi dana ryba, tylko wędka i ja miałem narzędzia ale musiałem sobie sam na to pracować. Super sprawa. Dzięki temu tak naprawdę wykształciła się we mnie taka siła i taka… Cholera jak to nazwać? Dało mi to możliwości po prostu, żeby się rozwijać, a nie stać w miejscu i robić muzykę, która jest kolejną płytą na półce.

M.F: Nie byłeś, nie jesteś jedyną osobą w Brain Dead Familia, jest tam was kilku. Czy masz poczucie, że ta ekipa jest czym na kształt BOR Crew, czy dawnego PDG Kartelu, że jest jakaś synergia, wzajemne napędzane się poszczególnych artystów?

O: To się dzieje. Brain Dead Familia buduje się. Znamy się wszyscy z chłopakami, wspieramy się, ale myślę że to jest kwestia czasu, kiedy ta synergia się rozwinie i kiedy to połączenie będzie lepsze. Myślę, że to jest kwestia czasu. Na pewno zbudujemy taką ekipę, która będzie trzęsła tym podwórkiem.

M.F: Być może, też otwierasz nowy rozdział w Młodych Wilkach Popkillera, bo pamiętam, że tak jak pojawiał się Karwel, to w kolejnej edycji poszedł za nim z Alkopoligamii Knap. Była taka sytuacja, że jak pojawił się Zero wcześniej, to teraz jest Karian. Być może teraz jest Opał, a za rok będzie Floral Bugs.

O: Myślę, że Tymkowi, czyli Floralowi jest najbliżej do tego. Trzymam kciuki jak najbardziej. Jestem przekonany, że pasuje do Młodych Wilków, i że by się tam odnalazł świetnie.

M.F: A jak ty się odnalazłeś w tym towarzystwie? Gdzieś dźwięczą mi wersy Słonia z twojej płyty, o tym że jednak Brain Dead Familia to jest rodzaj outsiderów. Że jesteście z dala od wymuskany żółtodziobów, chyba takie słowa dokładnie tam padają, a musiałeś stanąć obok ludzi, którzy są już mainstreamowcami pełną gębą. Jeśli jesteś w Chillwagonie, to są już horrendalne ilości wyświetleń. Nie to, że ty byłeś anonimowy, absolutnie, ale gdzieś tam nie spodziewałbym się – w innych okolicznościach, niż wilkowe, twojego kawałka z Qrym na przykład.

O: Zacznę od początku. Przede wszystkim to były słowa Wojtka i ja nie do końca się pod tym podpisuję. Zacząłeś od tego jak się czułem tam tak?

M.F: Napiętrzyłem to pytanie.

O: Tak, dużo wątków. Jak się tam czułem? Czułem się dobrze, chociaż faktycznie niepewnie. Jadąc na spotkanie nie wiedziałem kogo spotkam na miejscu i kto tam będzie. Aczkolwiek mam taką zasadę w życiu, że nie ocenia się książki po okładce i nie ocenia się ludzi po ich muzyce. To jest podstawa, bo to się często rozmija z rzeczywistością. Na miejscu się okazało, że tak naprawdę, każdy jest dobry chłopakiem, każdy jest dobrym człowiekiem i przede wszystkim jeżeli ktoś chce ze mną porozmawiać, chce ze mną nawiązać kontakt, to ja też to robię i nie patrzę na to, że ten krzyczy na beatcie, a ten śpiewa o tym, że ma pasek Gucci. Jako człowiek jesteś dla mnie spoko, możemy porozmawiać, możemy coś porobić. Nie czułem się tak źle. Jak najbardziej czułem różnicę w podejściu do pracy, czy podejściu do ludzi też – jak najbardziej. Ale jesteśmy ludźmi, różnimy się więc normalne.

M.F: A wyobrażasz sobie sytuację, w której trafiasz np. w tym zbiorczym waszym kawałku na taki beat jak ma Karian? House’owy taki?

O: Tak, jasne że tak. Ja muzycznie chcę się rozwijać bardzo i nie lubię szufladkowania. Stąd tak bardzo ciążyła mi ta szufladka horrorcorowa. Taki beat house’owy, imprezowy, dyskotekowy też jest jakimś wyzwaniem, więc dlaczego nie. To jest muzyka. Bawmy się nią.

M.F: To rzeczywiście miło słyszeć, bo jednak bardzo wielu raperów w wywiadach chętnie mówi o otwartości itd. ale sami się w swojej głowie potrafią zaszufladkować i nie rzucają sobie wyzwań. To jest tak, że wasz wyjazd Popkillerowy, to było coś na kształt może nie wakacji, ani kolonii letniej ale takiego długiego wyjazdu integracyjnego zagranicznego.

O: Integracja, to jest dobre słowo.

M.F: Dobrze się bawiłeś?

O: Generalnie jak to przy wyjazdach hip hopowych, było to nasączone dużą ilością alkoholu i dobrej zabawy, ale faktycznie nie przekraczaliśmy tam granic. Byliśmy w studiu i pracowaliśmy. A, że przy tym się trochę rozluźnialiśmy alkoholem i tymi innymi sprawami, to normalne.

M.F: Oczywiście, że tak. Ale kawałek, bo tych kawałków przy okazji Popkillera jest zawsze kilka, no więc jest ten gdzie są wszyscy, jest twój pojedynczy ale jest też taki, gdzie jest duża część Wilków, ale nie wszystkie, takie jesienny numer. On powstawał w tej Chorwacji?

O: Tak.

M.F: Co was naszło na jesienne klimaty? Przecież morze, słońce.

O: Tak by się wydawało, aczkolwiek faktycznie tak było, że przywitał nas deszcz i brzydka pogoda. I wiesz, z widokiem na piękne morze, na piękne góry, na dwa baseny musieliśmy siedzieć w domu, bo nie dało się wyjść, bo była taka ulewa. I taka melancholii popłynęła. Zrobiło się tak jesiennie właśnie, to co zrobić innego niż napisać o tym numer, nie?

M.F: A od kogo wyszedł sam pomysł? Takiego jesiennego kawałka?

O: Nie powiem ci dokładnie od kogo wyszedł pomysł. Ja wiem, że wszedłem do studia i tam już pomysł został narzucony, już chłopaki coś pisali zostało tylko pytanie: robisz to z nami? Pewnie! Siedzisz i dogrywasz się. A o czym piszecie? Ok, ok. To zróbmy to tak, tak. Płyniemy.

M.F: Czy kiedy padła propozycja udziału w Młodych Wilkach, choć przez chwilę się zastanawiałeś? Bo jest dużo zarzutów wynikających chyba z niezrozumienia idei tej akcji, że: O, Popkiller wiezie się na Opale, a nie Opał na Popkillerze. Co to za promocja młodych talentów.

O: To jest pierdolenie. Zastanawiałem się, bo to jest logiczne, że to jest duża akcja i i piszesz się na dużą rzecz, aczkolwiek od samego początku byłem raczej na tak. Tak samo Popkiller może na tym zyskać, jaki ja mogę na tym zyskać, więc to jest obopólna korzyść. Nie rozumiem takiego czegoś, że Popkiller wozi się na moich plecach. Bez sensu.

M.F: Wiesz, słuchacz się często może burzyć o to, że lubi czuć się wyjątkowo, lubi słuchać czegoś innego niż wszyscy i kiedyś Opał był dobrem bardziej luksusowym, a teraz każdy chłopaczyna i dziewczyna, będzie go słuchać przez Popkillera. Takie jest myślenie.

O: Ok, to ja przepraszam was bardzo ale ja chce iść do przodu.

M.F: Jasne, że tak, nie ma się w ogóle co nad tym zastanawiać. A konsultowałeś tę decyzję ze Słoniem, z Wojtkiem?

O: Poinformowałem go, jasne że tak. Gratulacje leciały i pewnie, że tak, rób to chłopaku.

M.F: Był jednoznacznie za tym, żeby w to iść.

O: Tak jak ci powiedziałem, bo ułożyłeś to zdanie tak, jakbym ja musiał czekać na jego potwierdzenie.

M.F: Z ciekawości, jak zareagujesz.

O: Tak jak ci mówię ja mam zielone światło na wszytko. Mam swoje pole do popisu. I to nie jest tak, że dostaję z góry: teraz musisz zrobić taką płytę, teraz taką, nagrać kawałek o tym. Kompletnie nie. To ja wysyłam płytę do wytwórni, do label’u i tam się to dzieje dalej.

M.F: A czy to jest tak, że od Słonia dostałeś to wsparcie, którego być może ze strony np. mamy ci zabrakło? Pamiętam taki wers, że gdzieś tam raczej starała się trochę cię zniechęcić, przekazać ci że to jest niepoważna droga, a mimo to ją poszedłeś. Z drugiej strony pamiętam też inny wers o tym, z takim wyrzutem do samego siebie, że nie słuchałeś rad matki. To pytanie jest wbrew pozorom nieoczywiste.

O: Jeśli chodzi o moich rodziców, to zwyczajnie się o mnie martwili. Ja miałem bardzo dużo pracy, ponieważ za młodu musiałem iść do pracy żeby po prostu mieć pieniążki, żeby żyć. Jeszcze się uczyłem i do tego dochodziła muzyka, która też zabiera kupę czasu i chodziłem bardzo przemęczony. Wracając z pracy siadałem i po nocach tworzyłem numery, po to żeby jeszcze nad ranem lecieć do studia, żeby rano iść do szkoły. Rozumiem jak najbardziej moich rodziców, którzy mówili mi: chłopaku daj sobie z tym spokój. Widzimy, że cię to męczy, niszczy a nic z tego nie masz. I przez długi czas tak było, że nic z tego nie miałem, gdzieś tam we mnie też zaczęło się pojawiać zwątpienie. Z tym, że moi rodzice chyba nie rozumieli tego, dlaczego ja to robię, że to jest zajawka, że to jest pasja. Nie ma czegoś takiego, że jesteś zmęczony i tego nie robisz, bo ci się chce spać. Właśnie mi się nie chce spać, bo chcę robić muzę. Nawet czuję taką wewnętrzną dumę, że pokazałem, że można, że tą ciężką pracą zapracowałem i udowodniłem rodzicom, że patrzcie, kurwa, no widzicie tyle nad tym pracowałem, i były cięższe czasy, ale jest lepiej, w końcu coś z tego mam. A jeśli chodzi o wers, w którym mówię, że nie słuchałem rad swojej własnej mamy… Kurwa, zawsze tak jest, że oni zawsze mają rację! Czegokolwiek by nie mówili…I ja mam jeszcze taki charakter, że się sprzeciwiam. Mówię: tak? To ja ci pokażę, że tak będzie. Wiele razy zdarzało się tak, że niestety mieli rację. Ja nie miałem racji. Cieszę się, że póki co w muzyce racja stoi po mojej stronie.

M.F: Czy to wymagało pracy nad sobą, żeby wznieść się na pewien wysoki, nie ukrywajmy, poziom szczerości w tekstach? Żeby umieć przyznać się do pewnych rzeczy, powiedzieć je i wyzbyć się tego wewnętrznego strachu, że ktoś będzie oceniać najbardziej osobiste rzeczy, jakie z siebie wyrzuciłeś?

O: Pewnie że tak, to jest trudne w dalszym ciągu. Tym bardziej, że za każdym razem nie wiem jaki będzie tego odbiór. Nie wiem , czy to będzie pozytywnie odebrane, że dobrze że chłopak tak mówi, że się tak otwiera, czy ktoś powie: ej, trochę za bardzo! Po co to mówisz? Spieszę z wyjaśnieniem. Ja to robię, bo to moja prywatna terapia. Ja to robię dlatego, że mi jest z tym źle, a ta kartka to jest mój psycholog. Zwyczajnie.

M.F: Jest w ogóle taka kategoria jak: za bardzo jeśli chodzi o to co mówisz w wersach? Jak myślisz?

O: Myślę, że tak. Jest granica. Wszystko ma swoje granice. W tym przypadku może być bardzo cienka. Ale jest. Są rzeczy, o których bym nie powiedział, chociażby z szacunku do innych osób, bo dotyczy to też kogoś innego niż tylko mnie.

M.F: Gdzieś tam wydaje mi się, że każdy kto przesłuchał „Balkonmind” – twój kawałek popkillerowy…

O: Przepraszam, że wejdę ci w słowo, tu granica jest taka, że nawiązuję do mojego taty.

M.F: Drugie piętro… Tego nie da się zapomnieć jak się to usłyszy…

O: Mówiłem tam, o jego czynie, o jego życiu, o tym co on zrobił w tej sytuacji i tym filtrem było to, że ja poszedłem do niego puściłem mu ten numer i się go spytałem czy mogę to zrobić. Gdyby powiedział, że nie, to nie mógłbym. To dotyczy, to są jego… Mój tata mógłby chcieć, żeby to jego… Stop… Mój tata mógłby mieć ale, powiedzieć, że słuchaj to jest o mnie, nie rób tego mi to jakoś uwłacza, nie chcę żeby ktoś to usłyszał albo ktoś z rodziny się o tym dowiedział. Zwyczajnie. I wtedy ta granica zostałaby przekroczona. Nie mógłbym tego puścić.

M.F: Nie zachowałbyś się wbrew jego woli, tylko gdyby powiedział nie to trzymałbyś się tego. A łatwo przyszła mu ta decyzja? Od razu się zgodził? Czy musiał się chwilę zastanowić?

O: Nie, to była chwila tego. Super numer młody. Puszczaj to.

M.F: Ale to widzisz zawsze gdzieś tam to popłaca, bo dobry numer, jeden taki obrazek i ja kiedy zaczynałem oglądać ten klip to pomyślałem, że najpopularniejszy komentarz będzie o spodniach. Będzie komentarz dotyczący spodni i 700 like’ów pod nim, a tu właśnie nie. Jednak nie. Pewna uczciwość i …

O: Można powiedzieć, że treść wygrała z wizerunkiem.

M.F: Tak, tak. Co nie jest regułą. Mocno wizerunkowe czasy.

O: Ale dla mnie super. Bo ja jestem bardziej za treścią niż za wizerunkiem.

M.F: Ale właśnie chciałem zasugerować coś odwrotnego, że raczej czasy są za wizerunkiem.

O: No tak, tak.

M.F: Nie szczędzisz paru bezlitosnych diagnoz branży. To rzeczywiście jest tak, że chłopaczyna z którym paliłeś jointy na backstage’u potem przez managera odwoływał twój koncert? Young Igi ma podobne wersy. „Oni od mówienia w twarz mają managera, kurwa mać.”

O: Wiesz co, powiem ci szczerze zupełnie, że ja jestem daleki od aferek i od szopek.

M.F: Ja nie oczekuję adresu domowego tej osoby, tylko ogólnego spojrzenia na temat hipokryzji.

O: Wszystko co jest na moich płytach i w moich kawałkach jest szczere, to nie jest wymyślone. Aczkolwiek nie mam zamiaru ani o tym opowiadać w tym momencie, ani rzucać tym bardziej ksyw.

M. F: Ja też tego nie oczekuję. Nie chcę.

O: To jest tak zwany shitstorm, rodzi gówno burzę. Pogadajmy o muzie.

M.F: Spłyca zagadnienie. Tak. Ale poruszyliśmy ten wątek z pobudek muzycznych, bo jest to częsty mechanizm u młodego rapera, że zderza się z hipokryzją sceny. Dawni idole, koledzy po fachu okazują się zupełnie innymi ludźmi i to potrafi bardzo podciąć skrzydła. Odebrać chęci twórcze i pytanie, czy twoje skonfrontowanie się z tym zapleczem, tych skrzydeł na pewien czas ci nie podcięło, nie sfrustrowało cię?

O: Jest tak, na pewno. Generalnie, branża jest skurwiała i o tym wszyscy wiedzą i o tym nie trzeba mówić na głos. Dzieją się dziwne i różne rzeczy. Ale to nawet nie podcina skrzydeł, to mi ich dodaje. Jeżeli… Wiesz, to silna ściana z którą się zderzasz nagle – tak jak mówisz. Młody chłopak, który teraz sobie poleci nagle zderza się z takimi ciulstwami – ja to nazywam. To jest idiotyczne zachowanie, idiotyczne sytuacje. Ale jedno co, to budzi we mnie jakąś emocje. Najczęściej jest to złość. A emocje równa się u mnie twórczość. Więc, nie podcina mi skrzydeł raczej je dodaje. I uczy też. Wiesz co, myślę sobie, że uczy mnie to tego, że ja nie chciałbym traktować tak ludzi i nie chciałbym, żeby ktokolwiek przeze mnie został tak potraktowany. Więc, jeżeli mam coś wyciągnąć z tych sytuacji dobrego, to tyle że wiem, że ja tak nie zrobię.

M.F: Nie obawiasz się, że możesz się stać jednym z tych gości, dla których Armani jest za tani?

O: Oby nie. Nie wiem tego. Będę robił wszytko, żeby nie.

M.F: Jak rozumiem, masz gdzieś takich sprawdzonych ludzi w otoczeniu, którzy w razie co, jakbyś leciał do góry jak balon, złapali cię za nogi żebyś nie odfrunął?

O: Jestem otoczony masą takich ludzi i mało, że oni o tym wiedzą to ja ich o to proszę. Słuchajcie, gdyby za bardzo mi odjebało, to przypierdolcie mi zwyczajnie. Tak metaforycznie, rzecz jasna. Najbardziej, w tym momencie chyba moja kobieta mnie trzyma. Gdy prowadzę jakąś relację na instagramie i widzi, że robię się za bardzo pyszny, to mi na to zwraca uwagę i mówi: chciałbyś żeby ktoś ci tak powiedział? Ja mówię – ty nie, sorry. I usuwam tą relację.

M.F: To dobrze, że jeszcze te uszy są otwarte, że jeszcze potrafisz wysłuchać. A czujesz jakikolwiek element śląskiej tożsamości hip hopowej, czy to jest zupełnie miniony etap? Właśnie była duża wystawa w Katowicach, sporo się na ten temat mówiło i ciekaw jestem, czy w ogóle to całe dziedzictwo jakkolwiek na ciebie wpłynęło i wpływa?

O: Czy czuję śląską tożsamość w swojej twórczości? Wiesz co, ja wychowałem się na Śląsku, ale u mnie nigdy ten śląski nie był takim głównym językiem. Nigdy w domu nie godaliśmy, tylko rozmawialiśmy.

M.F: Nie trzeba gwary, żeby czuć tożsamość.

O: To prawda. Wychowałem się na Kalibrze, czy Paktofonice, więc jeśli chodzi o ten śląski hip hop to on we mnie był. Chociażby ten horrorcore, który robiłem, miał też podłoże tego psychorapu kalibrowego. Z tym tropem myślenia to tak, to czuję. A jeśli chodzi, o tożsamość. To nie, to nie utożsamiam się tak bardzo ze Śląskiem. Ja nie przypisuje muzyki do miejsca tylko do osoby, do siebie, jako człowieka. Wylewam swoje obserwację, przekazuje wartości, które moim zdaniem są ważne. Kurcze, tradycjonalizm też jest ważną rzeczą ale nie. Nie ma tej śląskości tyle we mnie żebym mógł się tak dzielić dalej i rozsyłać ją.

MF: A było tak, że zanim posłałeś, to znaczy nie wiem czy ty wysyłałeś demo Słoniowi, ale czy próbowałeś przetrzeć sobie szlak u Rahima w MaxFlo albo u Miuosha w Fandango? Czy zupełnie nie miało to miejsca?

O: Ja w ogóle robiąc muzykę za takiego małolata, w ogóle nie myślałem, żeby komukolwiek, cokolwiek wysyłać i to Wojtek się do mnie odezwał, zwyczajnie. Bo gdzieś tam usłyszał jakiś jeden popierdolony track. Pierwsza osoba, która wyciągnęła rękę, to ja ją też tam podałem i tak zostało. Mogłoby to świadczyć troszkę o lojalności też.

M.F: Tak, to już wiesz pięć lat, to całkiem sporo, zwłaszcza że teraz te barwy klubowe raperzy potrafią zmieniać częściej niż piłkarze. Pojęcie lojalności jest w ogóle zatracone. Zupełnie.

O: To nie, to ja o tym pamiętam, kto mi pomógł kto wyciągnął do mnie rękę. Nie ukrywam, że gdzieś tam też chce się rozwijać i jeżeli chodzi o działania muzyczne, to tworzyć coś nowego ale tam zawsze z tyłu głowy, a nawet – z tyłu to źle brzmi – obok będzie stał Wojtek i Brain Dead Familia.

M.F: Czujesz, że teraz to jest taki time of your life? Pamiętam też taką metaforę, że porównałeś przechodzenie z życia do Mortal Kombat, tak jakby to była seria krwiście kończonych walk. Teraz będzie można chyba trochę nie mówię, że odpocząć ale…

O: Kilka razy w swoim życiu już myślałem że to jest ten time of my life, że to jest ten mój złoty moment i kilka razy obrosłem piórkami, tak samo kilka razy te piórka mi powypadały i spadłem twardo na ziemię. Nauczony tym nie chciałbym mówić, że to jest mój moment. Ja wiem, że się dużo dzieje wokół mojej osoby i mojej muzyki, co mnie turbo cieszy, to jest fajne ale nigdy nie wiem jak będzie jutro. Zwyczajnie działać, a co przyniesie, to pokaże czas.

M. F: A piszesz sobie w głowie czarne scenariusze?

O: Nie, bo wtedy ściągam na siebie te scenariusze. Wierzę w siłę przeciągania. Jeżeli o czymś myślisz, to większa szansa, że tak się stanie.

M.F: Że podciągniesz swoje życie pod przepowiednie? Rzeczywiście.

O: Pisze sobie dobre scenariusze, dużo ich mam.

M.F: Nie lubisz spać, z tego co pamiętam, nie lubisz snu?

O: Uwielbiam, ale ciężko mi przychodzi.

M.F: Teraz, tych okazji do snu chyba będzie o tyle mniej, że jak już jest ta uwaga, jest ten moment – nie wiemy, czy to ten ale wiele na to wskazuje – to wypadałoby docisnąć, maksymalnie wykorzystać, żeby potem za lat parę nie mieć sobie nic do zarzucenia?

O: Tak też robię, ale trzeba pamiętać o zdrowym podejściu i wszystko ma swoje granice. To jest hasełko z którym lubię się utożsamiać. Jasne, że trzeba pracować ale nie można zapominać o przyjemnościach i na przykład o śnie. Jest potrzebny żeby chociażby działać twórczo.

M.F: Boisz się tego, że zrobisz się taką manufakturą kawałków, zwrotek, że praca która jest pasją stanie się wyrobnictwem, rzemiosłem? Czy ani trochę?

O: Nie boję się tego, aczkolwiek nie chciałbym tak. Znam siebie i raczej do tego nie dojdzie.

M.F: Dlaczego? Co takiego masz w sobie że do tego nie dojdzie?

O: Wrażliwość. To jest chyba dobre słowo. Artyzm, wrażliwość.

M.F: Wierzysz, że wrażliwości jest tym co powstrzymuje przed rzemiosłem?

O: Nie chce być rzemieślnikiem, nie chcę wyrabiać następnych płyt, ja chce przekazywać wartości, tworzyć nowe utwory, tworzyć nowe płyty. A nie siekać je na zasadzie teraz kawałek o policji, a za chwilę zrobię kawałek o tym że miałem źle ale teraz jest lepiej. Prędzej boję się tego, że w pewnym momencie wyczerpią mi się pomysły, inspiracje.

M.F: A gdzie ich szukasz, zazwyczaj?

O: Wszędzie. Najwięcej w emocjach, faktycznie tak jest, że to wychodzi ze mnie z czucia.

M.F: Nie jest tak, że jesteś czterdziestolatkiem, ale podkreślasz że już trochę w tym życiu przeszedłeś, że trochę gnoju było, z którego trzeba było wydobyć? Trzymasz się tych złych chwil? Czy raczej starasz się wyżymać z emocji te bardziej pozytywne? Z twórczości to chyba mimo wszytko jednak to pierwsze.

O: No to wiesz, trafiło na taki okres, że tych chwil złych było więcej więc może dlatego to one przeważają. Teraz, jak o tym powiedziałeś, to mam taką obawę, że mogę się wpędzić w taką pułapkę, żeby szukać złych chwil, złych emocji, które będą lepiej wpływały na twórczość późniejszym okresie. Tego też bym nie chciał. Cholera. Nie wiem. Nie wiem. Zapomniałam jakie było pytanie w ogóle.

M.F: Rozmawialiśmy o tym, do których chwil wracasz jak piszesz. Z których doświadczeń korzystasz, z których wykuwasz numery.

O: To są raczej te smutne i te złe. Faktycznie. Ale myślę, że z racji, tego że teraz moim życiu jest więcej dobrych, to te numery będą też miały inny wydźwięk. Ale to się okaże przy następnych płytach.

M.F: Najintensywniejsze emocje są negatywne, tylko że niekończące się pasmo powrotów do nich, to jak drapanie blizny.

O: Boję się tego, żeby gdzieś tam podświadomie specjalnie nie tworzyć nowych ran. Wiesz o co chodzi? Żeby mieć o czym pisać. Tego bym się bał. Ale sama świadomość i fakt że o tym mówię, chyba do tego nie dopuści.

M.F: Pani psycholog poradziła ci, żebyś wylewał, to co gdzieś tam w tobie buzuje w utwory. Podkreślałeś, że to dobra rada. Wiele się chyba w tej materii zmieniło. Pamiętam, że kiedyś kwestie korzystania z usług psychologa – w tych oczywiście zamierzchłych, skamieniałych trochę mentalnie czasach – była czymś wstydliwym, a teraz się mówi o tym wprost, że to jest specjalista jak każdy.

O: Turbo się z tego cieszę. Gdzieś tam istniały takie przekonanie, że choroba psychiczna, bądź też jakieś doły, depresje, to jest coś złego i to nie powinno mieć miejsca i ludzie się tego wstydzili przede wszystkim. No więc nie ma nic w tym złego. Tak jak możesz zachorować na grypę, tak możesz mieć depresję w czasach w których żyjemy, które pędzą. Zapierdalają non stop. Z każdej strony jesteś atakowany bodźcami, zewsząd, we wszystkim. Więc nic dziwnego, że może się coś źle poukładać, zwyczajnie.

M.F: Czasami człowiek by marzył o czymś takim, jak odsiewnia z Pottera. Przydałoby się coś takiego, co wprowadziło by trochę dyscypliny w te myśli, część z nich wyjęło, wyciszyło.

O: Do takich kubeczków. Tych nie chcę. Te chcę. Te są fajne. O tych lepiej zapomnieć.

M.F: Nie wiem jak ty, ja mam problem z taką dyscypliną mentalną gęstą. Nie umiem tak tego ustawić we łbie, żeby… postawić barier między tymi myślami, właśnie odsiać.

O: Nie wiem czy ktokolwiek potrafi. Chyba trzeba akceptować. To jest jedyny sposób żeby się jakoś one układały. Po prostu tak jest i żyjesz dalej. Ja też straszny bałagan mam w głowie. Przez to, że dużo się dzieje i dużo jest tych myśli. Kurde, nie mamy w mózgu żadnych pudełek, żeby je, te myśli powsadzać. Je po prostu trzeba akceptować. Tak jest, jest ok, lecimy dalej.

M.F: Pytanie jak bardzo można się zmusić i do dyscyplinowania tego mózgu. Robotami w tym wszystkim nie jesteśmy. Czy gdzieś tam patrząc na te wszystkie branżowe mechanizmy, to co dzieje się z polskim rapem, gdzie z jednej strony jest mnóstwo dobrych płyt – bo to trzeba przyznać – ale z drugiej strony napędzamy się mnóstwem afer, złych rzeczy. Czy nie masz poczucia, że w tym wszystkim nasz rap – na przestrzeni lat – stracił człowieczeństwa?

O: Tak, jasne że tak. Stracił człowieczeństwo.. Ja też nie żyłem w tych czasach, gdzie hip hop się w Polsce zaczynał i nie wiem, czy tak było ale wydaje mi się, że to zawsze szło ze sobą w parze. Ta szopka, ta aferka z dobrą muzyką. Nie wiem czy da się odłączyć tą parę, aczkolwiek wierz mi i wierzcie mi że spróbuję. To co mnie najbardziej irytuje w branży, i to co się dzieje dookoła, że klika się w to co zahacza o życie prywatne tak bardzo. Nienawidzę gówno burzy i nienawidzę budować na tym wyświetleń. Tak się dzieje. Ludzie słuchają muzyki przez to, że wiedzą że ktoś tam coś tam odjebał. Słabe. Nie chce mieć takich słuchaczy. Słuchajcie mojej muzyki dlatego, że ona ma dla was jakąś wartość, a nie dlatego że przespałem się z kolegą od tego kolegi co kiedyś tam wydawał.

M.F: Wydaje mi się, że gdzieś tam bazuje… To jest inna relacja niż często w wypadku wielu innych gatunków muzyki. Wydaje mi się, że zburzenie tego muru między tym co jest zupełnie osobiste, a tym co jest artystyczne jest jednym z kluczy do powodzenia tego. Zresztą sam jako osoba, która jest bardzo emocjonalna w tekstach wiesz o tym najlepiej.

O: Ja rozumiem, że pijesz do tego że ja też wyciągam prywatę ze swojego życia.

M.F: Absolutnie nie jako oskarżenie.

O: Jasne. Śpieszę ci z wyjaśnieniem, że ja wyciągając to, to ma jakiś cel. Ja chcę tym coś przekazać i o czymś uzmysłowić słuchaczy, a nie budować sobie wizerunku, wyświetleń. Ja nie porównywałbym tego w żaden sposób do aferek, które się robią w polskim rapie.

M. F: Czasem to są nie aferki tylko bardzo poważny afery, które wiążą się z mnóstwem ludzkiego cierpienia i często trzeba przyjrzeć się temu, jak obojętnieje słuchacz. W sensie że mam wrażenie, że jest coraz mniej zdolny do empatii.

O: Ludzie są coraz bardziej wyszarzali. Coraz bardziej mają klapki na oczach. Empatia zanika w nas. Odczuwanie w nas zanika. W świecie, który pędzi. W świecie, w którym każdy ma jakiś projekt. Każdy robi coś, jest zapatrzony w siebie, nie na drugiego człowieka. Zapominamy o tym, co jest ważne. Ale to jest metaforyczne powiedzenie: zapominamy o tym co jest ważne. Bo co jest ważne?

M.F: Takie trochę wyświechtane, ale czasem nawet w tych wyświechtanych powiedzeniach cały czas kryje się sens. Z jakiegoś powodu zaczęto ich używać.

O: Teraz sobie pomyślałem, a co jeżeli dla tego człowieka właśnie ważny jest ten projekt za którym będzie, nie? Tylko czy jeżeli wszyscy tak będą myśleć, to czy świat będzie zmierzał w dobrą stronę? Nie wiem. Ja myślę, że nie. Dlatego chcę inaczej.

M.F: Twoja EP tegoroczna nazywa się „Pandora”. Wiadomo puszka Pandory kryła w sobie całe mnóstwo zła. Nie do końca jest tak z tą EP. Tam jest całe spektrum emocji. Nie czułem się odpalając płytę jakby otwierał puszkę Pandory. I dobrze może.

O: Może dobrze. Faktycznie taki był zamysł. Jedyny numer, który mógłby nie pasować do tego zamysłu to jest „Łapacz snów”. Tak mi się wydaje, że to jest jeden spokojniejszy numer na tej płycie i jedyny, który wyłamuje się poza te ramy.

M.F: Na pewno najbardziej kwiecisty.

O: Kwiecisty, dokładnie.

M.F: Ryzykownie poetycki, można powiedzieć.

O: Nie miałem takiego zamysłu. Ale przygotowałam się na takie pytanie, w sensie że gdyby ktoś zapytał skąd się wziął na tej Pandorze, która miała symbolizować stałe zło, pojawił się taki numer kwiecisty – jak to ładnie nazwałeś- to właśnie stąd, że na końcu puszki Pandory była nadzieja. Może ten love song jest tą nadzieją.

M.F: Po nadziei przyjdzie czas na grzechy główne, które opracowałeś wraz z Kleszczem.

O: To jest bardzo ważny dla mnie projekt i nie mogę się doczekać, kiedy to wyjdzie na światło dzienne. Wyjechaliśmy sobie z Kleszczem i Twardym z MaxFlo Studio, zamknęliśmy się na jakieś wsi, gdzie nie było dostępu do internetu i w pięć dni stworzyliśmy płytę. Siedem kawałków. Każdy z nich symbolizuje i obrazuje jeden z grzechów głównych. Fajne przeżycie.

M.F: Pamiętam obżarstwo i pychę, chyba.

O: Jest jeszcze nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu, nie ma bezpośrednio obżarstwa chyba. Jako artyści ubraliśmy w swoje alegorie. To nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu ubraliśmy w nieumiarkowanie, które naszym zdaniem w ogóle to jest coś co obrazuje dzisiejszy świat. Nieumiarkowanie. Jesteśmy nieumiarkowani we wszystkim. Ciężko nam znaleźć granice. Numer, który będzie nazwany tym nieumiarkowanie jest jednym z najważniejszych dla mnie w moim życiu, który napisałem, który stworzyłem. Powstał na końcu. Mieliśmy więc taką metaforyczną, symboliczną podróż po wszystkich grzechach. Przy czym obiecaliśmy sobie, żeby zwyczajnie wyciągnąć jak najwięcej tego grzechu z siebie. To znaczy, jeżeli każdy z nas nosi w sobie zazdrość w jakiś sposób, i chodziło o to żeby jakoś ją wyrzucić do tego numeru i ja potraktowałem to bardzo terapeutycznie. Jak wyrzucam, to tam zostaje. Miałem bez kitu tak, że jak wróciłem po tych sześciu dniach do domu, to ja byłem wypluty z jakiekolwiek emocji. Wyrzuciłem z siebie wszystko co mam. Usiadłem w domu i tak siedziałem patrzyłem w sufit przez cały wieczór. Fajna podróż. Bardzo fajna. Uświadomić sobie ile z tych grzechów masz w sobie. Nie chciałbym, żeby ktoś odebrał te grzechy bardzo religijnie. Nawiązywaliśmy do grzechów biblijnych, aczkolwiek to są tak naprawdę… Tych siedem grzechów, to jest tak naprawdę to zło tego świata.

M.F: Nikt po członkach Brain Dead Familia przesadnej religijności oczekiwać nie będzie.

O: Też tak myślę, ale gdyby ktoś tak miał, to tak nie jest.

M.F: Zdaje się, że sama proces twórczy jest dla ciebie mocno wyczerpujący emocjonalnie. Jesteś tą osobą, której w kabinie podczas nagrywania mogą przytrafić się łzy.

O: Tak.

M.F: Nie jesteś typem gościa, który wejdzie do studia jak do siebie i z powietrza poleci z uśmiechem zwrotkę, odpali jointa.

O: Tzn. inaczej wchodzę do studia jak do siebie, ale potrafię tam zostawić emocje i zdarzyło się tak, że musieliśmy przerywać nagrania, bo zwyczajnie się popłakałem. Przez długi okres swojego życia myślałem, że ta wrażliwość to jest mój minus, moja zła cecha i generalnie powinienem się tego wstydzić, bo ludzie mogą ci wytknąć że jesteś wrażliwy. Przez to, że żyjemy w takich czasach niewrażliwych i nieempatycznych. Może z tego zbudowała się ta skorupa tego horrorcorowca, który chciał pokazać jaki to on nie jest i czego nie potrafi zrobić – lirycznie rzecz jasna. A dzisiaj po tych kurwa magicznych kilku latach zrozumiałem, że to jest właśnie moja siła ta wrażliwość, że ja tym wygrywam z tym światem, który jest szarobury i niejaki i zapatrzony w siebie, bądź z klapkami na oczach.

M.F: A kto wygrywa w twoim prywatnym rankingu ulubionych zwrotek we wspólnym utworze Popkillera?

O: Musiałbym sobie przypomnieć ten numer w głowie. Lecę, lecę. Ja jestem ogromnym fanem Okiego i myślę, że to on rozjebał tam. Oki.

M.F: Szybciutko, czytelnie. Trzeba przyznać, że to jest warsztatowo. Wielu starszych twórców mogłoby wpędzić w kompleksy.

O: Rozmawiałem o tym z Oskarem i powiedziałem mu, że turbo mu tego zazdroszczę. I to wręcz pojawiła się taka zazdrość, która jest taka niezdrowa: kurwa, też tak będę. I on mi powiedział, że to niedobrze, że tak nie powinno być, a ja mu powiedziałem że to dobrze. Pokazałeś mi, że można i ja też będę do tego dążył.

M.F: Spokojnie. Inni też zazdrościli, tylko ty się przyznałeś. Myślę, że tak było. Jak myślisz, jak ten kawałek będzie przyjęty? Rozmawiamy jeszcze przed premierą. Zaczynasz takim wezwaniem do otwartej dyskusji na temat zamkniętych głów i gdzieś mam przeczucie, że na ten utwór wiele głów może być zamkniętych.

O: No to się będą musieli otworzyć. Generalnie tytuł, który wybraliśmy jest bardzo kontrowersyjny i myślę, że z tym ludzie będą mieli problem, bo kawałek nazywa się po prostu „Hip hop” i tak chyba zostanie. Bez kitu, rozumiem jeśli ktoś z was tego nie rozumie i powie: jak to? Przecież tam to już nie jest hip hop?! A ci śpiewają, a ten tańczy, a ten skacze na głowie, a ten napierdala. Ja rozumiem. Tylko, że ten tytuł wziął się stąd, że my tam byliśmy. To odczuwaliśmy. I naprawdę na tym wyjeździe hip hop unosił się w powietrzu, w każdym pokoju, w każdym studiu, czy nawet pod wodą na basenie – tam był hip hop. Na każdym kroku freestylowaliśmy, na każdym kroku rozmawialiśmy o muzyce i coś pięknego było, że tam nie było podziałów żadnych. Mimo, że różnice między nami były ogromne. Gdzie jakbyś postawił obok mnie be visa. Raz, że muzycznie, dwa że stylistycznie, trzy że chociażby rocznikowo to jest zupełnie inne pokolenie. Ale to jest człowiek, obok którego zostałem postawiony i on też jest artystą i on też robi muzykę. Mógłbym powiedzieć, że twoja muzyka jest gównem, bo jej nie słucham. Bo nie słucham muzyki be visa i nie mam z tym problemu, ale to trzeba zrobić, trzeba uszanować, że ktoś ma inne podejście do czegoś. I zamiast się obrażać i mówić, że ty robisz gówno i ja ci pokażę jak się robi rap, to ja poszedłem do studia jak oni nagrywali i się uczyłem. Co mogę od nich wyciągnąć – jakie oni mają podejście do muzy, jakie mają podejście do nagrywania. I uwierz mi, że wyszedłem na tym dużo lepiej, niż taki zatwardziały łeb, który by tam był. Chociaż nie było tam żadnego takiego.

M.F: I myślę, że na tym zakończymy. Każdemu życząc otwartej głowy i każdego zachęcając do tego, żeby sprawdził i Młode Wilki Popkillera i „Pandorę” i mieć na Opała oko, bo warto.

O: Warto, bo będzie się działo.

M.F: Moim gościem był Opał. To była Flintesencja.

O: Dziękuję najpiękniej.

Polecane


Share This