Alain Clark: „Nie czuję się celebrytą”


2013.10.17

opublikował:

Alain Clark: „Nie czuję się celebrytą”

Aby zaistnieć w dzisiejszym świecie muzycznym, trzeba niemało fantazji, żeby zaskoczyć i zaciekawić słuchacza. Jednak kiedy jesteś obdarzony takim głosem jak Alain Clark, przychodzi to trochę łatwiej, niż innym. Przez ostatnie cztery miesiące piosenka „Back in my world” podbiła polskie stacje radiowe i nic nie wskazuje, by szybko je opuściła.

Ostatnio artysta pojawił się w wielu programach telewizyjnych oraz radiowych, natomiast 9 listopada otworzy pierwszy odcinek live „The Voice of Poland”. Alain opowiedział o swoich inspiracjach, twórczości i przede wszystkim o świeżo wydanej w Polsce płycie.

Piosenka „Back In My World” naprawdę przypadła do gustu Polakom i jest grywana przez wiele stacji radiowych. Również oryginalny teledysk do piosenki, gdzie śpiewasz wspak, z dnia na dzień ogląda coraz więcej osób. Jesteś zaskoczony tą sytuacją?



Nie ukrywam, że sukces piosenki jest zaskoczeniem, oczywiście bardzo pozytywnym. Wynika to może z tego, że w Holandii królowały inne piosenki z krążka „Live It Out”. Co do samego teledysku, przygotowywałem się dwa tygodnie, ucząc tekstu wspak. W trakcie nagrania myślałem, że to jest kompletne wariactwo, bo wiadomo duble… Jednak gdy zobaczyłem efekt końcowy to usiadłem z wrażenia! Podczas październikowego pobytu w Polsce usłyszałem od wielu osób, że są nie tylko pod wrażeniem samego teledysku nagranego „od tyłu”, ale przede wszystkim wnętrza, gdzie kręcono klip!

Twój album „Live It Out” miał premierę w Polsce 24 września, komu poleciłbyś swoją płytę?



Może nie zabrzmi to skromnie, ale poleciłbym każdemu, ponieważ piosenki na tym krążku nawiązują emocjonalnie do osób w różnym wieku. Od momentu ukazania się tego krążka w Holandii, na moich koncertach zjawiają się zarówno kobiety, jak i mężczyźni, w młodszym i starszym wieku. Jednak nie zapominam o najmłodszych i staram się również odwoływać do nich, bo sam w środku czuję się dzieckiem.

Wygląda na to, że prawdziwe emocje stanowią dla Ciebie ważny temat piosenek. Czy zdradzisz, co kierowało Tobą podczas nagrywania „Live It Out”?



Słuszne spostrzeżenie. Cała idea tego albumu zrodziła się w momencie, kiedy nagrałem „Father&Friend”. Piosenka jest dla mnie o tyle szczególna, że nagrałem ją z moim tatą. Stąd można powiedzieć, że uczucia rodzinne odegrały tutaj dużą rolę. Zrozumiałem wtedy, że na nowej płycie chce postawić na prawdziwe instrumenty i zahartowanych muzyków. Wszystko po to, by ożywić każdą piosenkę. Prawie każde nagranie na tej płycie jest wykonane według starej, analogowej szkoły. Mój smak w ogóle ma tendencję do starszych rzeczy.

Właściwie, jak do tego doszło, że nagrałeś piosenkę z własnym ojcem?



Mój tata śpiewa od zawsze. Grał w amatorskim zespole, który specjalizował się w muzyce soul, przez prawie 30 lat. Kiedy byłem dzieckiem, często zabierał mnie na scenę i śpiewałem z nim parę piosenek. W pewnym momencie mój tata odszedł z zespołu, a jeden z moich znajomych zdradził mi, że tęskni za jego śpiewem. Stąd powstał ten ekscytujący pomysł nagrania piosenki razem z moim ojcem, przez co zapisanie podstawowych elementów dla „Father&Friend” zajęło mi jedynie 30 minut! Mój tata pokochał od razu ten projekt, który dla nas obydwóch był bardzo przyjemnym i emocjonującym doświadczeniem.

Czy spodziewałeś się, że twój album w Holandii w 3 miesiące pokryje się złotem i osiągnie status platynowej płyty? Czy to było twoim marzeniem w tamtym momencie?



Rzeczywiście, sukces tego krążka przerósł moje najśmielsze oczekiwania i zdecydowanie spełniło się wtedy moje marzenie. Jednak to marzenie nie dotyczyło liczby sprzedanych płyt, a chęci dotarcia do dużej liczby odbiorców, co zakończyło się sukcesem. Dlatego tym bardziej jestem podekscytowany wydaniem płyty w Polsce. Oznacza to, że nadal poszerzam publikę, a przede mną nowe występy, a co za tym idzie, nowo poznani ludzie.

Pewnie nie wszyscy w Polsce wiedzą jeszcze, że jesteś nie tylko piosenkarzem, ale również producentem. Czy „Live It Out” jest twoją własną produkcją?



Tak, jestem producentem własnej płyty. Bardzo się cieszę, że miałem odpowiednie fundusze i ludzi, by wyprodukować płytę na swój sposób i nie musząc iść na jakiekolwiek ustępstwa. To daje duże poczucie komfortu podczas nagrywania.

W jaki sposób podchodzisz do pisania piosenek, czy wpierw piszesz tekst a do tego komponujesz muzykę? Czy może kieruje tobą coś zupełnie innego?



Jak wcześniej to sobie powiedzieliśmy, ważne są dla mnie emocje, i to od nich właśnie zaczynam. Nie ukrywam, że przyjemność sprawia mi śpiewanie na temat życia, tego co czuję i prawdziwych emocji, niezależnie czy są pozytywne, czy negatywne. Muzyka i słowa wypływają naturalnie, w zależności od tego, o czym chcę śpiewać.

Czy jako dziecko przejawiałeś już uzdolnienia muzyczne? Czy może w zupełnie inny sposób zrozumiałeś, że muzyka jest w tobie i to jej się chcesz poświęcić?



Kiedy miałem 3 lata śpiewałem fonetycznie piosenkę Sama Cooke‘a pt. „Cupid”. Co więcej, byłem zakochany w starym sprzęcie do nagrywania mojego taty, do którego co chwilę się zakradałem. Kiedy miałem 9 lat, przysięgałem sobie, że pewnego dnia zaśpiewam i zatańczę na scenie razem z Michaelem Jacksonem. Jednak udało mi się to jedynie dokonać w moich snach… Kolejnym zwrotnym punktem mojej młodości, był moment kiedy miałem 14 lat i zakochałem się w dziewczynie, o 4 lata starszej. Pierwszy raz napisałem piosenkę prosto z serca i nagrałem na kasecie, którą potem jej wręczyłem. Można stwierdzić, że pierwszy raz wtedy „wydałem” coś własnego.

Miałeś ciekawe wzorce za młodu, czy Michael Jackson jest do dziś twoim idolem?



W dzieciństwie zdecydowanie był moim idolem. Wychowałem się na twórczości młodego Michaela Jacksona i „Off The Wall”, żyłem tym albumem bardzo długi czas. Myślałem, że nie ma nic równie dobrego, jednak wraz z wiekiem zacząłem odkrywać kolejnych artystów artystów, takich jak: Prince i Stevie Wonder, The Beatles, Bob Dylan. Obecnie ciężko byłoby mi wybrać ulubionego artystę, bo naprawdę w każdym gatunku muzycznym jest coś ciekawego i intrygującego, dlatego nie ograniczam się do słuchania piosenek z jednego stylu muzycznego.

Spodziewam się, że sława dość mocno wpłynęła na rozpoznawalność twojej osoby. Czy można Ciebie nazwać celebrytą w Holandii?



Szczerze mówiąc nie czuję się celebrytą, jednak wydaje mi się, że tak jestem nazywany. Fakt, że ludzie mnie rozpoznają sprawia mi dużo frajdy. Jeszcze przyjemniej jest, kiedy otwarcie doceniają moją twórczość. Ponieważ przede wszystkim skupiam się na byciu artystą, a nie na byciu celebrytą.



Czy jest coś dla Ciebie lepszego poza byciem na scenie?



Lepsze może być tylko przebywanie z własną rodziną.

Polecane

Share This