OFF Festival rozbija bank pierwszym ogłoszeniem

Już teraz line-up zapowiada się imponująco.


2021.07.28

opublikował:

OFF Festival rozbija bank pierwszym ogłoszeniem

fot. M. Murawski

OFF Festival to kolejna z imprez, które ucierpiały przez pandemię. Po odwołaniu ubiegłorocznej edycji także i w tym roku OFF nie dojdzie do skutku. Organizatorzy przygotowali dla fanów alternatywną inicjatywę – OFF Country Club, w ramach której w Dolinie Trzech Stawów wystąpią Quebonafide, Artur Rojek, Brodka, Smolik, Król oraz Mitch & Mitch. Koncerty odbędą się w dniach 6-8 sierpnia, bilety na nie są jeszcze sprzedaży.

Z Katowic płyną dziś znakomite wieści – organizatorzy w pocie czoła pracują nad edycją zaplanowaną na 5-7 sierpnia 2022. Właśnie poznaliśmy pierwsze gwiazdy i co tu dużo mówić – jest znakomicie. Oprócz anonsowanych już na 2020 – Iggy’ego Popa i Bikini Kill, dostajemy sporo innych atrakcji – do Katowic przyjadą Yves Tumor & Its Band, The Armed, Mdou Moctar, Erika de Casier, Squid, Pi’erre Bourne, Yard Act i Natalie Bergman. Patrząc na ten zestaw pozostaje trzymać kciuki za powodzenie przyszłorocznego festiwalu.

Iggy Pop

Co tu powiedzieć o Iggym, czego nie wiedzą wszyscy? Ojciec punk rocka, rock’n’roll wcielony, sceniczne zwierzę – a jednocześnie artysta świadomy i wszechstronny. Równie przekonująco wypada zanurzony w gitarowym jazgocie, we francuskich chansons, z towarzyszeniem składu jazzowego i na elektronicznych podkładach. Gościliśmy go już na OFFie na czele legendarnych The Stooges i kto z was był, ten nigdy tego koncertu nie zapomni. Kto nie był – na pewno żałuje. Słusznie. Tym razem Iggy Pop przyjeżdża ze swoim solowym materiałem, a ma w czym przebierać, od kultowych już albumów powstałych we współpracy z Davidem Bowiem, po ostatnie, bardzo udane płyty – „Post Pop Depression” (z Joshem Hommem) i „Free”. Tytuł tej ostatniej jednym trafnym słowem charakteryzuje Iggy’ego Popa – to wolny duch, który robi co chce i zawsze najlepiej. Jesteśmy dumni, że znów zaśpiewa i zatańczy z nami w Katowicach.

Bikini Kill

„Jesteśmy Bikini Kill i domagamy się natychmiast dziewczyńskiej rewolucji!“ – oto słowa, którymi ten amerykański zespół przedstawił się światu na debiutanckiej epce, wyprodukowanej przez Iana MacKaye’a (Fugazi) i wydanej jesienią 1992 roku. Feministyczny punk rock w maczystowskiej kulturze rocka był głosem nowym i ważnym. Był iskrą, która rzeczywiście roznieciła większy i jaśniejszy płomień. Za Kathleen Hanną i jej zespołem poszły inne. Riot grrrl może nie był ruchem masowym, nie przedarł się do mainstreamu w swojej oryginalnej, bezkompromisowej formie, ale zainspirował tysiące kobiet z całego świata. Zachęcił je do zabierania głosu, zamiast czekania, aż ktoś im go udzieli. Do decydowania zarówno o formie, jak i o treści artystycznych wypowiedzi. Sam zespół też nie przetrwał długo, nawet nie do końca dekady, ale „Pussy Whipped” i „Reject All American” to płyty bez których nie da się poważnie rozmawiać o niezależnej amerykańskiej muzyce gitarowej lat 90. Powrót Bikini Kill na scenę jest więc wydarzeniem zarówno natury społecznej – bo niestety ich przekaz się nie zdezaktualizował – ale i artystycznej. Cieszymy się, że „Rebel Girl” z pełną mocą wybrzmi ze sceny właśnie OFF Festivalu.

Yves Tumor & Its Band

Sean Bowie, znani (końcówek wskazujących na płeć unikamy zgodnie z życzeniem artysty) jako Yves Tumor, są przedstawicielem tego nurtu w muzyce popularnej, który z jednej strony kontynuuje eksperymenty Throbbing Gristle czy postpunka, ale z drugiej nie wyrzeka się melodii i… po prostu piękna. „Heaven to a Tortured Mind”, wydany w 2020 roku czwarty album Yves Tumor, zachwycił krytyków. Zdaniem recenzenta „Clash” to „psychodeliczny soul na miarę XXI wieku”, inni słyszą w tym materiale narodziny gwiazdy na miarę największych ikon popu i rocka z lat 70. i 80. Zgadzamy się i niecierpliwie czekamy na koncertowe potwierdzenie tej tezy.

The Armed

„Ludzie lubią swoje przyzwyczajenia, a w szczególności przyzwyczajenia do wyobrażeń o tym, jak powinien wyglądać i co robić zespół muzyczny. My to rozwalamy i dlatego często potykamy się z niezrozumieniem” – mówił niedawno w wywiadzie dla magazynu „Noise” członek tego niezwykłego kolektywu. Nie do końca wiadomo, kto tworzy zespół, który zresztą podobno nie ma stałego składu, ale korzysta z kreatywności szerokiej grupy przyjaciół, przydatnych do określonych projektów. W każdym razie jest to ekipa, która na wylot zna amerykański hardcore, metalcore, noise rock i okolice, o czym świadczą znakomite płyty The Armed. Choćby tegoroczny „Ultrapop”, hałaśliwy rollercoaster niepozbawiony sielankowych, melodyjnych widoczków.

Mdou Moctar

Mdou Moctar to nazwa zespołu i zarazem pseudonim Mahamadou Souleymane’a, tuareckiego gitarzysty i wokalisty z Nigru. Jest wirtuozem saharyjskiego bluesa, a nowa płyta grupy – „Afrique Victime” – to nie tylko jeden z najlepszych materiałów, jakie zrodziła ostatnio Afryka, ale po prostu jeden z najwybitniejszych tegorocznych albumów rockowych w kategorii open. „Ta płyta redefiniuje pojęcie wolności w rock’n’rollu” – zachwycał się recenzent amerykańskiego magazynu „Rolling Stone”.

Erika de Casier

Urodziła się w Portugalii, mieszka w Danii, muzykę tworzy światową, łącząc intymność samotnego songwritingu z refrenami, które mogłyby podbić MTV na początku tego stulecia. Piosenki zaczęła pisać jako nastolatka. Było lato, miała złamane serce i malowanie, które do tej pory spełniało terapeutyczne zadanie, przestało jej wystarczać. Ściągnęła więc z sieci jakiś amatorski programik do robienia bitów i… okazało się, że jest do tego stworzona. Potwierdza to zarówno fenomenalny debiut „Essentials”, jak i tegoroczna płyta „Sensational”, pierwsza nagrana przez Erikę w barwach wytwórni 4AD.

Squid

Na niewiele debiutów w muzyce gitarowej czekało się z taką ekscytacją, jak na tegoroczne „Bright Green Field” kwintetu z Brighton. Brytyjczycy rozbudzili apetyty świetnymi singlami i znakomitymi koncertami, ale formalności musiało stać się zadość – ich pełnowymiarowy debiut, wyprodukowany przez Dana Careya, to rzeczywiście wspaniała płyta, brawurowe zderzenie postpunka i krautrocka z mniej spodziewanymi elementami jazzu czy funku. Pere Ubu, This Heat czy Talking Heads mają wreszcie godnych następców.

Pi’erre Bourne

Amerykanin belizeńskiego pochodzenia, producent znany ze współpracy m.in. z takimi artystami jak Travis Scott, Playboi Carti czy 6ix9ine, ale też raper pracujący na własny rachunek. W czerwcu 2021 ukazał się jego drugi album „The Life of Pi’erre 5”, który dla wielu będzie perfekcyjnym soundtrackiem do tego gorącego lata.

Yard Act

„Dark Days”, czyli mroczne dni – taki tytuł nosi debiutancki mini-album (a właściwie kolekcja singli) kwartetu z Leeds, ale przed nimi świetlana przyszłość. Hałaśliwego i tanecznego, surowego i witalnego, ponurego i euforycznego zarazem postpunka nigdy dość, a Yard Act robią to dobrze, z pasją i humorem. Mamy nadzieję, że do Katowic przyjadą już z dużą płytą w dyskografii, bo właśnie powstaje.

Natalie Bergman

Natalie z powodzeniem funkcjonowała na scenie jako połowa duetu Wild Belle (współtworzonego z rodzonym bratem Elliotem), ale tę płytę musiała stworzyć sama. „Mercy”, jej debiutancki album wydany wiosną br. nakładem Third Man Records, to pożegnanie z ojcem, który zginął w wypadku samochodowym. Bergman zamknęła się na kilka tygodni w klasztorze, gdzie szukała ukojenia, a przy okazji znalazła inspirację do tej niezwykłej muzyki, która łączy psychodeliczny pop lat 60. z żarliwymi hymnami kościelnymi. „Ta muzyka ma w sobie taką moc, że nawet najbardziej zatwardziałych ateistów zwróci w stronę światła” – pisał jeden z recenzentów.

Polecane

Share This