„Reżyser musi mieć dobry słuch”. Muzycy wspominają Andrzeja Wajdę


2016.10.10

opublikował:

„Reżyser musi mieć dobry słuch”. Muzycy wspominają Andrzeja Wajdę

W niedzielę wieczorem zmarł Andrzej Wajda. Miał 90 lat. Reżysera wspominają dziś wszyscy: od współpracowników, przez kolegów z branży i zwykłych widzów, po muzyków. Na profilach społecznościowych tych ostatnich można trafić na wpisy, w których artyści składają hołd zmarłemu Mistrzowi.

„Dziękuję za te wszystkie piękne opowieści światłem, słowem, dźwiękiem i obrazem. Jeszcze długo będziesz z nami Mistrzu…”, napisał na swoim Facebooku L.U.C.

Tomasz Organek z kolei subtelnie zwrócił uwagę na wpływ, jaki Wajda wywarł na światową kinematografię. „Ogromna strata dla polskiej kultury. Ogromna strata dla kultury”, napisał lider zespołu ORGANEK.

Hołd Wajdzie oddali też Sorry Boys i Pezet. Ten drugi zamieścił na swoim Twitterze link do ścieżki dźwiękowej z „Niewinnych czarodziejów” (więcej o tym soundtracku niżej). Z kolei Monika Brodka wrzuciła na Instagram zdjęcie Wajdy z młodości:

Warto podkreślić, że muzyka od zawsze odgrywała istotną rolę w kinie Wajdy. On sam, choć nie ukrywał, że ma braki w wykształceniu muzycznym, doceniał rolę dźwięków w filmie. Na antenie Polskiego Radia reżyser wspominał:

„Do Panien z Wilka muzykę miał skomponować Stanisław Radwan. Gdy film był gotów, Radwan powiedział, że muzyki nie napisze. „Weź, powiada, ‚śni kurpiowskie’ Szymanowskiego”. Więc tak zrobiłem. Pierwszy przegląd był w obecności Jarosława Iwaszkiewicza. „Słuchaj, mówi, skąd ten pomysł na Szymanowskiego? Bo kiedy ja pisałem ‚ z Wilka’ na piętrze, na parterze Szymanowski komponował ‚śni kurpiowskie’ i ta muzyka jest związana z ”. Tylko skąd ty o tym wiesz?” Otóż, reżyser nie musi wiedzieć wszystkiego, musi mieć tylko uszy nastawione na tych, którzy coś do niego mówią”.

 

To nie jedyna sytuacja, gdy Wajda, kierowany intuicją i zaufaniem do zaprzyjaźnionych kompozytorów, powierzał im w pełni dobór muzyki i dobrze na tym wychodził. Przykładem prace nad „Katyniem” przed dziesięcioma laty. Wszystko się zaczęło od propozycji Krzysztofa Pendereckiego, który zaoferował, że „da” swoje kompozycje do tego ważnego z historycznego punktu widzenia filmu. Wajda zwracał uwagę na czasownik „dać”. Jego zdaniem znaczyło to dużo więcej niż „napiszę”. Bo „dać” to znaczy zaoferować coś najlepszego.

„To więcej niż muzyka do filmu. To utwór, który mówi o tym samym, o czym ja chciałem opowiedzieć obrazami, poprzez aktorów, poprzez dialogi. Dodała duchowości scenom z konieczności realistycznym”, wspominał Wajda na antenie radiowej Dwójki.

O ile więc muzyka Pendereckiego towarzyszyła obrazom Wajdy i szła krok w krok za nimi, o tyle np. w „Ziemi obiecanej” doszło do sytuacji odwrotnej – to reżyser poszedł śladami muzyki Wojciecha Kilara. „Ona to wszystko połączyła, nadała całości spójność. Jego muzyka właściwie narzuciła mi wizję filmu”, mówił niegdyś Wajda (cytat za Ninateka.pl).

Podobnie było z „Panem Tadeuszem”. Pewnego dnia Wajda dostał od Kilara przesyłkę. Znalazła się na w nim płyta CD oraz parę zdań na kartce: „Andrzeju, napisałem ci poloneza. Tak sobie wyobrażam twój film. Idź śmiało tą drogą”.

Wielu kompozytorów wskazywało na tę swobodę jako ważny element we współpracy z Wajdą. „Dzięki swobodzie tworzenia, kompozytor czuje się współtwórcą filmu, a to niezmiernie pomaga w pracy. Wajda chce mieć w swoich filmach muzykę spełniającą nie tylko funkcję tła, dodatku do obrazu, ale mającą także artystyczną wartość samą w sobie, «żyjącą» poza samym filmem”, czytamy w wywiadzie-rzece z Kilarem „Cieszę się darem życia”.

Wajda wspólnie z Kilarem przygotowali ekranizacje polskiej klasyki. Sięgali do epoki sarmackiej („Zemsta”), do wojen napoleońskich („Pan Tadeusz”), wreszcie do okresu industrializacji przełomu XIX i XX wieku („Ziemia obiecana”). Współpraca ta rozpoczęła się jednak stosunkowo późno, 25 lat po debiucie Wajdy. Przez to ćwierćwiecze reżyser korzystał z pomocy innych kompozytorów. Onie również doskonale czytali jego filmowe wizje: Jan Krenz, Andrzej Markowski, Andrzej Korzyński.

Jednym z najpiękniejszych przykładów są „Niewinni czarodzieje”, kameralny dramat psychologiczny z Tadeuszem Łomnickim i Krystyną Stypułkowską w rolach głównych. To, jak przyznał sam Wajda, „jeden z najbardziej obojętnych politycznie filmów”, jakie zrealizował. Egzystencjalny z ducha obraz, nawiązujący do intelektualnej atmosfery we Francji w latach 50., doczekał się fantastycznej, jazzowej ścieżki dźwiękowej autorstwa Krzysztofa Komedy. Podobnie jak w przypadku innych filmów Wajdy, tak i tu muzyka snuje swoją własną opowieść i można jej z powodzeniem słuchać samodzielnie (jak zresztą wszystkich innych nagrań Komedy do filmów).

Jak ważnym etapem w rozwoju muzyki filmowej są obrazy Wajdy, można było się przekonać w marcu tego roku. Wtedy w krakowskim ICE Congress Centre został zorganizowany koncert z okazji 90. urodzin Mistrza. Teraz już wiemy, że była to ostatnia okazja, by razem z reżyserem świętować jego dzień narodzin.

Polecane

Share This