Susan Boyle na szczycie


2009.12.01

opublikował:

Susan Boyle na szczycie

Krążek,  który ukazał się 23 listopada rozszedł się do tej pory w 411 tys. egzemplarzy w samej Wielkiej Brytanii. To najlepszy wynik w historii jeśli chodzi o debiutujące wokalistki. Z kolei w Stanach Zjednoczonych jego sprzedaż szacuje się na kolejne 600 tys. egzemplarzy. Czyli kupiło ją już milion ludzi!

Po raz pierwszy skradła serca milionom, stając się fenomenem portalu You Tube z ponad
300 milionami odsłon z jej występem w angielskiej edycji programu Mam
Talent. Stała się inspiracja dla wszystkich tych, którzy mają marzenia.
Mowa o Susan Boyle, która już 23 listopada zaprezentuje swój
zachwycający, debiutancki album.

 

Susan zaskoczyła cały świat swoim pełnym emocji,
zapierającym dech w piersiach wykonaniem musicalowego klasyka „I Dream
A Dream”, kiedy tylko jej stopa postawiła pierwszy krok na deskach
sceny programu ‘Mam Talent’.

 

Album „I Dreamed A Dream” wyprodukowany został przez
światowej sławy producenta – Steve’a Maca. Dzięki jego współpracy z
Susan, miliony wielbicieli talentu Boyle, będą mogli przekonać się jej
o niesamowitych możliwościach wokalnych. Na płycie poza tytułowym
utworem „I Dreamed A Dream” z musicalu „Les Misérables” oraz klasykiem
„Cry Me A River”, znajdą się kompozycje z repertuaru Rolling Stones
(Wild Horeses), Madonny (You’ll See), The Monkees (Daydream Believer)
oraz kompozycja napisana specjalnie dla Susan, zatytułowana „Who I Was
Born To Be”.

Susan z entuzjazmem opowiada :”Było moją największą
ambicją nagranie płyty i udało mi się osiągnąć ten cel. Ta niesamowita
przygoda pozwoliła mi uwierzyć w siebie, odnaleźć się na nowo i spełnić
moje marzenie. Nie bójcie się sięgać po własne marzenia”.


Biografia:

Susan Boyle raczej nie zapomni dnia 21
stycznia. – Nigdy go nie zapomnę – podkreśla artystka swym celtyckim
akcentem. Tego dnia, nieśmiała bogobojna 48-letka stanęła na scenie
Scottish Exhibition and Conference Centre w Glasgow na przesłuchanie do
brytyjskiej edycji programu „Mam talent” („Britain’s Got Talent”).
Innymi słowy, tego dnia jej świat zawirował o 360 stopni. Przed trzema
surowymi jurorami, mającymi nadzieję odkryć jakiś prawdziwy talent,
wokalny popis Susan Boyle stał się nie niezapomnianym momentem i
wydarzeniem, którego nikt nie przewidywał. Ten występ był kluczowym tak
dla niej, jak i dla programu.

 

Trzy i pół minuty zapierającej dech w piersi
telewizyjnej retransmisji, pokazanej w maju, dały początek nowemu
typowi sławy. Susan złamała każdą zasadę konkursu talentów i
udowodniła, że kluczowe „przykazania” muzycznego marketingu są nic nie
warte. Stanowiła uosobienie rewanżu maluczkich.

Sama pani Boyle tak opisuje ten pełen niespodzianek 2009 rok. –
Po prostu pojawiłam się na przesłuchaniu do telewizyjnego konkursu
talentów – wspomina. – I miałam na tyle szczęścia, że mnie wybrano. To
tak w skrócie. Jeśli słowa „reality” i „celebrity” stały się symbolem
XXI wieku, Susan Boyle przypadkiem umieściła je w zupełnie innym
miejscu na wykresie, w miejscu, w którym te słowa się krzyżowały. Mało
który, o ile którykolwiek inny, uczestnik „Mam talent” zostawił po
sobie tak niezatarte wrażenie.

 

Po przesłuchaniu do „Mam talent”, podczas którego
wprawiła w osłupienie sędziów, widzów i każdego kto miał dostęp do
YouTube swoją interpretacją „I Dreamed A Dream” z musicalu „Nędznicy”,
wywołała serię spekulacji, podejrzeń i gorących komentarzy w mediach.
Na YouTube jej występ obejrzało ponad 300 milionów osób. Stała się
bohaterką artykułów i sensacją z pierwszych stron gazet.
Niespodziewanie, stała się popularniejsza od supergwiazd z Hollywoodu.
Bez względu na opinię, wszyscy zgadzali się co do jednego – w 2009 roku
Susan Boyle była na ustach dosłownie wszystkich.

 

Przez chwilę próżność zniknęła a stare powiedzenie „nie
sądź książki po okładce” na nowo nabrało mocy. Jakby świat chciał
przeprosić za dotychczasowe wychwalanie powierzchownego piękna. Może na
jakiś czas zmienią się wyśrubowane standardy oceny, a może przypadek
Susan Boyle będzie jedynie drobnym wyjątkiem w show-biznesowej
machinie. Jakkolwiek jednak historia się potoczy, póki co Susan Boyle
ma okazję udowodnić, że ma do zaoferowania znacznie więcej. Będzie to
robić dokładnie w takim samym stylu, jak gdy po raz pierwszy stanęła
przed jurorskim panelem. Za sprawą surowej mieszanki siły i
delikatności, piękna i samotności, które skrywa jej śpiew.

 

Historię Susan Boyle mogłaby w zasadzie podzielić każda
inna kobieta ze znakomitym głosem, z jakiegokolwiek chóru, z dowolnego
miejsca w Wielkiej Brytanii. W swym rodzinnym Blackburn, szkoliła
talent wokalny, śpiewając w chórach kościelnych. Teraz przyznaje, że
jako młoda nieśmiała dziewczyna z problemami w nauce, w kolektywnych
występach znajdowała otuchę. Własną historię zaczęła pisać, kiedy
zdecydowała się wystąpić przed szereg, by ją dostrzeżono. Dla niej to
był prawdziwie heroiczny wyczyn.

 

Medialna gorączka rosła w zatrważającym tempie, czym
najbardziej była zaskoczona sama zainteresowana. – Pierwsza u moich
drzwi pojawiła się dziennikarka pewnej szkockiej gazety – wspomina. – A
skończyło się na stacjach telewizyjnych z całego świata, koczujących na
mojej ulicy i proszących o wywiady. Podglądałam ich przez zaciągnięte
zasłony, zastanawiając się, co tam się u licha dzieje. Zaczęli też do
mnie wydzwaniać o każdej porze dnia i nocy. Mój numer był wówczas
jeszcze w książce, więc nie było problemów, żeby go zdobyć. Dzwonili do
mnie ludzie, których nie mogłam zrozumieć, bo mieli inny akcent.
Dzwonili z różnych krajów. Mnóstwo Amerykanów. To było niewiarygodne.

 

– Ale przecież rozczochrana kobieta, z krzaczastymi
brwiami i takiej sukience musiała zostać niezauważona – mówi, nie
doceniając swych możliwości wokalnych.

 

Tak w dzisiejszych czasach rodzą się gwiazdy. Zaledwie
4 miesiące po telewizyjnym debiucie, Susan ponownie pojawiła się w na
małym ekranie, dokładnie w amerykańskiej wersji „Mam talent”. Wykonała
wówczas osobliwą interpretację „Wild Horses” z repertuaru The Rolling
Stones. Utwór zaaranżowano na orkiestrę, by lepiej pasował do jej
śpiewu. Podobnie jak w ojczyźnie i za oceanem z miejsca zdobyła owację
na stojąco. Jak widać jest w jej głosie coś, co idealnie wpisuje się w
nasze czasy. Zważywszy, że Vera Lynn i Barbra Streisand trafiają na
szczyty list albumowej sprzedaży, można uznać iż rekord
przedpremierowych zamówień płyty Boyle to znak czasu. Nadszedł bowiem
czas muzyki.

 

Płyta panny Boyle powstała latem tego roku. Do studia w
Edynburgu weszła w lipcu, by najpierw sprawdzić, jak jej głos będzie
brzmiał na taśmie. Rezultat był równie szokujący dla niej, co
doświadczonego producenta, Steve`a Maca. Po przeniesieniu do Londynu
nagrywała materiał przez 2 miesiące, wybierając piosenki, dzięki którym
mogła uwolnić swe emocje. – Bardzo ważne było, bym czuła to, co śpiewam
– wyjaśniała.

 

Powstał porażający materiał łączący sacrum (Boyle
powtarza, że wiara jest dla niej bardzo istotna) i profanum. Każdy
fragment płyty porusza. To zestaw coverów i oryginalnych kompozycji,
które oddają wnętrze jednej z najbardziej intrygujących kobiet a na
pewno najbardziej rozpoznawalnej postaci znanej z telewizyjnych
konkursów talentów.

 

Jej poruszająca interpretacja „You`ll See” Madonny to
riposta dla dzieciaków, które dokuczały jej gdy była mała. Nowa
kompozycja „Who I Was Born to Be” to z kolei zadziwiające świadectwo
jej wiary. Ponieważ tak trafnie wybrała piosenkę na pierwsze
przesłuchanie, stała się synonimem słowa „marzyć”. Nie dziwi więc
zamieszczenie na płycie jej wersji „I Dreamed A Dream”. Utwór wciąż
wywołuje ciarki na plecach. Koncepcję marzenia idealnie puentuje
country balladowa przeróbka „Daydream Believer”.

 

Taka właśnie jest historia Susan. To historia odwagi,
by marzyć o czymś więcej niż to, co życie samo nam podsuwa. To historia
kluczowej roli muzyki, która prowadzi nas w miejsca niejednokrotnie
znajdujące się na krańcach naszej wyobraźni. Dzięki, której te miejsca
rozkwitają. Tak, to właśnie historia Susan Boyle. Dlatego dotarła do
tak wielu ludzi na całym świecie. Krótko mówiąc, skoro ona może marzyć,
mogę i ja.

Polecane

Share This