The Australian Pink Floyd w Warszawie


2010.01.30

opublikował:

The Australian Pink Floyd w Warszawie

Mikołaj Kuchowicz podąża za The
Australian Pink Floyd od początku ich „polskiej” trasy. Robi zdjęcia,
poznaje ekipę, podgląda, obserwuje i notuje. Zbiera ciekawe informacje.
Przed koncertem w Katowicach ustalił szczegóły alternatywnej do
dotychczasowych koncertów setlisty. Pozostaje tylko pytanie – który z
zestawów wybierze zespół?




Zapraszamy na trzecią część relacji Mikołaja:

dzień
trzeci – kierunek warszawa. droga minęła dzisiaj wyjątkowo szybko i
bezproblemowo… no, może poza małymi warszawskimi korkami. pod halę na
torwarze dotarłem chwilę przez godziną 18… za późno, żeby dostać się
na soundcheck i za wcześnie, żeby wejść do środka. zatem na mrozie
swoje wystałem. nasłuchałem się urban legends na temat zespołu,
zgadywanek na temat setlisty… no i naród zdecydowanie oczekiwał money
i echoes, których niestety zabrakło.




dzisiaj
już się nie łudziłem, że usłyszę inne kawałki, niż dnia poprzedniego…
no i zgodnie z oczekiwaniami – setlista powtórzyła się. zespół, jak za
każdym razem wykazał się swoją precyzją i genialnym opanowaniem
materiału. oni nie pozostawiają sobie ani milimetra na improwizację.
odtwarzają muzykę floydów tak, jak została ona napisana. i chwała im za
to! na dodatek, występują bez zupełnego nadęcia, nie oczekują wyznań
miłości od publiczności. w końcu są tylko odtwórcami i moim zdaniem,
rewelacyjnie się z tej roli wywiązują.




hala
na torwarze pozwoliła na rozwieszenie całego oświetlenia i elementów
sceny, zatem wizualizacje i oświetlenie ponownie zachwyciły – podobnie,
jak we wrocławiu. niestety, wiele do życzenia dzisiaj pozostawiało
nagłośnienie… torwar nie jest cudem architektury, szczególnie w
materii akustyki. a szkoda… pierwsza część koncertu to przegłośnione
wysokie tony i wokale – partia solowa z pigs utonęła w zwałowisku
dźwięków – a szkoda.




po
przerwie można było odczuć zdecydowaną zmianę – było dużo ciszej.
wokale w końcu znalazły się w odpowiednim miejscu, za to pokutowały
instrumenty, które tym razem były zbyt wycofane.




publiczność
dopisała. na płycie było luźno i wygodnie, trybuny były pełne. ludzie
pragnęli olbrzymiej dawki floydowych dźwięków. i dostali to czego
oczekiwali.




po
koncercie nie mogłem odmówić sobie wymiany kilku zdań z zaprzyjaźnionym
oświetleniowcem z ekipy tapfs. jego zaskoczenie było olbrzymie –
dowiedziałem się że jestem mad i addicted… pogadaliśmy o tym i o
tamtym, udało mi się od niego wyciągnąć informację o tym, że zespół ma
przygotowaną drugą setlistę. różni się pięcioma numerami od setu
dotychczas granego w polsce. na pytanie, czy zagrają ten set w
katowicach odpowiedział, że nie może mi tego zdradzić…




a drugi zestaw wygląda następująco:

speak to me

breathe

on the run

time

the great gig in the sky

shine on you crazy diamond 1-5

welcome to the machine

pigs on the wing  *

dogs *

—-

astronomy domine

learning to fly

high hopes

set the controls *

us & them

keep talking *

get your filthy hands off my desert *

fletcher memorial home *

another brick in the wall 2

wish you were here

one of these days

comfortably numb

—-

run like hell



setlistę z koncertów we wrocławiu, bydgoszczy i warszawie znajdziecie już w pierwszej relacji z tapfs.



jutro ostatni koncert i czas podsumowań…

Polecane

Share This