FAITHLESS – „The Dance”

Jeśli bóg jest didżejem, to po tym, co Faithless nagrał na płytę "The Dance", nie chciałby z grupą współpracować. Wbrew tytułowi, album nudzi i do tańca nie porywa.

2010.05.21

opublikował:


FAITHLESS – „The Dance”

Nawiązanie do jednego z największych przebojów Brytyjczyków, „God Is A DJ”, nie jest przypadkowe. Ta piosenka (plus kilka innych w ich dorobku) była przykładem muzyki klubowej, tanecznej tworzonej z pomysłem i smakiem, której dobrze się słucha i przy której można się dobrze bawić. A skoro rzecz jest o dobrej zabawie, to – co oczywiste – nuda nie może wchodzić w grę. Niestety, pomimo rozrywkowego, tanecznego tytułu nowy album Faithless nudzi zamiast bawić. Piszę to z przykrością, ale gdy przeczytałem wypowiedź Maxi Jazza, że „The Dance” mogła w ogóle nie powstać, a później posłuchałem krążka, nie wiem, czy nie byłoby lepiej, gdyby faktycznie tej płyty nie było. Wspaniała przeszłość pozostałaby nieskażona tym zakalcem.

Faithless strzelili sobie w stopę, bo zarejestrowali album blisko 70-minutowy, nie mając za bardzo pomysłu, co zrobić, by piosenki utrzymały uwagę słuchacza. Motywy, które znamy z poprzednich płyt, albo zapętlają się do znudzenia, albo są brutalnie przerywane przez fragmenty niepasujące do klimatu. Przykład? Choćby jeden z lepszych na albumie singlowy „Not Going Home” (ilustrowany fajnym teledyskiem), w którym w melorecytację Maxi Jazza na lekkim, drżącym syntetycznym podkładzie bez sensu wraża się agresywna elektronika. Ponad połowa piosenek trwa przeszło siedem minut, a wszystkie nadają się do skrócenia o mniej więcej połowę. Nie wierzę, aby Faithless nie zdawali sobie sprawy z tego, że dynamiczny, taneczny beat to nie wszystko. Trudno byłoby mi też uwierzyć, że wklejali przypadkowo różne fragmenty bez głębszego pomyślunku. Czyli albo nastąpił odpływ weny, albo przerwa była za długa, albo za bardzo pochłonęła muzyków strona biznesowa (płytę wydała należąca do nich firma Nate`s Tunes), albo nadają już oni na innych falach.

Sytuację ratują nieco goście, ale nie w takim stopniu, by można było mieć o „The Dance” pozytywną opinię. Po raz kolejny zespół brata wspomogła Dido, lecz jej głos niespecjalnie pomógł piosenkom „Feelin` Good” i „North Star”. Nieźle wypadł Dougy Mandagi w „Comin` Around” oraz popowi weterani z Blancmange w mocnym „Feel Me”. Subtelne wokale dodała też Argentynka Mia Maestro. Największą radość daje bujające reggae „Crazy Bal`heads”, śpiewane przez Jonny`ego Itcha Foxa.

Płyta „The Dance” jest słaba, nudna, nie ma w niej ognia. Ale trzeba pamiętać o tym, że Faithless z krążka i Faithless podczas występów to dwa różne światy. Być może piosenki, które nudzą podczas słuchania w sytuacji koncertowej wypadną zadowalająco i będą powody do komplementów. Recenzja dotyczy jednak albumu, a temu dobrej cenzury nijak wystawić nie można.

Tracklista:

1. „Not Going Home”

2. „Feel Me”

3. „Crazy Bal`heads”

4. „Comin` Around”

5. „Tweak Your Nipple”

6. „Flyin Hi”

7. „Love Is My Condition”

8. „Feelin` Good”

9. „North Star”

10. „Sun To Me”

Polecane

Share This