NOSOWSKA – „Osiecka” (edycja Z DVD)

Nosowska: „Marzę o tym, żeby – zanim umrę… zanim się zawinę – zaśpiewać naprawdę bez żadnych hamulców.”

2009.06.25

opublikował:


NOSOWSKA – „Osiecka” (edycja Z DVD)

Nie zagłaszczmy Nosowskiej. Przecież nie wszystko, co robi jest doskonałe. Zachwycanie się każdym przejawem jej artystycznej działalności nawet dla niej samej może już być nużące. Tak myślałem przed wydaniem tego albumu. Bo kiedy gruchnęła wieść, że bierze się za piosenki Osieckiej, to było pewne, że osiągnie kolejny sukces. Chyba, że nagrałaby „Małgośkę”:)

Zaśpiewała z dużym wyczuciem tekstów, bardzo różnorodnie i jednocześnie dodając siebie do interpretacji tych słów. Panie Osiecka i Nosowska zapewne świetnie by się rozumiały… Są też momenty, kiedy brzmi zupełnie „nie po swojemu”, jak w „Na Kulawej Naszej Barce”. W codzie, strukturą zbliżonej do „Karma Police” Radiohead, brzmi, jak Małgorzata Ostrowska za dobrych, lombardowych czasów, w „Adriatyku…”. Kakofoniczna gra perkusji podkreśla chaos myśli i uczuć, który mógł inspirować autorkę przy pisaniu i chyba towarzyszył też interpretatorce. Wcześniej, bo „Barka” jest ostatnia, mamy przebogaty wachlarz nastrojów i różnych barw głosu Nosowskiej. Jeśli kupicie wersję z DVD, dokumentującym sesję nagraniową, to dojdziecie do wniosku, że Kaśka śpiewa dość „jasno”:) Obejrzenie tego filmu przed pierwszym posłuchaniem muzyki bardzo się przydaje. Obserwowanie muzyków podczas przygotowań, czy wyprawy po kebab na warszawskim Powiślu, pozwala „zaprzyjaźnić się” z całym zespołem. I producentem, kiedy akcja przenosi się do Wrocławia. Film utrzymany jest w socrealistycznej konwencji kroniki filmowej, z użyciem haseł usprawniających życie ludu, oraz w czerni i bieli oszczędnościowo – artystycznej. Klimatu „tamtych czasów” dopełnia charakterystyczny głos narratora, Tomasza Knapika. A klimat ezoteryki wprowadza na samym początku Nosowska, która opowiada o „spotkaniu” z Osiecką.

Wróćmy jeszcze do muzyki. Nie sposób nie pochwalić zespołu USB, towarzyszącego Kasi. Są świetni. Kiedy jazzują inspirując się Komedą, Ptaszynem, czy Kurylewiczem. I zaskakują, kiedy z ballady Krajewskiego robią tango. Jedyne, co może drażnić, choć po obejrzeniu DVD będzie raczej bawić, to pojawiające się między piosenkami mobilizujące pokrzykiwania Macuka i dźwięki studyjnego rozgardiaszu. Rozumiem, że jakoś trzeba było podkreślić alternatywny rodowód muzyków, ale ucierpiał na tym nastrój, bez trudu tworzony muzyką. Z drugiej strony, tymi wstawkami wytrącili argumenty wszystkim, którzy chcieliby narzekać, że całość jest zbyt nostalgiczna i smutna.

Polecane

Share This