Polish Hip-Hop TV Festival równa do największych

Podsumowanie imprezy.

2016.08.21

opublikował:


foto: Sebastian AdamkiewiczFoto: S. Adamkiewicz

W tegorocznym Polish Hip-Hop TV Festival uczestniczyło 9-10 tysięcy uczestników. To dużo. Wystarczająco dużo, by porównywać tę imprezę nie tylko z innymi festiwalami hip-hopowymi w Polsce – to bowiem przestaje mieć sens, bo PHHTVF z każdym kolejnym rokiem zostawia konkurencję coraz dalej w tyle – a zacząć zestawiać z największymi. No, może nie od razu z Open’erem, ale OFF-em już jak najbardziej tak. Katowicki event cieszył się w tym roku podobną lub niewiele większą frekwencją. A przecież to impreza, która wkupuje się w łaski słuchaczy niezależnymi, trudno dostępnymi gdzie indziej wykonawcami. Polish Hip-Hop TV Festival mierzy tymczasem w ściśle określoną grupę odbiorców – fanów jednego gatunku – proponując im wykonawców, którzy co roku objeżdżają Polskę wzdłuż i wszerz. A że pojawiają się tu zagraniczni goście? Hej, przyznacie chyba, że to nie dla nich się do Płocka przyjeżdża. To miły, ale jednak dodatek.

 

Sukces Polish Hip-Hop TV Festival świadczy w pierwszej kolejności o pozycji hip-hopu na polskim rynku. Nasi czytelnicy zastanawiają się czasem, dlaczego tak dużo tego gatunku na naszych łamach. Oto odpowiedź. Czy tego się chce, czy nie, hip-hop jest obecnie wiodącą kulturą muzyczną w rodzimej branży i nie można go ot, tak zepchnąć na bok, zrównać z innymi gatunkami.

Wiedzą o tym fenomenie dziennikarze, wiedzą także organizatorzy płockiej imprezy. I robią wszystko, by słuchacze hip-hopu mieli festiwal na miarę popularności tej kultury. Angażujący najważniejszych lokalnych wykonawców. Profesjonalnie przygotowany.

Tak też było w tym roku. Wszyscy, którzy byli na tegorocznej edycji PHHTVF, podkreślają, że na tę imprezę zwyczajnie chce się wracać. Bo widać rozwój, którego symbolem były w tym roku imponujące food trucki. Bo otoczenie sprzyja dobrej atmosferze – każdy, kto chce uniknąć ścisku pod sceną, może obserwować koncerty z pobliskiej skarpy, a przy okazji ma widok na Wisłę. Bo – co chyba najistotniejsze –  raperzy robią wiele, by podtrzymać dobrą opinię o płockim festiwalu. Astek z Dwóch Sławów przyznał w jednym z wywiadów, że czuje tremę tylko przed koncertami na czeskim Hip-Hop Kempie i na Polish Hip-Hop Festival właśnie. To wiele mówiące słowa.

Tegoroczna edycja przyniosła kilka momentów, które na długo utkwią w pamięci. Występ Tedego, który pokazał się na scenie w bluzie Obrońców Tytułu, kolektywu, z którym piętnaście lat temu walczył na freestyle’u w tym samym mieście. Doskonale przyjęty koncert Pezeta, który po trzech latach wraca do regularnego grania. Taco Hemingway rymujący na podkładzie ze „Started From The Bottom” Drake’a. Tłumy podczas koncertu KęKę. Ten Typ Mes ze swoim imponującym bandem i profesjonalnym, przemyślanym od początku do końca show. Bedoes, raper raczkujący przecież na rynku, z całkiem niezłą frekwencją.

A propos Bedoesa. Impreza była zresztą tak pomyślana, aby przyciągnąć i starszych, i młodszych. Tych, którzy z przymrużeniem oka patrzą na wyczyny najmłodszych raperów, i tych, którzy w pełni identyfikują się z krążącymi modami. Bywało tak, że to właśnie ci mniej znani robili show, o które można by posądzić największych. Branżowi dziennikarze (Dawid „Goodkid” Bartkowski, Mateusz Osiak) dostrzegli chociażby imponujący i dobrze przyjęty koncert Sarcastu na Red Bull Tour Bus – mimo że w tym samym czasie na większej scenie grali Taco Hemingway i Ostry.

Na Polish Hip-Hop TV Festival byliśmy także my. Z kamerą. Porozmawialiśmy z wieloma raperami. Efekty tych rozmów będziecie mogli śledzić w najbliższych dniach. Pierwszy wywiad – z Pezetem – jest już dostępny.

 

Polecane