Recenzujemy nowy singiel Edyty Górniak

Królowa wraca. Może nie w galaktycznym stylu, ale jest dobrze.

2017.11.26

opublikował:

foto: mat. pras.

Macie tak, że kiedy myślicie o Edycie Górniak, to łapiecie się na skojarzeniu: „świetna wokalistka, tylko bez repertuaru”? I że za bardzo skupia się na wszystkim, tylko nie muzyce? Cholernie mnie to wkurza. Bo choć nie jestem odbiorcą takiego popu, jaki serwuje nasza najlepsza wokalistka, to jednak zwyczajnie szkoda takiego talentu!

No właśnie… Czy przypominacie sobie ostatni wielki przebój Edzi? Tylko bez googlowania! Co by to miało być? „One & One” z 1999 roku, „Jak najdalej” z 2001, „Impossible” z 2002, a może o rok późniejsi „Nieśmiertelni”? Bez względu na tytuł, było to „wieki temu”. W tym czasie mody w popowej muzyce zmieniły się chyba ze trzy razy, a kolejne wybory naszej divy były raczej artystycznymi i komercyjnymi pudłami.

Eventim

Być może właśnie stąd – trafiony w dziesiątkę! – pomysł na współpracę z Donatanem i Cleo, którzy napisali dla Edzi „Andromedę” – świetny, bardzo „radiowy” utwór. Dobrze wyprodukowany, na sprytnym, wpadającym w ucho klubowym bicie. I z najmodniejszymi „ozdobnikami” sezonu, czyli etnicznymi „flecikami”. Nie ma więc wiochy, a może nawet świat zauważy? Ale jak się ma tytuł piosenki do tekstu tego chyba nigdy nie zrozumiem. Mimo to #tańczyłbym. A wy?

Artur Szklarczyk

Polecane