Dwa Sławy – “Coś przerywa”

Śmiech przez łzy.

2018.03.24

opublikował:


Dwa Sławy – “Coś przerywa”

Momentem przełomowym w dyskografii Dwóch Sławów był album “Ludzie sztosy”. Łódzki duet otworzył się na nowoczesne brzmienia, a jednocześnie dokręcił tekstową śrubę do granic możliwości, podbijając serca słuchaczy (tych młodszych szczególnie) ciętymi, błyskotliwymi wersami i śmieszkowymi hasztagami. Tamta płyta, choć chwilami naprawdę mocarna, była jednak zbyt często zbiorem pojedynczych wersów, w których rzadko kiedy chodziło o coś więcej niż spryt, śmiech i ironiczną puentę.

Kolejny w dyskografii “Dandys flow” przypomniał o nieco poważniejszym obliczu Sławów, a wydane właśnie “Coś przerywa” powinno tylko utwierdzić słuchaczy w tym przekonaniu. Proporcje się odwróciły. Teraz Sławy są wkurwieni, sfrustrowani, rozczarowani, zobojętnieni – i tylko czasem śmieszni. A jeśli już, to na ogół jest to śmiech przez łzy.

To chyba nie przypadek, że zaproszeni hip-hopowi goście – Sarius i KęKę – trafili do takich, a nie innych numerów. Tak jakby Sławy zasugerowali, że środek ciężkości “Coś przerywa” leży właśnie w utworach pokroju “Chwast” i “Drugi koniec świata”. Oba nagrania napędzane są wstrętem względem społeczeństwa, ale o ile ten pierwszy portretuje jeszcze patologie, które mogą się wydawać obce przeciętnemu słuchaczowi, o tyle w drugim nagraniu – nawiązującym do innego kawałka duetu, “Koniec świata” – nakreślona jest pełzająca, pozornie niewinna apokalipsa, taka, która dzień w dzień potrafi zgotować człowiekowi małe piekiełko.

“Chwast” i “Drugi koniec świata” to kawałki o stricte ulicznym rodowodzie – można je śmiało stawiać w tym samym rzędzie co np. “Na żywo” Pona, Dafa i Włodiego. Ale gdy zwracam uwagę na gorzkość “Coś przerywa”, mam też na myśli numery w rodzaju “Ganz egal”, “Halo” czy autobiograficznego “Gdyby miało nie być jutra” (pada tam znamienny dwuwers: “Sorry za brak fajerwerków w tymże tekście / Gdyby nie byłoby Dwóch Sławów, byłbym Jarkiem, nie Sylwestrem”). Wiele mówiącą postacią jest też Olivier Giroud, tytułowy bohater jednej z piosenek, były piłkarz Arsenalu Londyn, który na samym początku ubiegłego roku zasłynął fantastycznym strzałem-skorpionem w jednym z meczów ligowych, a który mimo to – podobnie jak cały Arsenal – bywa obiektem żartów i kojarzony jest z niezrealizowanymi ambicjami.

Co ciekawe, ciężar treści na “Coś przerywa” równoważony jest lekkością muzyki. Trochę jak na “Tangu” Rasmentalismu – Dwa Sławy też nigdy wcześniej nie byli tak popowi. Dancehallowe “To brzmi jak”, EDM’owe “Buty do wódy”, miękkie “Giroud” czy “Kiss & Fly” – choć od jakiegoś czasu Rado i Astek sięgają po nowoczesne podkłady, nigdy nie wybrali się tak daleko poza rapowe podwórko. Z jednej strony to dobrze, bo mainstream potrzebuje tak wyrazistych, oryginalnych raperów. Z drugiej strony, mimo świetnej, profesjonalnej realizacji tych bitów (w przeciwieństwie do np. “Ludzi sztosów”, co niektórzy wypominali Sławom), brakuje im trochę oryginalności. Miało być nowocześnie – i jest. Ale nic więcej. Nie czuć, że to podkłady robione “pod Sławy”. Nie czuć w nich też błysku geniuszu. Ale może nikt nie miał tu takich ambicji? Może miało po prostu bujać i trafić z treścią do młodszego słuchacza? Jeśli tak, zadanie wykonane.

Karol Stefańczyk

Ocena: 4/5

  • Fenot Fenot

    Dwie uwagi co do recenzji. Na płycie jest utwór “Gdyby miało nie być wczoraj” – nawiązanie do “Gdyby miało nie być jutra” Pezeta. A druga sprawa, to fakt, że Sławy w “Końcu świata” nawiązują do “Piosenki o końcu świata” Cz. Miłosza. Ciężko nie zauważyć, że To z tego utworu zapożyczona test konstrukcja Sławków.

Polecane