Jason Mraz – w jego żyłach płynie słowiańska krew. Premiera nowej płyty już 14 lipca


2014.07.03

opublikował:

Jason Mraz – w jego żyłach płynie słowiańska krew. Premiera nowej płyty już 14 lipca

„Nie masz obowiązku zwyciężać, ale masz obowiązek zawsze próbować. Codziennie i najlepiej jak potrafisz” – to jedna z maksym, którą kieruje się dwukrotny laureat Grammy, Jason Mraz. Nie tylko muzyk, przede wszystkim bardzo ciekawy człowiek. Filantrop, liberał zaangażowany w sprawy społeczne, w walkę o prawa zwierząt i wspierający mniejszości seksualne. Niewiele osób wie, że dziadek wokalisty był z pochodzenia Czechem, który do Stanów wyjechał w poszukiwaniu lepszego życia…

Najważniejsze jest dla mnie zdrowie – odpowiada Mraz pytany o życiowe priorytety. Artysta od zawsze dbał o siebie. Jest zagorzałym weganinem, preferującym surowe wegańskie jedzenie. Ma udziały w jednej z wegańskich restauracji w Los Angeles oraz farmę awokado. Mieszkając przez lata w Kalifornii, nauczył się surfowania i pokochał je. Relaksuje się, dba o kondycję i sprawność regularnie ćwicząc jogę. Wśród jego hobby znajdziemy także fotografowanie. Wspiera organizacje społeczne, sam też jest wielkim społecznikiem, który zaliczył udział w misji humanitarnej w Ghanie. W 2011 roku założył The Jason Mraz Foundation, której celem jest pomaganie w zwalczaniu nierówności między ludźmi, ochrona środowiska oraz podnoszenie poziomu edukacji tych, którym się w życiu nie poszczęściło. Za działalność charytatywną był niejednokrotnie nagradzany. Nie planuje do przodu, żyje z dnia na dzień. Kiedy tylko może, wskakuje na rower. Dziś jest światową gwiazdą, choć sam tak o sobie nigdy nie mówi, ale kiedyś, po porzuceniu studiów i przed wyprawą do Kalifornii, był między innymi asystentem kierownika w trafice w swoim rodzinnym mieście Mechanicsville w stanie Wirginia, listonoszem, jak i woźnym w szkole podstawowej. Choć wykonywałem te wszystkie prace, zawsze czułem się muzykiem. Cały czas pisałem piosenki i teksty. Gdybym nie odniósł sukcesu próbowałbym do dziś – twierdzi Mraz. „Muzyka to oręż do zwalczania nieszczęścia”.

{sklep-cgm}

Jason pobierał nauki w dziedzinie teatru muzycznego w Nowym Jorku, w American Musical And Dramatic Academy, ale ostatecznie wybrał nie aktorstwo, lecz gitarę jako sposób na życie. Olewałem szkołę. Szlajałem się po Central Parku i uczyłem się grać, od kogo tylko się dało – przyznaje.

Nowy Jork zamienił na San Diego (na krótki czas zatrzymując się jeszcze w rodzinnym miasteczku w Wirginii), które do dziś jest jego domem. Występował w tamtejszych kawiarniach tak często jak tylko się dało. Głównie koncertował w lokalu „Java Joe`s”, które to miejsce wcześniej widziało, jak rodziła się wspaniała kariera Jewel. Cierpliwość popłaca. Z czasem chętnych do zobaczenia Mraza było tak wielu, że menedżer lokalu zabookował jego koncerty na półtora roku do przodu. Właściciel lokalu, Joe, pozwolił Jasonowi w nim spać na zapleczu. Lokal był nad oceanem, przy plaży, więc w wolnych chwilach muzyk mógł się skutecznie zrelaksować. Pozostałością tamtych czasów była wydana przez Jasona koncertowa płytka „Live at Java Joe`s”. Niedługo potem nagrania demo Mraza zaczęły być emitowane przez lokalną rozgłośnię w San Diego i – co było do przewidzenia – w końcu ucho zawiesił na nich przedstawiciel wytwórni płytowej, konkretnie Elektra, który podpisał z Jasonem Mrazem kontrakt w 2002 roku. Reszta to historia. Cztery albumy studyjne („Waiting For My Rocket To Come”, „Mr. A–Z”, „We Sing. We Dance. We Steal Things.”, „Love Is A Four Letter Word”), trzy w pierwszej piątce „Billboardu”, 48 mln sprzedanych singli, parę wydawnictw koncertowych, dwie nagrody Grammy, złote i platynowe płyty, uwielbienie publiczności.

Najnowsze wydawnictwo, „Yes!” (premiera 14 lipca 2014 r.), to efekt rozmyślań Jasona Mraza nad tym, że wszystko zaczyna się od krótkiego słówka „tak”. To słowo jest startem dla kreatywności, pozwala jej się pojawić. „Tak” oznacza też miłość. Daje nam życie. Wszyscy jesteśmy tutaj, bo kiedyś dwie osoby powiedziały „Tak” – tłumaczy. Całkowicie akustyczna płyta Mraza, powstała w Kalifornii z zespołem Raining Jane, który tworzą jego przyjaciółki z Los Angeles.

Polecane

Share This