KnŻ pisze do radia Eska Rock


2011.11.14

opublikował:

KnŻ pisze do radia Eska Rock

Dotarł do nas list otwarty muzyków KnŻ do radia Eska Rock. Oto on, w całości:

Panowie i Panie z Radia ESKA,

Coś wam się najwyraźniej pomyliło, więc śpieszymy wam z ratunkiem, bo do człowieka zagubionego trzeba wyciągnąć pomocą dłoń.

My, zespół KNŻ, nagraliśmy płytę. Na płycie znajduje się kilkanaście piosenek. Wy, jako pracownicy instytucji, która utrzymuje się z puszczania utworów muzycznych przetykanych blokami reklamowymi, wyraziliście zainteresowanie nadawaniem którejś z naszych piosenek. My, jako artyści, wskazaliśmy piosenkę, którą uważamy za najbardziej godną polecenia słuchaczom. I wszystko byłoby pięknie, gdyby (to najczęstsze słowo polskie) nie Wasza kuriozalna propozycja, żebyśmy tę naszą piosenkę przycięli do waszych potrzeb.

Zainteresowanym wyjaśniamy: wytypowana przez nas piosenka trwa 6 minut 12 sekund. Redaktorzy radia ESKA, konkretnie Robert Pegaz Zawieja, zażyczyli sobie, by piosenka trwała nie dłużej niż 4 minuty, poza tym krzywili się na to, że głos wokalisty pojawia się dopiero w dwudziestej sekundzie. (Tu nasuwa się skojarzenie i pytanie: czy stacje telewizyjne powinny transmitować mecze pod warunkiem, że bramka padnie w pierwszym kwadransie?!).

Drodzy redaktorzy, pomyłka wasza podobna jest do pomyłki bankowców, którym ubzdurało się, że są od pobierania naszych podatków, a nie od ich generowania. Tłumaczymy więc: radio jest od puszczania piosenek, a nie od ich produkcji. Macie pełne prawo odmówić puszczania naszych utworów, ale nie macie prawa w nie ingerować. Stawiacie się bowiem wtedy w sytuacji strony zamawiającej dzieło, w takim razie musielibyście nam za nie zapłacić. Przypomina się scena z filmu Amadeusz, w której cesarz Leopold zarzuca Mozartowi, że w Weselu Figara jest za dużo nut. Na co Mozart odpowiada: a które nuty Wasza Cesarska Mość by wyrzucił? I cesarzowi zrobiło się łyso, chociaż opera powstała na jego zamówienie, a wy, powtarzamy, naszej piosenki nie zamówiliście! Od razu uprzedzamy zarzut, że płacicie nam tantiemy jest to opłata pobierana za wykorzystanie utworu, a nie jego napisanie.

Przesłaliśmy wam wersję piosenki bez skrótów, za to w dwa razy szybszym tempie, kto pamięta przewijanie taśmy na szpuli przy włączonej głowicy, ten może sobie wyobrazić jak zabrzmiała. Choć trwała 3 minuty 6 sekund, nie spodobała się wam, więc postanowiliście nie objąć naszej płyty tzw. patronatem medialnym. Jest to o tyle zabawne, że każdy, kto przygląda się jak działa to dziwne zjawisko wie, że patronatem medialnym obejmujecie (wy i inni medialni patroni) tylko te zjawiska w kulturze, które za sprawą stojących za nimi twórców i tak odbijają się szerokim echem. Inaczej mówiąc, zależy wam, żeby na naszych płytach było Wasze logo, bo tych płyt sprzeda się wiele i dzięki temu Wasza marka będzie się kojarzyć z naszym, popularnym produktem. Niestety, próżno szukać Waszego logo na płytach interesujących, ale szerzej nie znanych zespołów.

Panowie i Panie z radia ESKA, zastanówcie się, czego właściwie chcecie. Czy marząc o pracy w radiu (jeśli o niej marzyliście), śniliście o tym, że będziecie oferować słuchaczowi rzeczy wartościowe, lub choćby interesujące, czy też, że będziecie urzędnikami do pomiaru popularności muzyki i akwizytorami reklamodawców?

Z poważaniem (malejącym)



Zespół KNŻ






Komentarz:

O co, tak naprawdę, chodzi? A no o to, że formacja, która ze względu na swój status, może już pozwolić sobie na nieobecność w popularnej rozgłośni radiowej i nie chce przygotować „radiowej” wersji utworu typowanego na singiel (i ma do tego święte prawo).

Z kolei Eska Rock, mając mandat od swoich słuchaczy – wynikający ze sporej popularności – chciałaby mieć singiel, który łatwo da się wrzucić na wysoką rotację, bo będzie to utwór przyjazny dzisiejszemu radiu.

Popularność radia wynika zaś z odpowiedniego doboru repertuaru, zgodnie z obranym profilem muzycznym, jednocześnie zapewniającym odpowiednią słuchalność w grupie docelowej. A ta magiczna słuchalność, czy też zasięg, przekłada się na popularność wśród reklamodawców – czyli gości, którzy swoimi decyzjami i portfelami utrzymują rozgłośnię, jej właścicieli i pracowników, którzy dzięki temu mogą… puszczać muzykę, czyli powodować przepływ kaski do artysty. I tu kółko się zamyka. Każdy za czymś goni. I każdy chce być „jakiś”. Najlepiej prawdziwy i autentyczny. Idealnie, jeśli przy okazji będzie też najedzony.

Artysta chce być niezależny artystycznie. Chce jednocześnie być grany (popularyzowany) i zarabiać na swojej twórczości. Tyle że, nie można zapominać o tym, że Kubuś Puchatek im bardziej zaglądał do środka, tym mniej było go na zewnątrz. Tak – radio zarabia na puszczaniu reklam między utworami, ale zarabia też na tzw. zaiksy dla artystów, czyli wynagradza ich za „korzystanie” z ich twórczości.

Radio też chce być niezależne, ale nie zawsze, wbrew swojemu dżinglowi gra, co chce. Bo gdyby tak było w istocie, mielibyśmy same autorskie programy przygotowywane przez prowadzących mających w dupie wszelkie umowy z wydawcami, zobowiązania patronackie (dostajemy od was coś ekstra, ekskluzywny wywiad, premierę…, ale za to przez tydzień co 20 minut wspominamy o was w organizowanych konkurach i ileś tam razy na dobę zagramy coś z płyty wspominając jej tytuł).

Audycje o charakterze autorskim byłby zapewne bardziej wartościowe, ale część słuchaczy, zawłaszcza tych mniej przywiązanych mogłaby szybko odpłynąć. Odpłynęłaby też kasa z reklam… Skąd wziąć dutki na te wszystkie opłaty dla ZAiKSu, wynagrodzenia, prąd, czynsz, podatek, ZUS i co tam jeszcze?

To kto jest niezależny? Może reklamodawca? No też nie… Ten – działając rozsądnie – musi tak wydawać kasę, by przyniosła mu optymalne korzyści. Czyli jak najlepiej dobierać miejsca w których się reklamuje. Pomimo tego, że to wydaje on kasę – to też ma przesrane. Bo kasę tę bierze z kieszeni klienta – słuchacza, który decyduje czego słucha, a czego nie, a potem ewentualnie kupi lub nie, to co ten reklamodawca sprzedać chce… Zatem najfajniejsze są te rozgłośnie, których słucha najwięcej interesujących nas ludzi. Czyli te, które puszczają najatrakcyjniejszą dla nich muzykę (abstrahując od polityki cenowej realizowanej przy sprzedaży reklam).

Czy to znaczy, że ostatecznie decyduje słuchacz i tylko on jest niezależny? Niby, tak, ale nie znam żadnego słuchacza, który poza guzikiem na pilocie ma jakikolwiek wpływ na to, co leci w radio… podobnie jak nie znam człowieka, którego nie irytowałby nadmiar reklam w radiu lub kręci go słuchanie cztery razy tej samej pieśni zamiast czterech różnych.

Tak oto artysta, radiowiec, reklamodawca i słuchacz są (od siebie) niezależni. Niezależni aż miło.

PS: nie słyszałem spornego utworu, nie znam płyty. Nie wiem w jakiej formie Pegaz zwrócił się do KnŻ; nie wiem, czy w jakikolwiek sposób uraził kogoś przy tej okazji; nie wiem też, co jutro lub w najbliższych dniach odpowie oficjalnie Eska Rock. Nie wiem również, czy wyciąganie takich tematów na wierzch to dobre posunięcie… Tak sobie tylko dywaguję, niejako obok całej sprawy, bo nikt nie chciał mi skomentować zaistniałej sytuacji. Zespołu się nie pytałem, bo już napisali, co myślą.

Tak czy siak deklaruję, że chętnie zrobimy w CGM.pl premierę tego, lub dowolnie innego, wskazanego przez KnŻ utworu z nadchodzącej płyty, nawet jak będzie on trzy razy dłuższy od „Child In Time”, „Bohemian Rhapsody” i „Stairway To Heaven” razem wziętych.

 

Polecane

Share This