Marcin Rozynek koweruje Hey i Smolika


2012.07.20

opublikował:

Marcin Rozynek koweruje Hey i Smolika

Nowy album Marcina Rozynka trafi do sprzedaży 25 września. Na płycie znajdą się piosenki takich wykonawców jak m.in. Hey, L.Stadt, Smolik czy Paristetris w interpretacjach wokalisty.

Można już zobaczyć wideo z akustycznym wykonaniem utworu „Elephant” z repertuaru Homosapiens:

Zachęcamy też do przeczytania wywiadu z artystą:

Ubrałeś się do snu trzy lata temu i chwilę pospałeś…

Chyba na tym to wszystko polega- żeby sobie tak życie ułożyć żeby sobie na coś takiego pozwolić. Doświadczenie mnie nauczyło, że z pewnymi rzeczami nie należy się śpieszyć. Po wydaniu „Ubierania do snu” postanowiłem chwilę odpocząć. Przez półtora roku słuchałem mało muzyki, nie pisałem żadnych piosenek, nie miałem do tego głowy.

Udzielałeś się tylko gościnnie, prawda?

Tak, nagrałem piosenkę z Magdą Wójcik. Zupełnie niedawno trzy teksty otrzymał ode mnie Kielich na swoją solową płytę, a w jednym utworze u niego zaśpiewałem. To w zasadzie wszystko.

Z Magdą znamy się od lat, pamiętam jak wychodziła pierwsza płyta zespołu Goya. Widywaliśmy się przy różnych okazjach, były wspólne występy, jakieś Opole, takie rzeczy. Kiedy pewnego zimowego dnia zadzwoniła z propozycją, od razu się zgodziłem. Warunek miałem jeden – musi to być świetna piosenka. „Nie wymińmy się” taką jest. Z Krzyśkiem natomiast było tak, że muzycznie

w ogóle nie znałem go od tej strony. Jak wszyscy, kojarzyłem go z Lady Pank, więc na początku ta sytuacja miała charakter raczej towarzyski, ale kiedy przysłał kilka propozycji, teksty napisały się same. (śmiech) Potem jeszcze dowiedziałem się, że robi to z Radkiem Łuką i wszystko zaczęło się zgadzać.

Postrzegasz się bardziej jako wokalistę, czy songwritera?

Nie, nie, to nie tak… Uważam, że słabo nie śpiewam i słabych piosenek nie piszę, ale nie chciałbym się jednoznacznie określać. Nie mam alergii na słowo „piosenkarz”, ale też nie kocham go za bardzo i nie czuję takiego wewnętrznego przymusu żeby każdy dzień zaczynać od napisania nowego numeru. Nie staram się więc szukać na siłę tożsamości, tworzyć definicji. Po prostu robię coś, co lubię.

Wiesz dlaczego pytam? Choć piosenkami zawsze sypałeś jak z rękawa, nagle zdecydowałeś się wydać płytę z cudzymi kompozycjami.

Od samego początku, już kiedy zaczynaliśmy grać z Atmosphere, mieliśmy alergię na wszelkiego rodzaju covery. Szczególnie na takie koncertowe sytuacje kiedy jakiś cudzy przebój musi łatać braki w repertuarze. Skąd więc wzięła się ta płyta? Od kropli które drążyły skałę, na przykład rozmów z U-zkiem [Pawłem Jóźwickim, producentem wykonawczym płyty], które prowadzimy od szeregu lat. Od przesyłania sobie linków do różnych piosenek. Ale też od Johnny`ego Casha, którego w pewnym momencie odkryłem. Nigdy nie byłem fanem country, ale to co zrobił
z Rickiem Rubinem w ramach serii „American Recordings” zrobiło na mnie piorunujące wrażenie. Wiesz, jestem zapalonym rowerzystą i przejechałem chyba tysiące kilometrów z Cashem 
w uszach. To było niesamowite przeżycie- jeździć po polskich wsiach, wśród tych kapliczek 
i kościółków, słuchać tamtych pieśni. Wtedy zrozumiałem, że pomysł żeby zaśpiewać coś, co zrodziło się w głowach innych ludzi, co żyje już innym życiem, nie jest taki zły.

Ale wiesz co publiczność kocha w coverach? Chcą usłyszeć jak numer, który bardzo dobrze znają, ktoś przerabia w radykalnie odmienny sposób. A ty sięgnąłeś po piosenki słabo znane, których w dodatku nie stawiasz na głowie.

Nie szukaliśmy przebojów, mam awersję do rzeczy masowo granych. Nie chodziło o to żeby po pierwszych akordach rozścielał się przede mną na scenie czerwony dywan. Chodziło o wyzwanie. Poza tym, jest już na świecie mnóstwo bardzo dobrych rzeczy i czasem ludzie niepotrzebnie się wysilają próbując wymyślić je na nowo. Czasem poprawienie czegoś 
i przypomnienie ma znacznie więcej sensu. To też od początku przyświecało temu projektowi – myśl, że leżą gdzieś tam genialne utwory, które zostały źle potraktowane, a najzwyczajniej na świecie na to nie zasługują. Postanowiłem więc je przypomnieć.

To polska płyta. Za granicą nie ma niesłusznie zapomnianych perełek?

W którymś momencie powiedzieliśmy sobie, że warto zrobić taką mini-wizytówkę polskiej sceny przez pryzmat świetnych, choć zapomnianych piosenek. W innych krajach też można by takich uzbierać mnóstwo, ale niech zajmują się ich ocalaniem artyści stamtąd.

To w dodatku piosenki, które nie zdążyły się uleżeć. 
Nie toczyliśmy długich dyskusji na ten temat, nie ustalaliśmy niczego. Otarliśmy się nawet o Kabaret Starszych Panów czy „Warszawa jest smutna bez ciebie” Jacka Lecha, ale doszliśmy do wniosku, że nie pójdziemy na łatwiznę. Za nic nie chcieliśmy sprawiać wrażenia, że oto panowie chcą coś przyciąć – coś, co już bardzo wysoko wyrosło, więc teraz wystarczy tylko przyjść z kosą 
i będzie fajnie.

 Jaki tytuł będzie nosić płyta?

„Second hand”. Drugie życie piosenki, która nie wyszła spod ręki tego, który ją śpiewa i gra – wszystko się zgadza.

Polecane

Share This