Pięć dissów, po których kariera Tedego zawisła na włosku


2014.10.29

opublikował:

Pięć dissów, po których kariera Tedego zawisła na włosku

Opublikowany niedawno diss na Tedego „Tadzik gbur” stał się dla nas pretekstem do sporządzenia listy utworów, które zaprowadziły karierę warszawskiego MC na sam skraj przepaści. Miejsce dla Eny i spółki oczywiście też się znalazło. A to znaczy, że działalność szefa WJ znów stanęła pod znakiem zapytania. Skończy jak Vanilla Ice?

Ena, SCR, SHG – „Tadzik gbur”

Wielu z was może o tym nie wie, ale – hmm – konflikt pomorskiej grupy z TDF`em rozpoczął się od tego  #Hot16Challenge, z którego powstało następnie TO dziwaczne  wideo. No i posypały się groźby na fanpage`u Eny, że powstanie diss. Wielkie Joł zaproponowało nawet nagranie w warszawskim studiu, ale wokalistka zdemaskowała tę sprytną ofertę: „Wiadomo o co chodzi. On próbował nas zwerbować na swoją stronę i przekonać, żebyśmy nie robili dissa. Bo wie, że mamy talent. Bo gdybyśmy go nie mieli, to nie miałby się czego obawiać”. I diss, jak obiecano, rzeczywiście w swoich najlepszych momentach zbliża się do poziomu konfliktu z Płomieniem 81. Myślę, że nie od rzeczy będzie porównanie obu refrenów, a wokalu Eny z charakternym głosem Onara. Imponuje rozpiętość argumentów tria. „Masz tak grubą dupę, że zamiast gaci nosisz pampersy” – to akurat bardzo świeży wątek, ale zespół, szukając haków na warszawiaka, dokopał się do samych kamieni – „typowego, popowego gówna”, które przez lata TDF wraz z Kukulską skrzętnie próbowali ukryć przed światem. Nie wyszło.

Gandi Ganda – „Cfede na minie”

Doceniam gest Gandziora, który w końcu postanowił przemówić i włączyć się w beef-którym-żyła-cała-Polska, tak samo jak doceniam to, że postanowił rozprawić się z oponentem w półtorej minuty. Szacun. Skurczybyk, zrobił to. Rychu, co prawda, „zniszczył [TDF`a] na starcie”, ale Ganda musiał – a jakże – kopnąć leżącego. Dla zasady. „Beef to maraton bluzgów”, a on jest dobry w krótkich dystansach. Najpierw przyłożył, potem pobiegł. Zabili go i uciekł. „A najlepiej zamknij mordę i idź w chuj stąd”.

Karramba – „Przecwelony pojeb”

Pamiętacie czas, gdy Tede płakał i żalił się, że cała scena go znienawidziła? Musiał wtedy zaczynać od zera, przejść etap odkupienia, takie tam. Rzadko zdajemy sobie z tego sprawę, ale jeśli któryś numer przelał czarę goryczy i wepchnął warszawiaka w odmęty niebytu, to był to „Przecwelony pojeb”. Poznań, Kielce – to było do zniesienia. Co innego Kraków. Maczety, trampoliny, te sprawy. Miejsce, gdzie diabeł mówi dobranoc, wkłada kredę w intymne miejsce, a wszystko nagrywa mała dziewczynka. „Nie waż się pisać na mnie dissa”, grzmiał legendarny Karramba. Nie chcesz z nim beefu. Nigdy, kurwa, nigdy, nigdy, kurwa.



 

Pikej – „Wieprz terror”

Ta pewność siebie i maniera we flow. Z lekka ochrypły głos. Rzucane tu i ówdzie „yeaah”. Nowoczesny bit, którego nie powstydziłby się jakiś Young Jeezy. „Wieprz terror” był dla Tedego jak spotkanie ze swoim własnym odbiciem. Walka z cieniem. Oto przychodzi młodszy raper, który ogłasza zmianę pokoleń. Uczeń wyzywa mistrza #RockyV. No bo posłuchajcie tylko tego: „Pod Galerią Mito stałeś na mojej premierze / Tak mnie chciałeś zobaczyć, no ziomuś, powiedz mi szczerze?”. Przecież to wersy, które spokojnie mógłby zarapować Tedzik. Albo to: „Ode mnie się odpierdol, mówię bez konwenansów”. To bodaj pierwszy MC od czasów pamiętnego „Wielkiego Joł”, który posłuchał tamtych wersów i wziął je sobie do serca. Nawet nie sądźcie, że to przypadek. A że niby Pikej już się rozstał z hip-hopem? Jay Z też tak mówił.



 

Bonus BGC – „Diss Tede”

Tak, tak, wiem, że wszyscy z tego nagrania pamiętamy w pierwszej kolejności pytanie w refrenie: „Zastanów się, co lepsze: być prawdziwym człowiekiem czy nieszczerym wieprzem?”. Dylemat – naturalna kontynuacja tego sprzed czterystu lat – rzeczywiście wart namysłu, ale ja chciałbym zwrócić uwagę na co innego. Przyzwyczailiśmy się do tego, że podczas beefu raperzy życzą sobie AIDS, posądzają o żydowskie korzenie, wydzwaniają do siebie w nocy i bluzgają, obrażają własne matki. Mięciutkie, bardzo plastyczne wejście Bonusa wprowadziło nową jakość do branży. „Mój opasły przyjacielu”, zwraca się do swojego przeciwnika. I jak tu go nie kochać? Pozostaje tylko rzygać tęczą. Albo pierdzieć na różowo.

Polecane

Share This