Pracownicy z branży koncertowej uciekają z Polski


2020.06.22

opublikował:

Pracownicy z branży koncertowej uciekają z Polski

foto: Artur Rawicz / Show The Show

Wraz z zamknięciem klubów i odwołaniem koncertów kilkadziesiąt tysięcy ludzi w Polsce z dnia na dzień straciło źródło dochodu. Mijają kolejne miesiące, a branża koncertowa jest na szarym końcu listy rządu odmrażającego gospodarkę. Obecnie przepisy dopuszczają granie niewielkich, ograniczonych do 150 widzów imprez plenerowych i choć minister kultury zaapelował do premiera o poluzowanie obostrzeń od połowy lipca, na razie nie wiadomo, czy faktycznie się to stanie. Nawet jeśli tak, to o koncertach w normalnych warunkach możemy zapomnieć jeszcze przez długie miesiące.

Sprawdź też: Agnieszka Chylińska o odmrażaniu gospodarki: „Zazdroszczę piłkarzom”

W kontekście braku koncertów dużo mówi się o sytuacji muzyków, ale niewiele lub prawie nic o zapleczu – o organizatorach, technikach, właścicielach klubów itd. Ci ludzie także stracili możliwość zarobkowania, dodatkowo nie mogą liczyć na tantiemy czy przychody z merchu lub sprzedaży muzyki. Część z tych osób już teraz decyduje się wyjechać z Polski.

Niestety dochodzą do nas informacje, że wielu pracowników z tej branży ucieka z kraju, zatrudniając się choćby przy sprzątaniu akademików w Anglii, inni zajęli się naprawą samochodów czy kopią studnie – mówi serwisowi Money.pl Sylwia Aliaj z Polskiej Izby Techniki Estradowej.

Właściciele klubów i firm oferujących nagłośnienie często zostali nie tylko z brakiem przychodów, ale też ratami kredytów za sprzęt, którego używają przy organizacji koncertów.

Sprawdź też: Brytyjska gwiazda przyznaje: „Kazano mi wybielić skórę”

Żeby zorganizować na przykład niedużą imprezę dożynkową, trzeba użyć sprzętu za od 0,5 do 1,5 mln zł. Przy dużej imprezie miejskiej wykorzystywany jest zwykle sprzęt za ok. 5 mln zł – cytuje Piotra Zajkiewicza, wiceprezesa Polskiej Izby Techniki Estradowej Money.pl. W przypadku dużych festiwali wartość sprzętu jest liczona w dziesiątkach milionów.

Marzymy o powrocie do koncertowego życia, ale jeśli tak dalej pójdzie, ono nie wróci przez lata, bo wykruszą się firmy organizujące imprezy i zapewniające im techniczne zaplecze. Branża nadal nie wie, kiedy i w jakiej formie będzie mogła ruszyć, jej przedstawiciele nie zgadzają się ponadto z sytuacją, w której świat sportu odmraża się znacznie szybciej niż muzyki, a w kościołach znosi limity wiernych na nabożeństwach.

Dlaczego spotkania polityczne, procesje kościelne odbywają się tak licznie, a muzyczne „masowe” imprezy plenerowe już nie mogą? Tutaj przecież brak sprawiedliwości i logiki – komentuje  Sylwia Aliaj.

Polecane


Share This