The Boxer Rebellion: „Nie tworzymy piosenek pod radio”


2013.10.16

opublikował:

The Boxer Rebellion: „Nie tworzymy piosenek pod radio”

Od 10 lat The Boxer Rebellion zwraca na siebie uwagę jako zespół znany i podziwiany za lekceważenie reguł przemysłu muzycznego. W brytyjskim magazynie NME pisano o nich „Ten zespół może zmienić Wasze życie”, odwołując się do niezwykle epickiego i ambitnego, a zarazem kameralnego i melodyjnego charakteru piosenek zespołu. TBR są często porównywani do Mogwai, Interpol czy Elbow.

Nowy krążek jest uznawany przez krytyków za znaczący w krok w nowym kierunku. Wszystko za sprawą odejścia od analogowych, ciemnych dźwięków i stworzenia niepowtarzalnego brzmienia, który stał się wizytówką zespołu. Sprawdźcie, co o swojej twórczości i albumie, powiedział w wywiadzie wokalista The Boxer Rebellion Nathan Nicholson. Rozmowę przeprowadzono w trakcie pobytu muzyków w Polsce.

Wasz album „Promises” miał premierę w Polsce lipcu. Jakbyście określili, dla kogo jest ta płyta?


Czujemy się komfortowo, szczególnie w tych czasach, że nasza twórczość przyciąga fanów w różnym wieku. Szczerze mówiąc, mając taką świadomość, nigdy nie pisaliśmy piosenek z myślą o konkretnej grupie wiekowej czy płci. Najważniejszym kierunkiem w naszej twórczości jest styl i tego się zawsze trzymamy.

Co było waszą inspiracją podczas produkowania albumu „Promises”?


Myślimy, że po naszym poprzednim albumie, z którego nadal jesteśmy przeogromnie dumni, kierowaliśmy się chęcią stworzenia bardziej pozytywnych i „podnoszących na duchu” piosenek. Warto zaznaczyć, że nie tworzymy piosenek pod radio, chociaż wiele zespołów rozważa to jako ważny aspekt. Patrząc wstecz, czujemy, że nasz krążek osiągnął większą publiczność, ze względu na dużą dostępność. Jesteśmy pewni, że optymistyczny duch albumu Nam w tym pomógł.

Kiedy przychodzi do napisania piosenki, od czego zaczynacie? Od tekstu czy muzyki?


Zawsze zaczynamy od muzyki! Co prawda, nie ma dobrych czy złych metod tworzenia muzyki, więc tak wygląda nasz wypracowany sposób tworzenia piosenek.

Co jest dla was największym wyzwaniem podczas produkcji nowego albumu?


Bezsprzecznie, największym wyzwaniem jest tworzenie piosenek, które będą inne od wcześniejszych kompozycji, brzmiały ponadczasowo oraz będą dowodzić, że rozwijasz się jako muzyk. Zawsze jesteśmy dobrej myśli, że nie pozwolimy sobie, by wpaść w pułapkę w postaci brzmienia w każdym utworze w ten sam sposób i staniemy na wysokości zadania podczas produkcji nowego krążka.



Czy czujecie niepokój za każdym razem, kiedy wydajecie kolejny album?


Mamy dużą większą kontrolę nad tym, co tworzymy teraz, w przeciwieństwie do tego, co tworzyliśmy na początku naszej kariery. Dlatego jedyny niepokój, jaki pamiętamy, przeżywaliśmy na chwilę przed wydaniem pierwszej płyty. Obecnie, przed każdym krążkiem czujemy czystą ekscytację. Szczególnie, kiedy następuje ta chwila, gdy twoja twórczość wychodzi na światło dzienne, a ludzie mogą w końcu posłuchać naszej muzyki, po wielu miesiącach trudnej pracy i oczekiwania. Czyste podekscytowanie – po prostu, nie da się tego inaczej opisać.

Kiedy zrozumieliście, że publika lubi waszą muzykę?

Dokładnie pamiętamy ten moment i nigdy go nie zapomnimy. Chodzi o nasz pierwszy występ na festiwalu w Glastonbury w 2003 r. Dodatkowo, to był pierwszy występ poza Londynem, gdzie na co dzień mieszkamy i gdzie spędziliśmy wiele czasu na koncertach dla znajomych. Występ w Glastonbury odbył się na scenie dla nowych zespołów. W tamtym momencie kariery, nie mieliśmy wtedy nagranego albumu, ani nawet singla.

Istnieją dwa rodzaje muzyków, ci którzy słuchają własnej muzyki oraz tacy, którzy tego nie robią. Do której grupy się zaliczacie?

W momencie, kiedy kończymy nagrywać płytę, ciężko przyznać, że słuchamy naszej muzyki, tym bardziej w dużych dawkach. Jeśli intensywnie słuchasz swojej twórczości, zaczynasz zastanawiać się, co mogłeś więcej zrobić, niż doceniać to, co stworzyłeś. Na pewno nie słuchamy naszych piosenek w domu, kiedy po prostu siedzimy nic nie robiąc.

W jaki sposób powstał wasz zespół? Czy nazwa The Boxer Rebellion jest z czymś związana?


Adam i Piers studiowali muzykę współczesną, podczas gdy Nathan i Todd byli znajomi od jakiegoś czasu, pisząc razem piosenki. Wpadliśmy na pomysł stworzenia razem zespołu, który zaczęliśmy reklamować na naszej uczelni, co przyniosło nam wielu fanów. Co do nazwy – przed The Boxer Rebellion mieliśmy inną nazwę, która była tak okropna, że nie chcemy do tego wracać, ale na pewno nie zmierzamy zmieniać obecnej nazwy!

Sądzicie, że jako zespół, macie coś, czego nie posiadają inne zespoły?


To pytanie, jest bardzo interesujące… bo obecnie jest wiele różnorodnych zespołów. Jednak wierzymy, że nasz zespół posiada pewne unikatowe cechy, wynikające z naszych inspiracji, osobowości czy zewnętrznych wpływów. Mamy dosyć oryginalne brzmienie, jednak pozostając realistami, wiemy, że próbujemy tylko zaoferować fanom coś więcej. Jesteśmy wciąż 4 mężczyznami z kilkoma gitarami, perkusją i keyboardem, którzy na pewno nie mają zamiaru stać się niepotrzebnie aroganckimi, tylko potrzeby bycia oryginalnym i wyróżniania się wśród innych zespołów.

Czy to prawda, że jesteście podziwiani za lekceważenie reguł przemysłu muzycznego?


Myślimy, że ludzie podziwiają nas za bycie niezależnymi. Na początku mieliśmy pecha, zostaliśmy odrzuceni przez dużą wytwórnię. Jednak zamiast lizać rany, wierzyliśmy w siłę naszej twórczość i mieliśmy dużo szczęścia. Dzięki perypetiom z początku naszej kariery, udało się nam uruchomić własną wytwórnię. Mamy mniej możliwości reklamowania się w każdym miejscu, ale nie wydajemy nierozsądnie wysokich ilości pieniędzy i kontrolujemy wszystko co robimy oraz stawiamy na kreatywność, która się nam podoba. Można powiedzieć, że jesteśmy kapitanami własnego statku, którym możemy popłynąć w kierunku, który uznamy za właściwy. Naprawdę jesteśmy świadomi komfortowej sytuacji, w której się znajdujemy. Wiemy, że jest ona wynikiem ciężkiej, wieloletniej pracy. To wszystko składa się chyba na podziw, o który pytasz i z którego jesteśmy bardzo dumni.

Polecane

Share This