DR MISIO – “Młodzi”

"Rockowe szaleństwa notariusza"

2013.04.21

opublikował:


DR MISIO – “Młodzi”

Z aktorami zajmującymi się muzyką poza nurtem piosenki
aktorskiej zawsze bywało różnie. O ile rockowe poczynania Piotra Roguckiego czy
Jacka Bończyka  zasługują na niewątpliwy
szacunek, o tyle z przesłuchania niegdysiejszej, popowej płyty Borysa Szyca
zrezygnowałem po połowie jednego z singli. Być może sporo straciłem, podskórnie
czuję jednak, że nie za dużo. Jako, że bywa różnie, różne też myśli nachodzą
mnie, gdy słyszę o kolejnym muzycznym projekcie aktora. Gdy chodzi o muzykę
rockową, obawy są jeszcze większe, bo to właśnie rock and roll jest mi, wśród
różnych ukochanych muzycznych stylistyk, najbliższy. Niedawno na światło
dzienne wyszedł projekt muzyczny Arkadiusza Jakubika, artysty znanego z
brawurowych ról w filmach Wojciecha Smarzowskiego. Band pod wdzięczną nazwą Dr Misio
wydał ostatnio płytę pt. „Młodzi”. Znając dwa, pozytywnie nurtujące single,
kupiłem płytę pełen ciekawości.

Kapela, istniejąca od czerwca 2008, oprócz występującego w
(nomen omen) roli wokalisty Jakubika posiada w składzie, nieznanych mi
wcześniej, acz brzmiących bardzo profesjonalnie i szczerze muzyków. Gitara
Pawła Derentowicza, bas Mario Matyska, bębny Jana Prościńskiego i klawisze
Radka Kupisa stanowią znakomite, pełne charakteru dopełnienie wyrazu tekstów i
muzycznej stylistyki zespołu. Ze stylu tego, może nie najlepszym, ale z
pewnością najbardziej charakterystycznym elementem jest głos Jakubika. Całość, w
kwestiach około produkcyjnych, wsparta jest talentami m.in. Mateusza
Pospieszalskiego, Adama Toczko oraz, będącego głównym producentem, Olafa
Deriglasoffa. To ci ludzie, wraz z samym zespołem, stanowią o muzycznej sile
tej płyty. Siła liryczna jest jednak równie duża, o ile nie większa. Niebanalne
teksty napisane zostały przez uznanych świecie polskiej literatury Marcina
Świetlickiego i Krzysztofa Vargę. Jeśli ktoś tych nazwisk dotąd nie słyszał, po
przyswojeniu „Młodych” zainteresuje się nimi na pewno.

 Już w obecnym momencie
czytania tego tekstu można dojść do wniosku, że nad płytą z każdej strony
pracował swoisty polski dream team. Nie brakuje jednak w historii muzyki
artystycznych niewypałów stworzonych przez niszczycielsko ścierające się
osobowości geniuszy. Zatem nie tylko nazwiska tworzą dobre płyty. Dobre płyty
to wizja, przekaz, szczerość artystyczna, odwaga sceniczna i inne składowe,
których długie listy ułożyłby każdy znający się na muzyce słuchacz. Dr Misio
zasługuje na oddzielną listę. Zestawienie cech czyniących tę płytę absolutnie nie nieskazitelną, w żadnej mierze
idealną, ale absolutnie wyjątkowo wartościową, inteligentną i nurtującą.  

Nawet ładne dziewczyny
chcą tylko wyjść za mąż/Więc ja też wychodzę/I idę do domu
– te słowa  Krzysztofa Vargi rozpoczynają album .Zatem od
pierwszych słów jest prawdziwie i ciekawie. Jest też refleksyjnie, czy wręcz
jesiennie. Klimat ten, w moim odczuciu, utrzymuje się, w tej czy innej formie i
natężeniu, do ostatniego dźwięku. Jest na tej płycie mnóstwo przestrzennych,
mocnych gitar i energetycznych refrenów, pełno surowego brzmienia sekcji
rytmicznej i smaczków klawiszowych. Mimo ogólnego przywiązania do rockowej
tradycji, utwory wymknęły się szczęśliwie spod topora nudy czy muzycznej
wtórności. Każdy w tych dźwiękach odnajdzie coś dla siebie i poczyni własne
skojarzenia. Ja usłyszałem np. późną Kobranockę („Krew na księżycu”),
syntetyczne eksperymenty spod znaku Sweet Noise połączone z funkującą gitar ą
(„Życie”), wciągające chwile grania akustycznego („Mentolowe papierosy”) oraz,
co najbardziej zaskakujące, jazzowy feeling i breaki (wyraźnie zauważalne w
pracy sekcji rytmicznej w „M jak morderstwo”). W „Historii morderstwa” można z
kolei znaleźć muzyczną syntezę historii polskiego punka po to tylko, by w
„Psie” zauważyć cytaty z zagranicznej klasyki tego nurtu. Całości dopełniają
sprawne chórki, w których nie sposób nie usłyszeć diabelskich basów wokalu
Deriglasoffa. Dużo tego, prawda? A jednak się udało. Co ciekawe i w Polsce
rzadkie, takie nagromadzenie inspiracji nie nuży, każąc wręcz mimowolnie
wysłuchać tej płyty od początku do końca w skupieniu.

Skupienie to potrzebne jest również, aby sprostać lirycznemu
ładunkowi „Młodych”. Teksty, będące de facto krótkimi lirykami autorstwa
głównie wspomnianego wyżej Vargi (z trzema wyjątkami pióra Marcina Świetlickiego)
stanowią, generalnie mówiąc, studium życia we współczesnym,
przemysłowo-internetowym świecie. Nacisk położony jest na egzystencję w dużej
metropolii i ogólne zjawisko upływu czasu oraz jego wpływu na jednostkę. Zdanie
to brzmi zawile i pseudonaukowo, a jednak wydaje się być prawdziwe.  Pomimo faktu, iż cały projekt pod nazwą Dr
Misio, od okładki płyty począwszy wydaje się być stworzony jako
surrealistyczny, pastiszowy performance, tematy podejmowane przez kapelę są
poważne i niepokojące. Tylko czasem, jak np. w „Mister Hui”, pozwalają lekko
przymknąć oko. Treści podawane głosem Jakubika prowokują do zastanowienia i przemyśleń,
a aktorskie środki do nich dodane jeszcze ten efekt potęgują. Poeci ciekawie podjęli
wspomnianą refleksje nad biegiem czasu. Varga w utworze tytułowym stwierdza, iżKiedy byliśmy młodzi/ Nikt nie umierał i
nikt się nie rodził
. Jego podmiot liryczny w „Mentolowych papierosach” nie pamięta żadnych imion kolegów z klasy
niestety.
Bohaterowi „Życia” pisarz poleca z jeszcze większą goryczą: Zmruż oczy i popatrz/Jak znakomicie
rozpierdoliłeś sobie życie
. Człowiek opisywany przez autora nie jest zatem
szczęśliwy. Być może zniszczył go współczesny konsumpcjonizm i wyścig szczurów.
Niekiedy osoba opisywana w kawałkach zespołu zdaje się być uwięziona w
korporacji- w „Planie motywacyjnym” mirrę, kadzidło i złoto zastępują służbowy telefon, służbowy samochód,
służbowy kochanek
, a mężczyzna, w „Młodych” wypowiadający tonem konsultanta
słowa Mam na imię Patryk i czasem wydaje
mi się że żyję,
brzmi jak zawiedziony przegrany. Jednostka taka chce wyjść z tego miejsca, z tego miasta, z tego
kraju
. Szuka miłości i towarzystwa podobnych sobie w Internecie(
„Pudelek”), znajduje tam jednak zaledwie bezużyteczny spam („Mail od
umarłego”). Chce zatem uciec do sieci supermarketów. Zjawisko to jest
inteligentnie, acz złowieszczo opisane w „Śmierci w Tesco”. Szczerze mówiąc,
numer ten kojarzy się, jeśli nie z horrorem, to przynajmniej z klimatem drugiej
połowy filmowej „ Drogówki”.

O śmierci i krwi pisze na tej płycie także Marcin
Świetlicki, którego trzy teksty: „Krew na księżycu”, „Pies” i „M jak
morderstwo” dobrze komponują się z twórczością Vargi. „Pies” to moim zdaniem
swoisty manifest punka z cytatem z klasyka ( Teraz chcę być Twoim psem). O „M jak morderstwo” prawie wszystko
mówi tytuł. „Krew na księżycu” to opis epizodu z życia małżeństwa z małym
dzieckiem, jednak o co chodzi tam dokładnie? Najlepiej posłuchajcie sami i osądźcie.

Wiem, rozpisałem się o tekstach. Racja, cgm.pl to żaden
periodyk literacki. Jednak po przesłuchaniu albumu każdy świadomy odbiorca
poczuje, tak jak ja, że po prostu krócej się nie da. I że to chyba teksty,
nawet bardziej od muzyki, odróżniają Doktora Misio od całej nijakiej reszty
polskiego (pseudo) show (pseudo) businessu.

I jeszcze jedna kwestia. Rola (słowo-klucz!) Arkadiusza
Jakubika. Rola to bardziej aktorska niż wokalna. Notariusz z „Wesela” żadnym
wielkim wokalistą nie jest,  co słychać
dość wyraźnie, szczególnie w wersjach koncertowych utworów. Jeśli chodzi o
płytę, od utworu „Pies” słychać wręcz, że praca w studiu poważnie zdarła mu
gardło. A jednak jest skuteczny i pełen wyrazu. Świadom ograniczeń nie sili się
na melodie, raczej skanduje teksty ograniczając się do kilkudźwiękowej skali,
jeśli o skali w ogóle można mówić w jego przypadku. Teatralnie krzyczy, gdy
jest to konieczne (krzyków kończących „M jak morderstwo” nie powstydziłby się
sam sierżant Petrycki).

Słuchacz wierzy takiemu frontmanowi. Podsumowując, jest on w
tym zespole czynnikiem decydującym o szczerości i chyba niezastąpionym. Utwory
takie jak „Mr Hui” nijako brzmiałyby  w
ustach wykształconego wokalisty bez osobowości. Całe szczęście, że to pan
Arkadiusz jest na miejscu. Notariusz, po latach, po raz kolejny „chuja Wam
powie”. A właściwie „Huia”, „Mr Huia”. I całą resztę tych świetnych tekstów.

Jeśli Notariusz, Jakubik i „Wesele”, to także Smarzowski.
Klimat jego filmów jest niezaprzeczalnie zauważalny w twórczości opisywanego
zespołu, nic jednak nie zakłóca i nie dominuje. Obecność aury twórczości reżysera
wynika chyba po prostu z artystycznego rozwoju Jakubika i jest jak najbardziej
na miejscu. Jeśli macie wątpliwości, obejrzyjcie teledysk do „Młodych” nie
pytając wcześniej, kto go wyreżyserował.    

Podsumowując, Dr Misio to jazda obowiązkowa dla każdego
lubiącego myśleć słuchacza. Spotkanie z albumem „Młodzi” to ponad czterdzieści
minut życiowej refleksji. Rockowej, energetycznej, mądrej refleksji. Nawet
jeśli płyta ogólnie jest raczej gorzka i nie nadaje się, przynajmniej dla mnie,
do słuchania w piękny, słoneczny dzień, jest wartościowym kawałkiem sztuki.
Sztuki, z  którą warto się zmierzyć. A
rano, po wieczorze spędzonym z tą sztuką, dla równowagi wyjść na ostatnio pełen
słońca  świat. Ja też wychodzę. Tak jak nawet ładne dziewczyny Dra Misio. Z tym
że ja, na szczęście, z pewnością nie za mąż.

Tagi


Polecane