Czy Jack White jest najlepszym spadkobiercą talentu Hendriksa? Felieton i playlista Artura Rawicza

Różnie to z tym rockiem było w ostatnich audycjach "Rock co krok". Dziś wracam do korzeni.

2016.04.27

opublikował:


Różnie to z tym rockiem było w ostatnich audycjach „Rock co krok”. Dziś wracam do korzeni. Do źródła. Powody są dwa. Oba z ostatnich dni. 18 września minęła 45 rocznica śmierci Jimiego Hendriksa, okrzykniętego największym wizjonerem i wirtuozem gitary, jakiego nosiła ta ziemia. Choć za życia wydał jedynie trzy albumy: „Are You Experienced”, „Axis: Bold as Love”, „Electric Ladyland” i jeden koncertowy „Band of Gypsys”, to jego wpływ na całą muzykę gitarową jest gigantyczny i trudny do przecenienia. Poza albumami rejestrował maniakalnie wszystko. Dema, jamy, próby, wprawki w hotelach. Materiału zostało tyle, że został rekordzistą świata w ilości pośmiertnie wydanych płyt. Samych tylko koncertowych wydawnictw jest ponad dwadzieścia. Z tych najważniejszych występów po kilka. Do tego bootlegi, składanki, kompilacje. A i tak wystarczyłoby tylko to, co ukazało się za życia. To był geniusz, podniósł grę na gitarze elektrycznej i pracę z efektami do rangi najwyższej ze sztuk.

Pięć lat po śmierci Hendriksa w Detroit na świat przyszedł mój rówieśnik – Jack White. Szalenie aktywy i płodny artystycznie. Bardzo szybko znalazł miejsce w panteonie tuzów gitary elektrycznej, a pamiętać należy, że White jest multiinstrumentalistą.

Zanim rozwijać zaczęła się jego kariera solowa jego talent eksplodował w nieistniejącym już The White Stripes. Później powstały kolejne formacje: The Raconteurs i „najmłodsza” z nich The Dead Weather. I tu dochodzimy do kolejnej klamry spinającej dzisiejszą audycję słowno-pisaną. Otóż The Dead Weather za chwilę oddadzą nam kolejną płytę. Odsłuch nowego materiału tej supergrupy (z czystym sumieniem można tak pisać, bo jej skład to marzenie) jest już możliwy przedpremierowo w serwisie TIDAL. Kolejną dobrą informacją jest to, że formacja zmieniła zdanie i ruszy jednak w trasę koncertową!

Czy o Jacku można powiedzieć, że jest spadkobiercą Hendriksa? Z całą pewnością tak. Jest ich wielu, ale moim zdaniem to White jest dziś najważniejszym z nich. Cały spektakularny dorobek tego artysty każe spodziewać się, że w przyszłości ci, którzy dopiero teraz się rodzą, będą obu dżentelmenów stawiać koło siebie. I rozprawiać o ich gigantycznym wpływie na muzykę gitarową. I budować długie listy wykonawców, dla których stanowią inspirację. Dlatego korzystajmy z okazji, że White chodzi po tej samej ziemi co my, w tym samym czasie, bo Hendriksa już kolejne pokolenie podziwiać może jedynie z płyt i archiwalnych nagrań koncertowych. To trochę mało.

Polecane