Dzikie Jabłka - "Prosto z ziemi"

Marta Burek, 05.05.2017 / foto: mat. pras.

nasza ocena:  

Kosmiczne połączenie.

 2014 rok i kolejny konkurs Nowej Tradycji, czyli jednego z najbardziej prestiżowych festiwali poświęconym wykonawcom muzyki związanej z polskim folkiem organizowanym przez Polskie Radio. Na scenie wydarzyło się coś niesamowitego a konkurencja była ostra. Nagrodę specjalną wygrywa coraz popularniejsza orkiestra podwórkowa – Hańba. Zaraz obok nich na podium pojawiają się Dzikie Jabłka, o których nie słyszałam nigdy wcześniej. Odpaliłam nagranie z konkursu i opadła mi szczena.

Zespół Dzikie Jabłka powstał w 2011 roku z połączenia dwóch tradycji kulturalnych, których na pozór nie łączy nic – nawet kontynent. Mamy tu ludowe brzmienie polskich skrzypiec i śpiewu z domieszką afrykańskich bębnów. Tak, wiem, ciężko to sobie wyobrazić, ale kreatywność wykonawców nie zna granic. Zespół przedstawia nam część wspólną odrębnych światów. Okazuje się, że każda kultura jest w jakimś sensie do siebie podobna - ciężko to zauważyć w rzeczywistości, w której o wiele częściej skupiamy się na różnicach. Połączenie wybuchowe okazuje się być strzałem w dziesiątkę, a wszystko dzięki eksperymentowi - wystukiwaniu rytmów mężczyzny zakochanego w afrykańskich bębnach do śpiewu żony, która ćwiczyła pieśni poznane na warsztatach białego śpiewu i... BUM, projekt owocuje płytą wydaną w 2016 roku, dzięki publiczności wspierającej zespół na portalu Polak Potrafi.



Album zaczyna się od energicznego kawałka "Wiwat" znanego też w świecie folkowym z aranżacji przedstawionej przez zespół Sutari. Melodii ludowej polskiej towarzyszą bębny, które są na drugim planie i ustępują miejsca tradycji europejskiej. Jednak z czasem sekcja rytmiczna rozwija się, zaczyna dominować i kawałek kończy się zdecydowaną Afryką równoważąc klimat. Jednym z ciekawszych instrumentów prezentowanych przez grupę jest balafon (wielkie, afrykańskie, drewniane cymbałki), który jednocześnie można sklasyfikować jako instrument rytmiczny i melodyczny, wykorzystany w tle sprawia, że pieśni polskie stają się jeszcze bardziej transowe. Inne użyte przeszkadzajki przenoszą muzykę tradycyjną w przyjemną, naturalną przestrzeń dźwiękową. Minusem albumu jest gitara, która czasem zaburza konwencję, jednak w utworze "Zielona rutka" wiernie towarzyszy etnicznym instrumentom. Biały śpiew, kojarzony ze słowiańszczyzną równie dobrze brzmi w towarzystwie tradycyjnych bębnów afrykańskich. Ciekawa barwa głosu Gosi Gułaj przypomina śpiew plemienny i gdyby nie teksty piosenek, w których słychać język polski, można by odnieść wrażenie, że są to pieśni afrykańskie.    

Warto wiedzieć, że grupa korzysta z piosenek przekazanych ustnie i wykonywanych na warsztatach białego śpiewu. Rytmy afrykańskie również zostały zaczerpnięte u źródła. Członkowie zespołu uczyli się techniki gry od samych mistrzów z zachodniej Afryki, skąd pochodzą także instrumenty wykorzystywane przez muzyków. Artyści prowadzą warsztaty i starają się zarazić innych ludzi rytmem gorącego kontynentu. Wszystkie te działania nadają ich pracy autentyczności i naturalizmu.